Z literacką twórczością Stephena Kinga nigdy nie było mi po drodze. Jedyna książka tego autora, która przypadła mi, jako tako, do gustu to "Smętarz dla zwierząt". Zdecydowanie bardziej wolę filmy robione na podstawie jego książek i nowel. O serialu "Mgła" usłyszałem wiele złego. Sprzedał się słabo, dlatego stacja Spike (obecnie Paramount Network) zdecydowała się anulować serię po pierwszym sezonie. Z mojej perspektywy był to gigantyczny błąd, bowiem to co zgubiło serial, to zła promocja i wiele nierówności, szczególnie na tle aktorskim. Jeśli ktoś nastawiał się na przeniesienie twórczości Kinga na ekran, to zapewne musiał się zawieść. Nie czytałem jego noweli "The Mist", ale poszperałem w sieci, aby poznać jej fabułę. Znam też film z 2007 roku, będący jej adaptacją, który uważam za bardzo słaby. Dlaczego zatem bronię serialu? Bo dla mnie, mimo ogromu potknięć, był on naprawdę porządny i zostawił mnie z sporym niedosytem. Postaram się wam przedstawić swój punkt widzenia i co w pierwszym sezonie "Mgły" mnie kupiło.
