W sieci od dawna huczy, jak to finałowy sezon Castelvani był spełnieniem nerdowskich snów. Widocznie jestem dziwnym nerdem, bowiem osobiście czułem dozę rozczarowania oraz zawodu. Poprzednie sezon pochłonęły mnie bez reszty. Miały drobne niedoróbki, szczególnie pierwszy będący w zasadzie przydługim prologiem, ale i tak bawiłem się na nich miodnie. Tymczasem sezon czwarty od połowy zaczął mnie męczyć. To nie był zły finał. BA! Uważam, że pod wieloma względami wypadł świetnie. Jednak pod koniec czułem zmęczenie, wymieszane z odrobiną znużenia oraz sporą dawką niedosytu. Czemu? Bowiem w moim odczuciu finał poszedł w zbyt wielu miejscach na skróty kończąc kilka naprawdę interesujących i rozbudowanych wątków zwyczajnie na odwal.
Jakby ktoś jeszcze się nie zorientował, w tym materiale będzie tona spoilerów :)






