13 listopada 2015

Terror w hokejowej masce



Piątek trzynastego zdarza się niemal co roku. Dzień ten kojarzy się z pechem, a co bardziej przesądni ludzie doszukują się w tym prawdy, sami tworząc niechciane sytuacje. Jednak nie o przesądach dziś będziemy prawić, a filmie. Właściwie serii filmów, zapoczątkowanej w 1980 roku przez Seana S. Cunninghama. Tak, mowa o słynnym Piątku Trzynastego i zakrwawionej, hokejowej masce Jasona Voorheesa. 

Materiał zawiera spoilery! Czujcie się ostrzeżeni.


Początek terroru

Gdy spytamy o filmowego mordercę znad jeziora Crystal Lake, wiele osób od razu odpowie Jason i opisuje białą hokejową maskę, w której szalał morderca. W ten sposób łatwo z miejsca wyodrębnić kto naprawdę oglądał serię od początku, a kto zaczął od środka lub remaku z 2009 roku. W pierwszej części Jason był głównie wspominany, jako chłopiec o zdeformowanej twarzy, który utonął kilka lat wcześniej przez nieuwagę opiekunów. Ci zapłacili za to wysoką cenę, gdyż zostali zamordowani przez matkę Jasona, Pamelę Voorhees. To właśnie ona była mordercą znad Crystal Lake i oszalawszy po stracie syna zabijała dalej młodych obozowiczów. Wszystkich obarczała bowiem winą za śmierć swego jedynaka, którego ciała nigdy nie odnaleziono i wedle legendy spoczywało ono na dnie jeziora.


Jason pojawia się tam kilkukrotnie w migawkach, jako wspomnienia matki. Ma też swoje przerażające pięć minut, gdy w finalnej scenie wynurza się z wody i porywa z łodzi Alice Hardy, jedyną ocalałą z obozu nad jeziorem, która ostatecznie zabiła Pamelę odcinając jej głowę. Nawiązanie do tej sceny przetacza się przez niemal całą serię, choć nie zawsze osobą wyskakującą z wody jest Jason. W finale trzeciej części występuje tutaj trup Pameli, zaś w siódmej jest to ojciec Tiny Shepard, który na początku filmu zginął w Crystal Lake z jej winy.

Narodziny maski

Słynna hokejowa maska pojawia się dopiero w trzeciej części Piątku Trzynastego i to nie za sprawą samego mordercy. Przynosi ją Shelly, nieco pulchny, lubiący dowcipy nastolatek, którego dziś swobodnie nazwalibyśmy freakiem. Chłopak trafia nad Crystal Lake wraz z paczką znajomych, gdzie robi głównie za piąte koło u wozu i stara się zdobyć wdzięki Very Sanchez. Robi to w sposób nieudolny, między innymi po przez robienie dowcipów z trupem czy mordercą w roli głównej. W pewnym momencie wynurza się z jeziora w stroju nurka, z harpunem w ręce i tytułową maską na twarzy, która od tamtego czasu stanie się symbolem serii. Jason zabija chłopaka, gdy ten samotnie udaje się do stodoły, gdzie wcześniej nasz morderca, wtedy nosząc płócienny worek na głowie z otworami na oczy, zaszlachtował kilka dzieciaków z gangu motocyklowego. Widząc maskę zakłada ją i od tej pory nie zdejmuje.

W finalnym pojedynku pomiędzy Jasonem a Chris Higgins, maska zostaje uszkodzona, gdy morderca doznaje potężnego ciosu siekierą w głowę. Od tamtej pory w lewym górnym rogu widoczne jest cięcie, które z czasem w dalszych produkcjach jakby się zabliźnia. Sama maska przechodzi podobną metamorfozę co jej właściciel. Gdy w szóstej odsłonie serii Jason powraca do naszego świata jako zombie, ożywiony uderzeniem błyskawicy, z winy Tommego Jarvisa, który faktycznie zabił potwora w czwartej części, ponownie przywdziewa on swoją starą maskę. Jednak w następnym odcinku jest ona już mocno zniszczona po tym jak truposz spędził sporo czasu w jeziorze, przywiązany łańcuchem do kamienia. 



