25 maja 2020

Opowieści z głębi miasta

Jest to moje drugie lub trzecie spotkanie z twórczością Shaun Tan i ponownie dałem się ponieść magii jego rysunków oraz tekstów. Kreatywność tego człowieka zaskakuje mnie na każdym kroku. Potrafi on bowiem bardzo wysublimowany, a przy tym kreatywny sposób zwrócić uwagę czytelnika na rzeczy z pozoru błahe, pospolite, niewybijające się z tłumu. Jak choćby przywiązanie się do nas czworonoga, strach przed nieznanym lub zatrzymanie się choć na chwilę w codziennym wyścigu szczurów. Wszystko to "ubiera" w trafiające w wyobraźnię rysunki, które trafnie oddają nie tylko przedstawioną historię, ale też naszą codzienność. Tą codzienność, która ma ogrom kolorów, ale my uparcie nie chcemy tego zauważyć.

24 maja 2020

Rewizja: F.3.A.R.

Jakiś czas temu podzieliłem się z wami rewizją F.E.A.R. 2: Project Origin, który wraz z dodatkiem Reborn, zakupiłem za niewielkie pieniądze na GOG. Mimo, że sama gra na tle poprzedniej części wypadła średnio, to nadal dała mi sporo frajdy z jej przechodzenia. Postanowiłem więc odpalić sobie trzecią część, którą niegdyś recenzowałem dla portalu Polter.pl i.... była to bardzo słaba przygoda. Wtedy dałem grze 7/10, ale dziś. Cóż, dziś będę o wiele bardziej srogi. Spójrzmy zatem ponownie na ten tytuł, odnosząc się do wad i zalet, które wymieniłem w czasie premiery F.3.A.R. czy na przełomie sierpnia i września 2011 roku.

22 maja 2020

Marcy i zagadka sfinksa

Czas na kolejny album poświęcony rodzinie Brownstonów. Odważnych, ale też nieco szalonych, poszukiwaczy przygód, którzy w swej karierze mieli styczność z pradawnymi bóstwami, mitycznymi istotami i całą menażerią potworów. Tym razem padło na niejaką Marcy. Jej kariera zaczęła się podobnie, jak kariera jej ojca Artura, od wczesnych lat, gdy jeszcze była dzieckiem. Z początku nie wierzyła w opowieści taty o jego podróżach, ale gdy zaginął wszystko się zmieniło. I tak oto Marcy ruszyła na spotkanie przygodzie do dalekiego Egiptu.

19 maja 2020

Opętani miłością vs. Renai Sample (18+)

O jejciu-jejciu, na blogu będzie omówiony komiks pornograficzny :) Szczerze powiedziawszy śmieszy mnie ta cała pseudo-troska o dobro osób niepełnoletnich. Jak się patrzy na PEGI w wielu krajach, to szybko można dojść do wniosku, że cały ten system nie tylko nie działa, ale został zaprojektowany przez kompletnych debili. Krew robiona na czarno, no bo przecież jak będzie czerwona to wychowamy morderców. Kobiety o nierealnych kształtach w tak skąpym bikini, że zostają niemal same sznurki są okej, ale pokaż fragment kobiecego sutka i już Facebook czy You Tub wytaczają ciężką artylerię. Hipokryzja pełną gębą. Dziś jednak nie o tym, a o debiutanckim tytule nowo powstałego wydawnictwa Akuma. Mangę z gatunku hentai zakupiłem w przedsprzedaży, aby wesprzeć nowego wydawcę i dziś, gdy już pojawiło się sporo recenzji tego tytułu, wypowiem się i ja. Zrobię to jednak w nieco innym tonie, bo zestawię "Opętanych miłością" z mangą "Renai Sample", martwego już wydawnictwa Yumegari. Czas zacząć szczucie cycem i niech wygra lepszy. Albo raczej lepsza :)

UWAGA!!!
MANGA PRZEZNACZONA TYLKO DLA OSÓB PEŁNOLETNICH.

17 maja 2020

Dlaczego nadal gram (i będę grać) w Carmageddon: Max Damage

Ten tytuł może część osób zaskoczyć na mojej liście, bo wszak dominują tam niezaprzeczalne legendy. A jednak lubię wracać do pewnych gier, które nie mają tego statusu lub wręcz niewiele osób o nich jeszcze pamięta. Tym razem gra, o której nad Wisłą sporo osób wie, ale mam wrażenie, że została ona mocno zapomniana. Nie mam tutaj na myśli całej serii Carmageddon, bo o niej nadal się mówi i czasem spotyka w różnych rankingach. Chodzi mi tą konkretną odsłonę z podtytułem "Max Damage". Nabyłem ją już dawno temu na platformie GOG i w zasadzie od tamtego dnia nie odinstalowałem. Co jakiś czas wracam aby rozegrać mapkę lub dwie, porozwalać przeciwników, zrobić z przechodniów krwawą papkę i pościgać się w szalonych, surrealistycznych wyścigach. A oto kilka powodów, dla których to robię :)

