9 listopada 2019

Liga Sprawiedliwości: Bez Sprawiedliwości

Nigdy nie uznawałem się za znawcę przygód trykociarzy spod znaku DC czy Marvel, ale mam wrażenie, że ci spod pierwszej gwiazdy od dawna kręcą się w kółko. Nie mają kompletnie szczęścia na dużym ekranie, kilka animacji wypadło im dobrze, ale tyle samo słabo, zaś w komiksach jest tak sobie. Od wejścia DC Odrodzenie więcej trafiam słabych przygód niż takich, które naprawdę potrafią wciągnąć. Póki co wyjątkiem był Batman Metal, choć miejscami był on strasznie naciągany, oraz Batman Detectiv Comics, który jednak stawia za często na krwawą rozwałkę. Wierzyłem jednak, że Liga Sprawiedliwości pod przewodnictwem Scotta Snydera podoła zadaniu i faktycznie, częściowo się to udało. Jednak tylko częściowo.

8 listopada 2019

Batman Detective Comics #6: Upadek Batmanów

Stało się w końcu to, czego się spodziewałem od jakiegoś czasu. Zespół Batmana i Batwomen w dzwonnicy rozpadł się. Winni tego stanu rzeczy są w zasadzie wszyscy, choć scenariusz stara się w tej materii nakierować czytelnika głównie na Syndykat Ofiar. To oni popychają pierwszy klocek domina, jednak po drodze było wiele miejsc, gdzie Batman lub ktoś inny powstrzymał przestępców przed koszmarem, który miał nadejść. Prawdziwą ofiarą staje się zatem Basil Carlo, znany szerzej jako Clayface. Niestety, jak to zwykle na wojnie bywa, nie zabraknie ofiar postronnych, a ci którzy mieli dobre intencje, sami przyczyniają się do upadku swego dzieła.

7 listopada 2019

Batman: Biały Rycerz

Co by było, gdyby Joker był zdrowy na umyśle, a brutalność Batmana wymknęła się spod kontroli? Na to oraz kilka innych pytań, stara się odpowiedzieć Sean Murphy i w mojej opinii wyszło mu to naprawdę zacnie. Niby to zwykły komiks o Mrocznym Rycerzu Gotham, ale zawiera sporo ciekawych przemyśleń, odnoszących się realnego świata. Głównie związanych z biedniejszymi dzielnicami dużych miast, rozwarstwieniem społecznym i jak bogaci przedsiębiorcy pomnażają swój majątek kosztem uboższej strefy mieszkańców miasta. Komiks też porusza inny temat, czyli skutki działań samozwańczych stróżów prawa, których policja nie ściga, bo "odwalają dobrą robotę". Jednak tematem nadrzędnym jest obsesja. Ma ona różne oblicza, a szaleństwo jest tylko jednym z nich.

2 listopada 2019

Smerfy i maszyna snów

W dzisiejszych czasach postęp technologiczny jest wręcz oszałamiający. Szczególnie w zakresie cyfryzacji, co wręcz widać gołym okiem. Nigdy bym nie przypuszczał, że historia o Smerfach, bardzo umiejętnie będzie potrafiła przestrzegać przed pewnym zjawiskiem, związanym z cyfrową rozrywką. Mianowicie uzależnieniem od obrazu. Od wirtualnych marzeń, które wydają się być tak bardzo rzeczywiste, że aż prawdziwe. Które działają niczym narkotyk. A jednak tak się stało i tak oto "Smerfy i maszyna snów", to idealny przykład na to, jak łatwo zatracić się w wyimaginowanym świecie.

29 października 2019

Arab przyszłości 3

Mówcie co chcecie, ale mentalność ludów Bliskiego Wschodu jest dla mnie dziwna. W zasadzie mógłbym ją porównać do mentalności ludzi, którzy mieszkają na wsi lub w małych miasteczkach, gdzie każdy się zna, jest kult socjalu i religii. I tak, wiem, że uogólniam, wiem, że autor opisuje wydarzenia z lat 80-tych ubiegłego wieku, ale jak to czytam, to od razu staje mi przed oczami moja rodzinka ze wsi, która na równi oddaje hołd socjalowi oraz klerowi. Bo właśnie coś takiego, między innymi, widzę na kartach "Araba przyszłości".

