2 marca 2016

Deadpool

Bardzo długo czekałem na ten krok ze strony filmowców ekranizujących komiksy Marvela. Jednak w końcu posłuchano fanów i dano światu rasowe przełożenie kart komiksu na ekran. Deadpool jest wulgarny, brutalny i nie zna pojęcia "Poprawność polityczna". W praktyce jest jego całkowitym przeciwieństwem oraz zaprzeczeniem w  jednym. Dokładnie taki sam jest film opisujący początki powstania tego niesamowitego antybohatera.



Historia pokazana jest z perspektywy tytułowej postaci, która, dzięki zdolności widzenia przez "czwartą ścianę", na bieżąco rozmawia z widzami i co chwila przenosi akcję w przeszłość. Nie wprowadza to jednak chaosu do fabuły i spokojnie można połapać się kto jest kim. Już same napisy początkowe uświadamiają nam z jaką produkcją będziemy mieli do czynienia. Satyra, pastisz i wyśmiewanie wszystkiego rodem z You Tube, jest tutaj na porządku dziennym. Do tego dochodzi ogrom humoru sytuacyjnego, drwin z obsady filmowej jak i głównego aktora w osobie Ryana Reynoldsa, tudzież jego makabrycznego wystąpienie w Zielonej Latarni.


Drugim aspektem filmu jest morze krwi i tona brutalności. Nie uświadczymy tutaj głaskania po twarzy, pieszczotliwego szczypania czy słodkich kuksańców znanych dobrze z innych filmów o X-Menach. Na ekranie mamy za to odcinanie kończyn, rozwalanie głów z których tryskają kawałki mózgu, strzelanie z czego popadnie, rzucanie czym popadnie i bicie każdego kto na to zasłużył. Jednocześnie całość na tyle wyważono, że nie budzi uczucia niesmaku, trzymając się komiksowego pierwowzoru.

Na koniec tej kanonady występuje seks, wulgarny język i absolutny brak poprawności politycznej. Deadpool wyśmiewa wszystko co usilnie próbują wmówić ludziom media. Nie ogranicza się przy tym do uniwersum X-Men, ale wchodzi na scenę realnego świata. Tu najbardziej pojawia się aspekt "czwartej ściany", czyli faktu że Deadpool wie kim jest naprawdę i jako jedyny bohater komiksowy rozmawia z realnym światem, który go wykreował.


Jeśli idzie o obsadę to Ryan Reynolds spisał się w tej roli absolutnie doskonale, całkowicie niwelując niesmak postaci Deadpoola ukazanej w X-Men Origin: Wolverine. Aktor dał z siebie wszystko wypadając w roli komiksowego najemnika bardzo realistycznie, co udowodniły jeszcze przed premierą filmu, liczne zwiastuny i reklamy, gdzie grał Deadpoola i jako on wypowiadał się na temat prac nad produkcją. Równie dobrze wypadła reszta obsady aktorskiej, jednak szkoda że scenarzyści tak mocno zbyli sprawę antagonistów. Postacie Ajaxa oraz Angel Dust są ciekawie zrobione, jednak w praktyce nie wiadomo co robią w tym filmie poza faktem, że pracują dla kogoś i chcą skopać tyłek Deadpoolowi. Można było w tym miejscu o wiele bardziej się postarać.

Od strony technicznej natomiast nie ma za bardzo do czego się przyczepić. Jak na współczesny film, na który wydano 58 milionów dolarów, wszystko wypada rewelacyjnie. Eksplozje, strzelaniny, pościgi, akcje kaskaderskie oraz przede wszystkim kostiumy, w tym ten należący do głównego bohatera. Świetnie też przedstawiono postać Colosusa, która równie dobrze została odegrana przez Stefana Kapicic. Sceny z nim wprowadzają do filmu sporo komizmu, jednak nieco innego niż wulgarność Deadpoola.


Cieszę się, że byłem w kinie na tym filmie i z pewnością dołączę go do mojej domowej kolekcji gdy pojawi się na DVD. Deadpool łamie nareszcie mur PG-13, który dotąd zdawał się być nieprzebyty dla filmów o superherosach z kart komiksów. Widzowie nie chcą wyłącznie bohaterów w obcisłych trykotach, którzy skaczą, latają i udają że walczą. Chcą krwi, braku poprawności politycznej i pełnego przeniesienia wizji komiksowej na ekran. Czekam zatem na kolejne produkcje tego typu, z udziałem Wolverina, Hulka czy samego Deadpoola. Może kiedyś doczekam się właśnie takiej wersji Lobo czy mrocznej, złowrogiej i nieocenzurowanej ekranizacji Spawna.

Ocena - 9/10