Maska doznaje degeneracji przy lewym policzku, odsłaniając zęby Jasona. Zresztą cała jego postać bardziej przypomina ubrany szkielet niż zabójcę jakiego poznaliśmy w poprzednich częściach. Wystający kręgosłup i łopatki, obnażone kości paliczków na dłoni czy miejscami połyskujący czerep sprawiają, że ciężko nie śmiać się z nowej wizji mordercy znad Crystal Lake. Później nie było lepiej, a w finale, ochrzczonym Jason X, nasz tytułowy antagonista doznaje totalnej metamorfozy. Najpierw zostaje zamrożony na cztery i pół wieku, a następnie gdy go odnaleziono i odtajał, wziąwszy się do mordowania załogi statku kosmicznego, zostaje rozwalony na kawałki przez androida i ląduje na cybernetycznym stole operacyjnym. Komputer wyczuwając życie, odradza Jasona, wykorzystując metalowe części laboratorium i tworzy coś dziwnego, przypominającego pokraczną krzyżówkę Terminatora z Predatorem. Znana wszystkim maska zostaje zastąpiona metalowym odpowiednikiem, który nie budzi cienia grozy. Zresztą jak sama postać Jasona, który paraduje z na wpół metalową klata niczym tani Tarzan.

Ostatecznie nowa maska ląduje w jeziorze, gdy nasz morderca ginie spalając się w atmosferze planety. Jest to bodaj najgłupsza scena śmierci przedstawiona w całej serii, a pomysłów scenarzystom nie brakowało i z odcinku na odcinek potrafili zaskakiwać czymś nowym. Włącznie z zamrożeniem twarzy ofiary w ciekłym azocie a następnie rozbiciem jej o blat stołu.


Inne oblicza Jasona

Jak pokazałem na początku, nie zawsze mordercą nad Crystal Lake był potwór w hokejowej masce. Nie każda część rozgrywała się też nad wspomnianym jeziorem. Poza Jason X, pierwszym takim manewrem była piąta odsłona serii, zatytułowana Nowy Początek. Rozgrywała się ona w ośrodku zdrowia psychicznego, gdzie dochodził do siebie już dorosły Tommy Jarvis, który jako dziecko zabił Jasona Voorheesa, broniąc swej starszej siostry. Już wtedy miłował się w robieniu strasznych masek, a spotkanie z mordercą mocno odbiło się na jego psychice. Gdy dociera do ośrodka jest świadkiem morderstwa popełnionego na rówieśniku przez jednego z pensjonariuszy, któremu puszczają nerwy. Niedługo potem w okolicy zaczyna dochodzić do serii niewyjaśnionych morderstw których ofiarami padają głównie nastolatki. Sam Tommy ciągle widzi oczyma wyobraźni postać Jasona, który nie chce go opuścić i wydaje się, ze opętał chłopaka mordując teraz jego rękoma. Uważny widz szybko też spostrzeże że zmieniła się hokejowa maska. Niby wygląda podobnie, jednak posiada inne oznakowania – srebrne trójkąty na policzkach, zamiast dużego czerwonego nad nasadą nosa i małych czerwonych przy nim – oraz brakuje charakterystycznego nacięcia po ciosie siekierą. Ostatecznie okazuje się, że zabójcą jest sanitariusz, który był ojcem zamordowanego na początku chłopaka. Przeczytawszy o Mordercy znad Crystal Lake podszył się pod niego i zaczął wymierzać innym swoją sprawiedliwość.


Postać Tommego została potem dziwnie rozbudowana. Zakończenie piątej części wyraźnie pokazywało, że chłopak oszalał i dał się opętać czy raczej podjudzić duchowi Jasona Voorheesa. Przywdziewa nową maskę i rusza na łowy. Jednak w następnej odsłonie gdy znów jest starszy i wypuszczono go ze szpitala, jedzie wraz z swym przyjacielem do cmentarza gdzie leży Jason, z zamiarem odkopania go i spalenia jego truchła. Jest też w posiadaniu oryginalnej maski, którą morderca zdobył zabijając Shellego w trzeciej części. Gdy jego plan nie wypala, a Jason dosłownie powstaje z martwych, stara się ze wszystkich sił go powstrzymać. Ostatecznie „topi” go na nowo w jeziorze, a sam cudem uchodzi z życiem. Na tym jego rola w Piątku Trzynastego się kończy, a późniejsze odsłony serii są wyraźnie zrobione na siłę.

