Wzajemne podbieranie sobie pomysłów to nic nowego w dobie dzisiejszej kinematografii. Zresztą w dużej mierze na remake'ch, nieraz swoich własnych dzieł, Hollywood zyskało potężny rozgłos. Gdy usłyszałem o "Loft" byłem mocno niezdecydowany. Z jednej strony chciałem najpierw sięgnąć po pierwowzór, ale z drugiej jakoś mnie on do końca nie przekonywał, szczególnie że wersja amerykańska nie była pierwszą próbą odtworzenia tego filmu. W 2010 zrobili to Holendrzy, zaś oryginał należy przypisać Belgom. Ostatecznie się przełamałem, ale postanowiłem tym razem nagiąć swoją zasadę i zacząć oglądać niejako od końca. Dlatego na pierwszy ogień poszła produkcja w reżyserii Erika Van Looy, który również odpowiada za reżyserię wersji tego filmu z 2008. Zatem można by rzec, że "kopiuje" sam siebie.
