23 lutego 2020

Ogród słów

Dziś mam dzień mangowy, zatem czas na drugi tytuł, tym razem z półki romans/dramat. Jest to kolejna bardzo poważna pozycja, skierowana raczej do starszego odbiorcy. Z drugiej strony każdy licealista powinien to przeczytać ze zrozumieniem i wyciągnąć naukę. Mowa tutaj o pogoni za marzeniem, stanowczości, wytrwałości oraz zakazanej miłości dwojga ludzi, których dzieli między innymi wiek. Czy też raczej poważna różnica wieku, gdzie to licealista zakochuje się w starszej od niego, młodej kobiecie, szukającej celu w życiu. To piękna, a zarazem bardzo smutna historia, o dwojgu ludzi, którzy spotkali się w czasie burzy, w ogrodzie skąpanym w deszczu, gdzie rodziły się słowa. Słowa nadziei, pragnień i wiary, że możemy przetrwać najgorszy sztorm, jaki ześle nam los.

Słyszę twój głos

Zakupiłem ten komiks pod wpływem pochwał na jego temat, które usłyszałem z ust pani prowadzącej sklep mangowy Yatta.pl w Opolu. Szukałem czegoś tematycznie lub w wydźwięku podobnego do "Kłamstw bogów", które  mam w kolekcji i nieraz do nich wracam. Jeśli kogoś interesuje moja opinia o tym tytule to zapraszam TUTAJ. Moje oko przykuła okładka, która jest bardzo subtelna oraz sprawia wrażenie znikającej iluzji. Oglądałem jednak też jeszcze inne tytuły i po naradzie z żoną ostatecznie zdecydowaliśmy się na "Ogród słów", o którym więcej w TYM materiale. Dopiero kilka tygodni później wróciłem do sklepu i kupiłem "Słyszę twój głos", co okazało się być bardzo dobrym ruchem. Historia przedstawiona w komiksie jest z jednej strony prosta, wręcz chciałoby się rzec pospolita, ale tak bardzo emocjonalna, że na końcu jej lektury z oczu płynęły mi mimowolnie łzy. Bo to historia o ludziach, których nie chcemy zauważyć. To historia o byciu niewidzialny.

22 lutego 2020

Biały Orzeł #1: Pierwszy lot (część pierwsza)

Przyjęło się, że komiks superbohaterski jest zarezerwowany dla Marvel i DC. Oczywiście to kłamstwo, bo tak naprawdę każdy może zbudować takie uniwersum. Jedyne pytanie, jakie należy postawić, to: "Czy zrobi to dobrze?". Przyznaję się uczciwie, że po "Białego Orła" nie sięgałem wcześniej, choć kilka razy przemykał mi koło nosa. Miałem jednak wątpliwości, w zasadzie niczym nie uzasadnione. Niemniej ktoś z tyłu mojej głowy walił i mówił - Szkoda na to czasu! Cóż... on też kłamał. Przygody Białego Orła zaskoczyły mnie spójnością wydarzeń, umiejętnym połączeniem ogranych schematów i tym, jak pierwszy tom potrafi wprowadzić do swego świata mniej opierzonego czytelnika komiksowego.

21 lutego 2020

Tajemniczy przeciwnik

Czas na trzeci materiał o komiksowej adaptacji książek Agathy Christie. Mam nadzieję, że nie będzie on ostatni, bowiem jest tutaj w czym przebierać. Skupmy się jednak na jednej z pierwszych, choć chyba najmniej sławnych, detektywach stworzonych przez pisarkę. Thomas Beresford i Prudence Cowley, przyszła żona Thomasa, mocno różnili się od panny Jane Marple i Herkulesa Poirota. Po pierwsze ci bohaterowie po swej pierwszej przygodzie z 1922 roku, starzeli się wraz z upływem czasu. Zatem gdy ukazała się książka "Tajemnica Wawrzynów" w 1973 roku, państwo Beresfordowie byli zdrowo po siedemdziesiątce. Po drugie są parą, a nie singlami, i ich życie potoczyło się szczęśliwie, mimo prowadzenia dość burzliwych spraw kryminalnych. Odstają więc mocno od klasycznych ikon książek kryminalnych, gdzie główna postać rozwiązująca śledztwa, to samotna osoba, ze złamanym sercem (w mniejszym lub większym stopniu) i nie mająca bliższej rodziny. W tym przypadku jest zupełnie inaczej, zaś pierwsza sprawa Beresfordów w osobie tajemniczego pana Browna, zbliżyła do siebie młodych kochanków.