26 października 2019

Dlaczego odinstalowałem The Elder Scrolls Legends

Od samego początku otwartych betatestów byłem wierny tej grze. Dopingowałem jej autorów, kupowałem za realny hajs zestawy pakietów i alternatywnych grafik, farmiłem złoto i ciągle miałem tytuł "Założyciel", aby mi przypominał czemu ta konkretna gra zastąpiła mi Duel of Champions. Niestety po ponad dwóch latach ją odinstalowałem, bo czuję... że gra stoi w miejscu. Najpierw masakryczne problemy po zmianie studia, odpowiedzialnego za rozwój gry, potem mozolne doprowadzanie jej do stanu jako takiej używalności i w końcu jeszcze wolniejszy rozwój, który w moich oczach ją po prostu zabija. Dlatego dziś zdecydowałem się odinstalować The Elder Scrolls: Legends i podzielić się z wami powodami, dla których to zrobiłem. Czemu? Sam do końca nie wiem. Chyba, żeby też móc po prostu ponarzekać, tyle tylko, że czuję jakoby moje narzekanie było cholernie uzasadnione, bowiem poświęciłem tej grze masę czasu, również promując ją na moim blogu. I to w tym wszystkim jest najsmutniejsze.

20 października 2019

Deadpool: II Wojna Domowa

Czas na kolejną wojnę domową w uniwersum Marvel i przyznam, że podszedłem do niej dość sceptycznie. Z drugiej strony lubię obecną serię Deadpoola, którą prowadzi Duggan, zatem postanowiłem zaryzykować. Jak wyszło? Cóż... jeśli w innych seriach to wygląda podobnie, to raczej cały konflikt zwany Civil War II jest niebotycznie wtórny. Owszem w dziś prezentowanym albumie jest kilka smaczków, głównie sypialni Shiklah, która wiele tomów temu poślubiła Deadpoola, ale poza nią wieje nudą. Nie zrozumcie mnie źle, ja lubię powracać do ogranych schematów. Dowodem jest choćby masa filmów czy książek, które na nich jadą, a mimo wszystko wracam do nich i nadal świetnie się przy tym bawię. Tyle tylko, że w przypadku Civil War II nie umiem tego uczynić, szczególnie mając nadal w pamięci genialny End Game z MCU. 

11 października 2019

Tetris

Oto historia losów najsłynniejszej gry świata, którą w 1984 roku, zaprojektował na zasadzie przypadku, Aleksiej Pażytnow. Coś co miało być prostą łamigłówką opartą o inną słynną grę, "Pentomino", szybko stało się uzależniającą grą, generującą milionowe zyski. Aleksiej nie zobaczył z tych pieniędzy ani kopiejki, zaś spór o prawa do gry pomiędzy instytucjami ZSRR, a zagranicznymi firmami produkującymi konsole, automaty, sprzęt komputerowy i gry, był niezwykle zażarty i ciągnął się latami. Komiks Boxa Brown opowiada właśnie tą historię. Międzynarodową bitwę o prawa do najsłynniejszej gry wszechczasów, w której środku stał samotny, rosyjski programista z Akademii Nauk ZSRR.

Jaś ciekawski: Podróż przez dżunglę

Okulary 3D towarzyszą mi od wczesnych lat młodzieńczych. Wtedy głównie oglądałem przez nie polskie teledyski młodzieżowe emitowane w "Tik-Taku" lub "5.10.15". Dziś to głównie kino 3D, choć rzadko korzystam z takich seansów, ze względu na ostre migreny, towarzyszące mi długo po wyjściu z kinowej sali. Próbowałem też oglądać filmy na telewizorze 3D i bawić się w VR, ale za każdym razem ból głowy rozsadzał mi skronie. Niestety, moje komplikacje na tle neurologicznym, będące pamiątką po chorobie z dzieciństwa, skutecznie utrudniają mi taką zabawę. Mimo wszystko czasem po nią sięgam, bo lubię te wizualne bajery. Wczoraj przyszła do mnie paczka od Kultury Gniewu. Rano opublikowałem recenzję drugiego tomu "Anastazji", jednak nie był to największy komiks w tej wysyłce. Tutaj laur powędrował do "Jasia ciekawskiego", będącego trójwymiarową zabawą w dżungli. Z tego co wyszperałem na sieci, jest to drugi album tego typu. Pierwszy zabierał nas w odmęty oceanu, ten zaś do świata zarówno bajecznego, jak i krwiożerczego.