Dlaczego nadal gram (i będę grać) w Red Alert 2

Serii Comand&Conquer towarzyszę od samego początku i mam do niej ogromny sentyment. Jednak do jednego tytułu mam szczególne upodobanie, zapewne jak miliony innych graczy. Mowa o "Red Alert 2". Jednej z najlepszych strategii czasu rzeczywistego, jaka powstała. Grę w czasach szkolnych miałem spiraconą, potem kupiłem oryginał wraz z dodatkiem "Yuri's Revenge", a jeszcze później pierwsze dwie części w którymś z wydań zbiorczych. Swego czasu otrzymałem cała serię Comand&Conquer od EA na moje konto Origin, gdy prosiłem ich o pomoc w przypisaniu tam moich starych egzemplarzy gier. Za bycie wiernym fanem ich tytułów, który kupował ich gry przed powstaniem Origin, dostałem w prezencie kilka tytułów, których nie miałem. Dziś wymienię wszystkie powody, dla których nadal gram i będę grał w "Red Alert 2", ale najpierw kliknijcie TUTAJ :)

16 maja 2020

Rewizja: F.E.A.R. 2: Project Origin + Reborn (DLC)

Po wielu latach wróciłem do serii F.E.A.R.. Swego czasu zakupiłem pierwszą część z obydwoma dodatkami oraz drugą część na płytach. Przy czym "dwójka" od początku musiała być przypisana do konta na platformie Steam. Potem gdy pisałem dla serwisu Polter.pl w moje ręce wpadła część trzecia i krótko mówiąc, była dobra, ale to nie był już ten pierwszy F.E.A.R. Zresztą moją ocenę znajdziecie TUTAJ. Teraz po wielu latach wróciłem do tej serii, za sprawą platformy GOG, gdzie wyłapałem pierwsze dwie części z wszystkimi dodatkami za bardzo małe pieniądze. Dziś skupię się na drugiej części i dodatku do niej, bo pierwszą część mam zamiar omówić kiedy indziej. 

Punisher Max #8

"Punisher Max" od Gartha Ennisa, mimo miejscami sporych absurdów i masy scen gore, naprawdę mi pasował. To był taki Punisher z jajem, bez skrupułów wobec tych złych i z dobrymi intencjami, aby czasem choć trochę pomóc tym dobrym. Niestety ten sam bohater według pióra Jasona Aarona i rysunku Steve Dillona kompletnie do mnie nie przemawia. Zniknął cały mrok, brutalność, a sceny gore zostały zastąpione... w zasadzie trudno mi powiedzieć czym. Niby mamy tutaj ciekawych przeciwników dla Franka Castle'a, w osobach Kingpina i Bullseye'a, ale finalnie obaj wypadli co najwyżej poprawnie, a wizualnie wręcz nieciekawie. Zapraszam zatem do krótkiej lektury mojego marudzenia :)

15 maja 2020

Grass Kings #3

Czas rozwiązać zagadkę Królestwa Trwa i "Ulotnego Zabójcy". Czy finał tej sprawy mnie zaskoczył? I tak i nie. Powiedzmy, że źle obstawiałem KTO zabijał i dlaczego, ale za to idealnie obstawiłem JAK ta osoba ostatecznie skończyła. Jednak nie tylko ten watek jest poruszany w finalnym albumie. Chodzi o ogólny konflikt pomiędzy samozwańczym miasteczkiem a lokalnym szeryfem i służbami FBI, które ściągnął im na kark. Już wcześniej było na tej linii niebezpiecznie, ale rzeczy mające miejsce tutaj ostro skomplikowały całą sytuację. Podsumujmy więc zatem całą moją przygodę z Królestwem Traw.

12 maja 2020

Nomen Omen, tomy 1-2

Opowieści o tym, jak świat magii czy snów przenika do naszego realnego, jest w popkulturze całe mrowie. Moją ulubioną wizją z tego nurtu jest historia opowiedziana w serii gier "The Longest Journey". Mam ogromny sentyment do tego tytułu, choć pierwsza część jest zdecydowanie najlepiej napisana. "Nomen Omen" również prezentuje się ciekawie, głównie za sprawą jednego czynnika. Główna bohaterka, Becky, będąca w istocie wiedźmą, cierpi od urodzenia na Achromatopsję. Innymi słowy widzi świat na szaro lub idąc żargonem medycznym, cierpi na ślepotę barw. I w tym momencie zostaje ujawniony geniusz tej serii komiksowej. Bowiem w wyniku swej wrodzonej umiejętności do magii i wspomnianej choroby genetycznej, nasza młoda czarownica widzi magię za pomocą kolorów.