20 lutego 2020

Noc w bibliotece

Kolejny tytuł na liście komiksów będących adaptacjami książek Agathy Christie jest "Noc w bibliotece". W przeciwieństwie do wcześniej omawianego na tym blogu, ten należy do linii Miss Marple, pewnej starszej pani bawiącej się w detektywa amatora. Jest to szanowana osoba, która nieraz zachodzi za skórę lokalnej policji, a szczególnie śledczym. Jak sami jednak przyznają, po dłuższym czasie rzecz jasna, bez jej cennych uwag ich śledztwa nie zostałyby uwieńczone sukcesem. Podobnie jest w tym przypadku, gdzie od samego początku zbrodnia jest zagmatwana i wiele tropów prowadzi donikąd. A jak nie wiadomo o co chodzi, to... motywów może być wiele :)

Morderstwo w Orient Expressie

Mamy stulecie powieści Agathy Chriestie, która już za swego życia uchodziła za królową kryminałów. Spod ręki pisarki wyszło w sumie 66 książek oraz spora garść opowiadań, które po dziś dzień inspirują autorów książek, filmów czy komiksów. Z tej okazji wydano w formie komiksowej kilka jej najsłynniejszych powieści, a trzy z nich ukazały się niedawno w Polsce. Początkowo chciałem porównać każdy z tych komiksów do pierwowzoru literackiego, ale na ten sam pomysł wpadło wielu innych recenzentów. Zatem, aby się nie powtarzać podjąłem nową decyzję. Ocenię ten komiks jako samodzielne dzieło z punktu widzenia osoby, która nigdy nie zetknęła się z twórczością słynnej pisarki. A zaczniemy od słynnego morderstwa w Orient Expressie.

19 lutego 2020

Moja kolekcja komiksów w 2020 roku

Od dawna dostaję zapytania od moich czytelników, odnośnie tego, co znajduje się w mojej prywatnej kolekcji komiksowej. Dużo ich czytam, bardzo dużo piszę o nich opinii, współpracuję z wieloma wydawcami, ale nie oszukujmy się, większość zrecenzowanych materiałów sprzedaję. Powód jest prosty i życiowy. Muszę coś do garnka włożyć, a poza tym nie mam gdzie trzymać wszystkich tytułów, które mi się spodobają. Raz próbowałem to uczynić i w pół roku zgromadziłem taki tabun komiksów, że nie wiedziałem, co z nimi zrobić. Nie miałem czasu do nich wracać, kurzyły się, a że metraż u mnie nie za duży, to szybko wyczerpało się miejsce na półkach. Dlatego sporo tytułów poleciało, ale nadal sporo zostało. Część kupiłem, inne otrzymałem od wydawców, a kolejne zdobyłem na zasadzie wymiany. W tym materiale przedstawiam zatem wszystkie tytuły, które na chwilę obecną zostają u mnie. Aby nie było - nie jestem kolekcjonerem, mam specyficzny gust i nie patrzę na komiksy niczym w święty obrazek. Zatem jeśli ktoś uważa się za komiksowego konesera, prawdopodobnie się nie odnajdzie w moich zbiorach. Całość ułożyłem alfabetycznie, aby łatwiej było szukać konkretnych pozycji, natomiast zdjęcia są dowodem posiadanego przez ze mnie stanu kolekcji.