Anastazja #2

Nie od dziś wiadomo, że Hollywood jest zapisane seksem, wyzyskiem, narkotykami, alkoholem oraz przemocą seksualną. Wszystko to przykrywa piękny kokon fałszywego szczęścia, bijącego ze srebrnego ekranu. Jednak gdy gasną flesze, znikają dziennikarze, a publika zasiada przed telewizorami, za kurtyną nadal rozgrywa się dramat. Koszmar pożerający ludzkie istnienia niczym wygłodniałą bestia nie znająca umiaru. Właśnie o niej jest seria "Anastazja", stworzona przez Magdalenę Lankosz (scenariusz) i Joannę Karpowicz (rysunek i kolory). Pierwszy tom był dla mnie bardzo mocny, ale zdecydowanie za krótki. Ten jest w mojej opinii o wiele lepiej napisany, z dużo potężniejszym finałem, który zmusza czytelnika do zadumy. 

9 października 2019

Joker

Bardzo długo zabierałem się do napisania tego tekstu. Głównie z powodu hekatomby emocjonalnej, jaką oberwałem podczas seansu "Jokera". Przyznaję, że na sali kinowej były momenty gdy miałem dreszcze, zaś po wyjściu z sali przez pół dnia psychicznie źle się czułem. Czemu? Bo w głównym bohaterze, Arturze Fleck, granym przez niesamowitego w tej roli Joaquina Phoenixa, były miejsca, gdzie widziałem samego siebie. Teraz wielu może powiedzieć - Przesadzasz facet. Joker był psycholem, a ty co najwyżej użalasz się nad sobą. Dokładnie tak samo ludzie odnosili się do filmowej postaci, ostatecznie popychając ją do punktu, z którego nie ma już odwrotu. Od wczesnych lat nastoletnich zmagam się z coraz bardziej nasilającą się depresją. Mam za sobą kilka załamań psychicznych, z których dwa omal nie zostały zwieńczone próbą samobójczą. Przez całe życie próbowałem wpasować się w społeczeństwo, a okres nim poznałem moją Martę, był dla mnie przepełniony nienawiścią do siebie samego i każdego kto próbował się do mnie zbliżyć. Tak. Dla mnie "Joker" Todda Phillipsa, to coś znacznie więcej niż pieprzenie o niesprawiedliwości społecznej, systemie który nas wyzyskuje, złych politykach i korporacjach. To krzyk, wręcz wrzask, oraz błaganie o pomoc człowieka pozostawionego samemu sobie. Zaszufladkowanego, cichego... "innego". Bo łatwo jest nazwać kogoś wariatem czy psychopatą, gdy nie słyszy się tego zawodzenia. Łatwo jest nadać łatkę świra tym, których od środka pożerają ich własne emocje oraz choroba.

8 października 2019

Sisters #13

Siadając do trzynastego, najnowszego albumu "Sisters", miałem wrażenie deja vu. Jakby niemal każda historyjka w nim przedstawiona była już pokazana we wcześniejszych tomach. Całość różni się drobnymi detalami, ale tak naprawdę - tutaj nie ma absolutnie nic nowego. Czy to źle? Cóż, zależy czego oczekujemy od tej serii. Obstawiam, że małe dziewczynki, które są wręcz w niej zakochane, dalej będą się dobrze bawić. Bo przecież o to chodzi i dla nich jest to wydawane. Jednak wydaje mi się, że autor mógłby choć troszkę ewoluować swoją pracę, bo ileż można klepać tego samego w kółko i kółko.

6 października 2019

Kroniki Francine R.