10 maja 2020

Odrodzenie, tomy 5-7

Od tej serii miałem dłuższy odpoczynek, ale dzięki temu bardziej ochoczo do niej wróciłem. Tom 3 i 4 trochę w moich oczach kulały, jednak od tomu 5 fabuła uległa znaczącej poprawie. W końcu wiele elementów układanki zaczęło do siebie pasować, czytelnik, jak i bohaterowie tej historii powoli odkrywają sekret, tak zwanych Odrodzonych, czyli ludzi, którzy nie mogą umrzeć, zaś historia definitywnie idzie ku wielkiemu finałowi. 

8 maja 2020

Niegodny Thor

Serię przygód Thora, pisaną przez Aarona śledzę od samego początku i... zaczyna się mi już ona dłużyć. Nie jest zła. Cholera, miejscami idealnie trafiła ona w mój gust, ale czasami widać wyraźnie, że scenarzysta rozwleka niemiłosiernie poszczególne wątki. Nie wymagam od tego typu komiksów jakiejś zachwycającej fabuły, porywającej serce i zmuszającej do myślenia. Jednak jeśli jakiś motyw jest wałkowany wielokrotnie, to zwyczajnie się nudzi. I tak jest w tym albumie. "Niegodny Thor" byłby zarąbisty, gdyby go skrócić mniej więcej o połowę, no może jedną-trzecią. W pewnym momencie miałem już dość smętów naszego tytułowego bohatera, który tylko chrzanił, jak to jest niegodny tego i niegodny tamtego. Mógł to streścić i zająć się tym, w czym jest najlepszy - młóceniu wrogów.

3 maja 2020

Pamiętniki Wisienki #2: Księga Hektora

Ta seria zaczęła się z potężnym przytupem, a drugi tom tylko podniósł poprzeczkę. Nie chodzi nawet o samo wydanie, które jest obłędne i świetnie łączy pamiętnik nastolatki, posiadającej bardzo bujną wyobraźnię i zacięcie pisarskie, z klasycznym komiksem, ale też o samą fabułę. Wisienka zawsze natrafia na ludzi mających nietuzinkowe tajemnice. Sprowadza to na nią kłopoty, bo dziewczyna często nie liczy się z uczuciami innych grzebiąc w ich przeszłości. Z drugiej strony jej wścibstwo finalnie udaje się przekuć w coś naprawdę dobrego. Tak było w przypadku opuszczonego zoo w pierwszym albumie i nie inaczej maja się sprawy z tajemniczą książką napisaną przez niejakiego Hektora.

Lucky Luke #17: Na tropie Daltonów

Ten album jest dla mnie czymś wyjątkowym. Po pierwsze Jolly Jumper, wierny wierzchowiec Lucky Luke'a w końcu przemówił. Po drugie w tym albumie po raz pierwszy pojawia się pies imieniem Bzik, choć wolę jego oryginalne imię, czyli Rintinkan. Jest to najgłupszy, najbardziej pocieszny i zwariowany pies, jakie znam z kart komiksów. Mój osobisty ulubieniec, który przez lata bardzo ewoluował, choć nie w taki sposób, jak życzyłby sobie tego Lucky Luke, Daltonowie albo matka natura. Rintinkan jest jedyny w swoim rodzaju i nie znam osoby, która by go nie pokochała.

1 maja 2020

Dlaczego nadal gram (i będę grał) w Bioshock 1 i 2

Rapture. Podwodne miasto, utopia w dosłownym tego słowa znaczeniu wykreowana przez człowieka, który chciał się odciąć od polityki, wojen, fałszywej moralności i religii. W efekcie tego, Andrew Rayan, stworzył ogromną, podwodną metropolię, gdzie zgromadził ludzi pragnących niczym nie ograniczonej wolności. Wolności tworzenia, badania i gromadzenia. Jak każda utopia, tak i Rapture, upadło pod ciężarem swego egoizmu, nieskrępowanego żadną moralnością oraz przesyconego konsumpcjonizmem. Wszystko w imię substancji zwanej Adam, którą pozyskiwano z morskich ślimaków, a która dawała człowiekowi unikalne zdolności. Mimo upływu lat, ja nadal wracam do Raptur w dwóch pierwszych częściach Bioshock, które traktuję jak jedną grę. Mimo, że historia w nich jest opowiedziana z punktu widzenia dwóch różnych postaci, to jednak obie gry posiadają te same cechy wspólne, dla których gotów jestem wracać raz po raz to zatopionego miasta pełnego koszmarów.