Udanej lektury :)

17 lutego 2020

Black Kiss 2

Po 25 latach Howard Chaykin napisał i narysował drugą część swego koronnego thrillera pornograficznego "Black Kiss". Tak jak poprzednia część jest świetny od strony wizualnej, z dość pretekstową, ale mimo wszystko składną oraz sensowną fabułą. Tak naprawdę na tym polu wypada dużo lepiej od części pierwszej z 1988 roku, bowiem scenariusz jest tutaj bardziej logiczny. Mimo, że mamy tutaj niewątpliwie do czynienia z komiksem pornograficznym, a jak wiadomo w tym segmencie fabuła nie ma w zasadzie żadnego znaczenia, tak tym razem, w tym konkretnym tytule jest ona potrzebna. Co ważniejsze działa, współgrając z scenami przedstawionymi na poszczególnych planszach oraz trzymając się sensu. Choć oczywiście to nadal nic specjalnie wartościowego, ale i tak ciekawszego od np. "Pinoki".

16 lutego 2020

Żelazny diabeł

Obecnie w kinach leci ekranizacja książki "365 dni", która cieszy się ogromną popularnością. Dla mnie, zarówno książka jak i film, to popłuczyny oraz słabo napisany bełkot nieudolnie udający pornografię, bo koło erotyki to nawet nie stało. Nie zrozumcie mnie źle - daleko mi do osoby pruderyjnej. Mam w swej kolekcji komiksowej kilka tytułów pornograficznych, lubię z żoną oglądać dobre kino erotyczne pokroju "Emmanuelle" czy "Dzikiej orchidei" i tak dalej. Innymi słowy, lubię seks, mam w tym doświadczenie (tak, nie boję się tego określenia) i twierdzę, że powinno się o tych sprawach rozmawiać. Uważam też, że książki i komiksy pornograficzne mogą mieć ciekawą fabułę. Dajmy na ten przykład hiszpańską serię "Cicca Dum-Dum", "Druuna" albo nawet francuski erotyk "Pinokia". Owszem, fabuła nie ma tam wielkiego znaczenia, ale mimo wszystko jest w miarę składna. Tymczasem z obrazoburczych komiksów wychodzących spod ręki twórców amerykańskich, bije jedynie niedojrzałość okraszona ładnym rysunkiem. A przynajmniej tak to na razie wygląda z mojej perspektywy.

Śmiech i śmierć

Jest to zbiór sześciu krótkich komiksów obyczajowych, o dość mocnym, życiowym wydźwięku. Przyznaję, że z tego właśnie powodu czekałem na ten tytuł, bo lubię takie prace. W mojej prywatnej kolekcji znajduje się dość sporo komiksów obyczajowych oraz dramatów. Tak, myślałem, ze ten również do nich dołączy i choć tak się finalnie nie stało, to lektura "Śmiechu i śmierci" była dla mnie interesującym doświadczeniem. Bowiem jest to komiks naprawdę ciekawy, miejscami wyjątkowo mocny, szczególnie w odniesieniu do wydarzeń dziejących się na dalszym planie. Do tego świetnie narysowany i dotykający spraw z pozoru błahych.

15 lutego 2020

Podróże Franka

O Franku, animowanym i komiksowym dziecku Jima Woodringa słyszałem od lat, ale nigdy nie przykuwał on mojej uwagi. Frank narodził się w 1996 roku, w świecie komiksu jest wychwalany pod niebiosa i ludzie w jego surrealistycznym świecie widzą wiele kunsztu. Nawet w przedmowie tego komiksu znajdziemy słowa:

Jego dzieła (Jima Woodringa) są ponadczasowe, gdyż przemawiają bezpośrednio do ziemian w każdym wieku i z każdego kontynentu.Wywołują śmiech, ale także karmią głód niezwykłości, dając pożywkę do snucia zachwycających wizji.