Gdy miałem 10 lat, mój wujek, Piotr Kwasigroch, opowiadał mi o tym, jak przeżył wojnę. Spędził ją w KL Stutthof, gdzie trafił na samym początku września, w jednym z pierwszych transportów. Opuścił go zimą 1945 roku, pod koniec stycznia, w marszu śmierci, gdy Armia Czerwona zbliżała się do obozu. Udało mu się uciec, co nie oznaczało dla niego końca piekła, bo jak mi wspominał, Czerwonoarmiści nie byli wiele lepsi od SS-manów. Czytając "Kroniki Francine R." zacząłem sobie przypominać wieczory spędzone razem z wujkiem Kwasigrochem, gdyż po wielu latach od jego śmierci, okazało się, że byłem jedną z nielicznych osób, którym opowiadał o swoim pobycie w Stutthofie. Podobnie jak wujek Kazimierz Eidtner, który podczas Kampanii Wrześniowej trafił najpierw do niewoli radzieckiej, potem do łagrów, a następnie z Armią Andersa zaszedł aż pod Monte Casino, gdzie uczestniczył w walkach o klasztor. Po dziś dzień pamiętam, jak pierwszy raz pokazał mi swój order Virtuti Militari, gdy miałem 6 czy 7 lat. Wtedy też zaczęła się moja wielka fascynacja II Wojną Światową, a krewni i ich przyjaciele, którzy ją przeżyli, przez lata dzielili się ze mną opowieściami z tamtych czasów. Często mrocznymi, wręcz makabrycznymi, które wryły mi się głęboko w pamięć. Dziś zupełnie inaczej spoglądam na filmy, książki czy komiksy poświęcone temu okresowi. Francine Rivollier, bo o niej mowa w tutaj omawianym komiksie, też przeżyła piekło, choć wiele osób zarzucało jej, że z biegiem czasu wyolbrzymiała pewne rzeczy. Boris Golzio, daleki krewny Francine postanowił jednak pójść jej wspomnieniami i spisać je w formie komiksu, co zajęło mu kilkanaście lat. Dziś ta opowieść trafiła w moje ręce i mogę ją skonfrontować z historiami człowieka, który całą wojnę spędził pod katowskim batem.

4 października 2019

Ira Dei #1: Złoto Kaidów

Uwielbiam komiksy około historyczne, a tych jest na naszym rynku coraz więcej. Niestety boli mnie, gdy zapomina się w nich o przypisach lub szerszym wprowadzeniu historycznym, za pomocą przedmowy tłumacza. Czemu? Bo wiem z doświadczenia, że bardzo wielu czytelników komiksów, w tym weteranów, nie sprawdza zawartych w nich informacji. Potem mamy takie kwiatki, jak wychwalanie "Ludzi Północy" za trzymanie się realiów historycznych, gdzie osoba choć trochę zaznajomiona z tym tematem ciska gromy na autora za bzdury, które zawarł w swej serii. Są też jednak komiksy takie jak "Murena" lub omawiany dziś "Ira Dei", gdzie fikcja literacka, bardzo wiernie łączy się z faktami historycznymi. Niestety "Ira Dei" nie posiada przypisów, a bardzo krótka przedmowa Vincenta Brugeas i zwięzły wstęp narratora z pierwszych stron komiksu, to za mało, aby uzmysłowić czytelnikowi, jak przemyślane dzieło trzyma w swoich rękach. Bo "Ira Dei" to nie tylko porządny komiks przygodowy, ale naprawdę ciekawie ukazana sytuacja polityczna, jaka targała Europą, Północną Afryką i Bliskim Wschodem w latach 1037-1054. A działo się wtedy naprawdę dużo, czego finalnym efektem była Wielka Schizma Wschodnia.

2 października 2019

Telemetria #1

Uwielbiam kino science fiction, w tym sporo starych, często tandetnych wizualnie, ale ciekawie napisanych, filmów. Jednym z najlepszych przykładów, przynajmniej dla mnie, jest "The Dark Side of the Moon", gdzie od strony wizualnej całość nieraz kuleje. Mimo wszystko film uważam za kultowy, gdyż scenariusz, gra aktorska oraz właśnie mały budżet, przełożyły się obłędny klimat. Do tego finał jest przekozacki. Podobnie mam z innymi tytułami, jak "Event Horizon", wzorowany zresztą na wcześniej wymienionym filmie, "War Games", "Enemy Mine", "Fire and Ice", "Haevy Metal" czy "Dark Angel". Dla mnie takie filmy mają po prostu duszę, rewelacyjny scenariusz i mimo upływu lat ciągle bawię się na nich wyśmienicie. Czytając "Telemetrię" wszystkie wymienione wyżej tytuły stanęły mi przed oczami. Komiks Łukasza Obłażewicza (rysunek i scenariusz), który jest w praktyce rozbudowany zinem, wręcz kipi sentymentem do kina tego typu. Rasowego science fiction, z średnim lub małym budżetem, który z jednej strony stawia na sprawdzone schematy, ale z drugiej wywala cały patos, zbędny dramatyzm i monologi, zastępując je rasową akcją, wyrazistymi postaciami oraz unikalnym klimatem kina przygodowego.