22 czerwca 2016

Zwierzogród

Ostatnimi czasy zacząłem powątpiewać w powrót animacji, które zarówno bawiły jak i uczyły. Efekt ten pogłębiło, dla mnie naprawdę drętwe oraz zwyczajnie słabe, W głowie się nie mieści, promujące bezstresowe wychowanie, gdzie wyolbrzymia się sztucznie problemy zamiast się im przeciwstawić. Jednak na początku tego roku na horyzoncie zaświtał Zwierzogród, czy też raczej Zootopia, co o wiele lepiej oddaje charakter tej produkcji. Niby bajka dla dzieci, a tak naprawdę dostajemy rasową komedię kryminalną, pokroju Gliniarza z Beverly Hills czy Zabójczej broni, z tym wyjątkiem, że tutaj nikt do nikogo nie strzela. No... prawie.

Głównymi bohaterami opowieści są policjantka Judy Hopps (Ginnifer Goodwin/Julia Kamińska) oraz uliczny cwaniak Nick Wilde (Jason Bateman/paweł Domagała). Judy jest pierwszym królikiem, do tego kobietą, która została zatrudniona w policji Zwierzogrodu. Pełna ambicji, marzeń o karierze i walce z przestępczością, błyskawicznie zostaje sprowadzona do parteru, gdy przybywa do wielkiego miasta. Wystawianie mandatów, hałaśliwi sąsiedzi, drogie, malutkie mieszkanko i szef, który ma cię gdzieś. Szara codzienność. Nick natomiast to stary uliczny cwaniak, mieszkający w metropolii od lat i umiejący sobie radzić w miejskiej dżungli. Jest cwany, inteligentny oraz wygadany, co sprawia, że żyje dostatnio, choć nie w luksusie. Los sprawia, że Judy i Nick będą zmuszeni współpracować ze sobą aby rozwiązać sprawę zaginięcia pewnego florysty, Pana Ottertona (w polskiej wersji Pan Wydrzański). Coś co z pozoru wydaje się błahe szybko okazuje się sięgać szczytów świata mafii oraz polityki Zwierzogrodu, a tam nie wszystko jest tym na co wygląda.


Film mimo swego dziecięcego wydźwięku, porusza tak naprawdę wiele poważnych tematów. Uprzedzenia rasowe, często kreowane przez media oraz radykalne grupy, walka kobiety o stanowisko w świecie polityki lub policji gdzie dominują mężczyźni, utopijne wyobrażenia o życiu w metropolii czy walka z stereotypami przylegającymi do pewnych grup społecznych. Wszystko to jest umiejętnie wplecione w naprawdę świetnie zaprojektowany wątek kryminalny, dotyczący zaginięć kilkunastu obywateli na przestrzeni krótkiego czasu. Jedyne co ich łączy to fakt, że byli drapieżnikami. Śledztwo stoi w martwym punkcie, nikt nie ma żadnego pomysłu ani tropu by ruszyć sprawę do przodu i tak naprawdę zwykły przypadek sprawia, że Judy Hopps trafia w końcu na ślad. Ten zaś okazuje się być małym puzzlem bardzo zawiłej układanki. Co ciekawe, w trakcie filmu, już na samym początku dostajemy kilka wskazówek odnośnie pokazanej tu zagadki kryminalnej. Jest to zabieg żywcem wyjęty z powieści Agathy Chriestie i tak samo umiejętnie poprowadzony. W rezultacie widz kilkakrotnie daje się wodzić za nos myśląc ze rozwiązał łamigłówkę, podczas gdy tak naprawdę jest w ślepym zaułku.

Widz szybko też czuje więź z parą głównych bohaterów. Posiadają totalnie odmienne charaktery, kierują się innymi wartościami, przez co wielokrotnie sobie docinają. Jednak z czasem budują nierozerwalną więź, wspierając się wzajemnie oraz powoli ufając. Judy szybko poznaje brutalność wielkiego miasta, jak to depcze i rwie na strzępy jej utopijne marzenia, jednak później rozumie swój błąd. Twierdzenie że każdy może być kimkolwiek chce jest faktycznie iluzją, jednak jeśli zaakceptujemy siebie takimi jakimi jesteśmy i będziemy nad sobą pracować, możemy osiągnąć wszystko. Do podobnych wniosków dochodzi też Nick, który z początku jest zwykłym oszustem. Z drugiej strony ciężko go winić za to kim się stał, gdyż padając ofiarą stereotypów, te w końcu ukształtowały go na kanciarza.


Podobne nawiązania pewnych osób wywodzących się z konkretnych grup społecznych mamy u innych bohaterów. Burmistrz będący lwem, który na swego zastępcę wybrał owcę tylko po to aby zyskać sobie owczy elektorat. Szef policji w osobie afrykańskiego wołu, o twardym charakterze oraz uporze niemal nie do pokonania. Leniwi urzędnicy jako leniwce, sprytne łasice w roli handlarzy trefnym towarem multimedialnym oraz drobni złodzieje, króliki jako rolnicy. Jest tego cała masa, zaś dorosły widz, czy choćby taki nieco bardziej oczytany, ujrzy w Zootopii pełne przełożenie wielkich miast jak Los Angeles, Nowy Jork, Londyn czy choćby Warszawa.

Bardzo gorąco należy pochwalić polskich tłumaczy za przełożenie kwestii do filmu. Było to niełatwe zadanie, gdyż oryginalna, angielska wersja zawiera bardzo dużo nawiązań do nazw czy filmów Disneya. Np. podczas reprymendy kapitana Bogo na Judy, wymawia on kwestie "So let it go", co jest nawiązaniem do popularnej piosenki z filmu Kraina lodu. warto zatem oglądając film an DVD skorzystać z tego dobrodziejstwa jakim jest zamieszczenie na nim oryginalnej wersji językowej, aby poznać pierwotne kwestie dialogowe. Dopiero wtedy jesteśmy wstanie w pełni docenić morderczą pracę naszych tłumaczy oraz aktorów użyczających postacią swych głosów.


Od strony warstwy czysto technicznej Zwierzogród stoi na bardzo wysokim poziomie. Zadbano o wszelkie detale. Ślady pazurów na blacie stołu, w który wczepił się Nick nie znikają w poszczególnych scenach, wszelkie drobiazgi w formie napisów czy smaczków nawiązujących do innych filmów (nie tylko Disneya) i tak dalej. Jest tego naprawdę ogromna ilość, zatem jeśli ktoś uważnie ogląda oraz dość dobrze zna ikony kina akcji oraz spod znaku mafii to będzie się bawił przednio. Do tego należy pochwalić bardzo animatorów za wizualizację postaci. Są one niemal wierną kopią zwierząt, posiadają wszystkie charakterystyczne cechy swego gatunku oraz "przywary".

Zwierzogród to genialny film. Prawdziwy kryminał, nie zapominający jednocześnie kim ma być jego główny odbiorca, czyli dzieci. Fabula jest poprowadzona bardzo płynnie, scenariusz napisany z głową, bez niedokończonych wątków czy pustego humoru, a postacie wypadają bardo realistycznie. Co więcej film niesie ważną życiową lekcję, a jednocześnie bawi do łez w wielu momentach. Warto zatem wysupłać na niego te kilkadziesiąt złoty aby kupić DVD i dołączyć do swojej domowej kolekcji stawiając na tej samej półce co Król Lew, Mała Syrenka czy Wall-e.

Ocena - 10/10