Szczególnie rzuca się tutaj w oczy część Dziewiąta, czyli Final Frday, w Polsce wydana pod tytułem Jason idzie do piekła. Mamy tu do czynienia z ponownie odnowionym zombie Voorheesa, który poprzednio poległ w kanałach pod Manhattanem, będąc zniszczonym przez wodę i jakby ponownie utonął. Tym razem Jasona rozwala na kawałki policja, ale jego serce nadal bije i przejmuje kontrolę nad nowymi ciałami. Dąży on do tego aby finalnie odrodzić się w dziecku z jego rodzinnej krwi, jednak po raz kolejny zostaje pokonany, tym razem ostatecznie i ląduje w piekle. Ostatnia scena jest pamiętna, gdyż hokejową maskę, która spoczywa w miejscu gdzie demony zaciągnęły mordercę pod ziemię, porywa uzbrojona w charakterystyczną rękawicę ręka Freddego Kruegera. Fani musieli długo czekać na pojedynek tych dwóch wielkich postaci kina grozy, a gdy już zostało im to podane, to danie okazało się mało apetyczne. 


Freddy kontra Jason z 2003 roku został przyjęty z mieszanymi uczuciami. Zagorzali fani obu serii piali z zachwytu, gdyż krew lała się gęsto, dzieciaki ginęły pokotem, często w bardzo brutalny sposób, zaś dwaj antagoniści rywalizowali z sobą o prawo do ich dusz. Ostatecznie po wielkim pojedynku w naszym świecie, gdzie moc Kruegera była ograniczona, obaj wylądowali w jeziorze, poszatkowani na kawałki i teoretycznie to ofiary okazały się zwycięzcami. Teoretycznie, gdyż w ostatniej scenie Jason wyłania się z wody z maczetą w jednej ręce i głową Freddego w drugiej, a nasz poparzeniec co „kocha dzieci”, mimo braku reszty ciała uśmiecha się i wygląda na bardzo żywego, o ile można tak o nim w ogóle powiedzieć. Jednak dla osoby nie fascynującej się serią film Freddy kontra Jason może okazać się dość nudnym przeżyciem. Scenariusz nie powala, efekty też nie zachwycają a część postaci jest zwyczajnie nudna. Ten film miał być jatką [pomiędzy dwoma ikonami kina grozy i tą rolę spełnił, jednak nic ponad to.

Czekamy na trzynasty piątek?

W 2017 ma ukazać się kolejny Piątek Trzynastego. Gdyby tak się stało, to licząc przeciętny remake, który zmieni wiele elementów, niejako łącząc w sobie trzy pierwsze części, oraz równie przeciętny pojedynek z Freddym, mielibyśmy trzynasty film serii o mordercy znad Crystal Lake. Patrząc jednak na rozwój współczesnego kina grozy spod szyldu krwawej jatki, mam mocne obawy czy powinien powstać. Może się on okazać faktycznie pechowy jak przysłowiowy Piątek Trzynastego. Seria zawsze była bogata w sceny golizny, lekkiego seksu i bardzo dużej dawki brutalności. Film z 2009 pokazał, że lepiej nie poprawiać czego co jest dobre i mimo że się zestarzało, przetrwało próbę czasu. Boję się że będzie jeszcze więcej seksu i krwi, a mniej grozy, której nawet nie uratuje znany miłośnikom serii szept „Kill”. Morderca w hokejowej masce z maczetą w dłoni, już zawsze będzie kojarzyć się udanym kinem grozy. Nie widzę zatem potrzeby usilnego poprawiania oryginału, gdyż ani to potrzebne ani wskazane. Jason ostatecznie wylądował w piekle i niech tam pozostanie, strasząc nowe pokolenia z ekranu telewizora.