Widocznie jestem z Marsa, bo mnie osobiście ten komiks kompletnie nie ruszył, poza notorycznymi atakami ziewania.

Wilk

Na ten komiks nie czekałem, nie wiedziałem o nim, spadł na mnie niespodzianie i... zakochałem się w nim. Mówi bowiem on o trudnej relacji człowieka z naturą, o tym jak zachwialiśmy tą relację, jak próbujemy naturze narzucić swoje sztucznie stworzone prawa nie licząc się przy tym z konsekwencjami. Mówi też o pokorze człowieka, który poznał potęgę natury, potęgę żywiołu oraz zrozumiał, że on jest tylko jednym z wielu stworzeń na tej planecie, które ze sobą koegzystują. Że nasza Błękitna Planeta może się pozbyć rodzaju ludzkiego i nadal będzie trwać odradzając się w nowym życiu, gdzie człowiek stanie się zbędny. Chyba, że nauczy się ją szanować.

10 lutego 2020

Matematyka dla najmłodszych od Kapitana Nauki

Zbyt długo zwlekałem z napisaniem tego materiału. Powodów było kilka i nie ma sensu się teraz w nie zagłębiać. Ważne, że w końcu usiadłem na tyłku i nadrobiłem tą zaległość. A jest ona dość znaczna, bowiem gry spod szyldu Kapitan Nauka naprawdę są bardzo dobre i przy tym wyjątkowo wartościowe. Są bowiem podstawą dla każdego przedszkolaka, aby wejść w świat wiedzy, nauki i poszerzać nabyte umiejętności. Nie inaczej mamy w przypadku trzech prezentowanych tutaj tytułów. Piraci, gdzie uczymy się dodawać i odejmować, Żaby i Kraby innymi słowy tabliczka mnożenia (tak, wiem, też jej nie lubiłem) oraz Kalambury, gdzie poćwiczymy nasze umiejętności manualne. Zapraszam zatem do materiału omawiającego każdy z tych tytułów.

Dlaczego nadal gram (i będę grać) w Heroes 3

Prowadzę tego bloga od lutego 2013 roku, czyli jakby nie patrzeć 7 lat. Mam opublikowane na nim ponad 1600 materiałów, w tym 99% z nich to publicystyka. Tak moi drodzy recenzje czy artykuły to w zasadzie publicystyka, wymagająca znacznie większego nakładu pracy niż pisanie newsów. Mimo upływu tylu lat, zaprezentowania masy komiksów, filmów, książek i gier, zauważyłem, że nigdy nie napisałem nic o serii Maight&Magic. Skoro zatem mamy okrągłą rocznicę Heroes of Might and Magic III, to najwyższy czas, abym i ja zabrał swój głos. Długo zastanawiałem się co w zasadzie napisać. Recenzja? Jest ich tyle, że nie ma sensu, abym dokładał kolejną. Artykuł przedstawiający unikalność tej gry? Po pierwsze nie czuję się dość kompetentny w tym zakresie, a po drugie jest tego od groma w sieci. Zatem postanowiłem, że napiszę dlaczego po 20 latach od premiery, nadal gram w Herose 3, które mam zakupione w kilku wydaniach na płytach oraz wersję kompletną na platformie GOG.

I aby nie było, że nie ostrzegam - materiał jest ultra subiektywny :)

Bug #2

Z tą serią mam lekki problem. Z jednej strony podoba mi się ona od strony konceptu oraz fabuły, z drugiej natomiast scenariusz jest miejscami tak porwany, że aż boli. Niestety drugi album, czy też księga, nadal cierpi na tą przypadłość. Mam wrażenie, jakby autor spieszył się z pracą nad tym komiksem. Wiele elementów czytelnik dostaje z bomby, akcja skacze z miejsca na miejsce, choć na szczęście nie idzie się w niej pogubić, natomiast problemem jest skrócenie pewnych wątków. Wątków, które przynajmniej dla mnie, są ważne i warto byłoby poświęcić im kilka stron więcej.