Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miracleman. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miracleman. Pokaż wszystkie posty

10 października 2017

Miracleman: Złota Era

Zarówno Neil Gaiman, jak i Mark Buckingham nie są mi obcy, jeśli idzie o ich twórczość. Pierwszego, co pewnie nikogo nie zdziwi, kto siedzi w komiksie, kojarzę z serii "Sandman", drugiego zaś bardzo, ale to bardzo, cenię za serię "Baśnie". Nieco inaczej było z postacią Miraclemana, którego poznałem dopiero podczas lektury albumu "Miracleman", wydanego przez Mucha Comics w październiku 2016 roku. Każdy fan gatunku superhero powinien choć raz przeczytać wyżej wspomniane dzieło, niemniej nawet osoby niepałające miłością do trykociarzy mogą z niego sporo wynieść. Jak zatem wypadła "Złota Era" wydana w albumie zbiorczym w 1992 roku? W mojej opinii, jako osoby nie będącej kompletnym laikiem, ale też niepałającej wielką miłością do trykotów - średnio. Przynajmniej na tle tego, co czytałem w "Miracleman", który jest komiksem trudnym, jednak dla wielu genialnym, z czym umiem się zgodzić. "Złota Era" natomiast jeśli idzie o scenariusz, mnie nie urzekła, a powodów jest kilka. Z drugiej strony przyznam się już na wstępie, że Buckingham ponownie urzekł mnie swoją kreską.

Miracleman

Zawsze otwarcie twierdziłem, że jestem laikiem, jeśli idzie o komiks. No, po zrecenzowaniu blisko 250 tytułów i przeczytaniu znacznie większej ilości, raczej nie mogę upierać się do końca przy tej tezie, jednak jeśli idzie o gatunek superhero, to wielu rzeczy jeszcze nie wiem oraz nie czytałem. Jednak bardzo przypadkowym zrządzeniem losu, ot zaleta posiadania w rodzinie starszego kuzyna mającego fioła na punkcie komiksów, usłyszałem kiedyś nazwę "Miracleman". Niestety wtedy byłem zbyt młody, aby docenić arcydzieło Alana Moore'a i odstawiłem je dość szybko na półkę, nie przeczytawszy do końca pierwszego rozdziału. Później przyszły takie komiksy jak cykl "Wieczna wojna" oraz serial "Batman:  The Animated Series" i zapomniałem o "Miracleman'ie". Pojawił się on w moim życiu ponad 20 lat później za sprawą Mucha Comics. W końcu mogłem przeczytać, zrozumieć i w pełni docenić geniusz Moore'a, który w latach 80., gdy pisał tę serię, stawiał pierwsze poważne kroki na arenie komiksowej jako scenarzysta. Autor "V jak Vendetta", "Strażników" czy "Dnia Sądu" okazał się wizjonerem i ryzykantem. Napisał bowiem historię superbohatera, który miał na rękach krew swoich wrogów i niewinnych ludzi.