3 października 2016

Terraformacja Marsa

Temat kolonizacji Marsa jest stale poruszany od wielu lat w każdej formie artystycznego przekazu. Jednym z nich są oczywiście gry planszowe, które najczęściej mówią o inwazji zielonych ludzików. Tym razem jednak dostaliśmy inny temat. Naszym zadaniem będzie podbój Czerwonej Planety po przez jej terraformację aby dostosować jej powierzchnię do życia dla ludzi. W unboxingu poświęciłem tej grze dość sporo czasu, gdyż było o czym pisać. Tak. Terraformacja Marsa od strony wizualnej robi wrażenie. Jak zatem to wypada w przypadku mechaniki? Cóż... raczej nie zaskoczyło, choć zdecydowanie też nie rozczarowało.

Zdetonuj atomówkę lub zasadź drzewko

Celem gry jest podniesienie trzech wartości na tyle aby ludzie mogli samodzielnie żyć na Marsie. Mowa o temperaturze, stężenie tlenu w atmosferze i wytworzeniu odpowiedniej ilości akwenów. Mamy na to jednak ograniczony czas określony liczbą pokoleń, ale niemal niemożliwym jest abyśmy podczas zabawy wyczerpali tą opcję. Sama rozgrywka może z początku wydawać się trudna, jednak tak naprawdę z czterech dostępnych faz, tylko dwie środkowe są naprawdę długie. Dlatego jeśli ktoś tłumaczy zasady współgraczom, to nie zajmie to zbyt dużo czasu i nawet niedzielni gracze błyskawicznie połapią się o co chodzi. Dodatkowo zadbano o kilka poziomów trudności, dzięki czemu tytuł ma olbrzymie spektrum ludzi do których może trafić.

Gra od samego początku wprowadza nas w bajeczny klimat, rodem z filmów czy gier komputerowych o Czerwonej Planecie. Zdjęcia oraz grafiki na kartach, sensownie napisany rys historyczny w instrukcji, anegdoty zamieszczone na dole kart, autentyczna mapa planety (nooo, jednej jej strony) z logicznym rozłożenie bonusów za surowce czy hipotetycznymi miejscami powstawania akwenów - to wszystko sprawia, że czujemy na każdym kroku oddech przekształcania powierzchni Marsa. Zasiadamy do gry, wszystko wręcz bije w nas swą epickością i wtedy... no właśnie, czar pryska i pozostaje klasyczne euro. Mimo olbrzymiego potencjału po 15-20 minutach zapominamy o całej tej magii i sukcesywnie wpadamy w rutynę - kup kartę, zagraj kartę, zbierz profity, powtórz od nowa. Całość burzy też kilka "głupot logicznych" jak sadzenie drzewek przy temperaturze -30C czy podnoszenie globalnej temperatury o 2 stopnie za pomocą detonacji bomby atomowej czy małego meteorytu. Serio, przy czymś takim Ziemia powinna wyglądać jak Arrakis z końcem Zimnej Wojny.


Rutyna, która bawi

Mechanicznie Terraformacja Marsa niczym nie odstaje od klasycznych eurogier. Mamy tutaj wszystkie sprawdzone elementy tego gatunku, doskonale znane jego miłośnikom. Z tego powodu gra szybko może podbić ich serca. Mimo stosunkowo niskiego progu wejścia, sama rozgrywka jest wymagająca i wymusza ciągłe główkowanie. Z drugiej strony brak tu efektu śnieżnej kuli, gdyż mamy pewien element losowości w postaci doboru kart. Niemniej tytuł najlepiej sprawdza się w gronie 3-5 osób, gdzie faktycznie czuć rywalizacje połączona z wymuszoną kooperacją w celu dostosowania planety do warunków zdatnych do życia.

Przygotowanie zabawy nie zajmuje dużo czasu, jednak miejsca na stole całkiem sporo. Warto zaopatrzyć się w organizer na znaczniki co pozwala zachować porządek podczas rozgrywki. Na początku ustawiamy planszę, a obok niej plastikowe znaczniki i żetony, posegregowane wedle rodzaju. Potem każdy z graczy otrzymuje swoja planszę zasobów oraz kartę korporacji. Tu możemy otrzymać dwie losowe z których wybieramy jedną lub Korporację początkową, dostosowaną do niższego poziomu trudności. Na koniec wybieramy reprezentujący nas kolor znaczników, ustawiamy wedle wytycznych obecny poziom produkcji każdego zasobu i otrzymujemy na rękę karty projektów. W wersji łatwiejszej jest ich 10, w trudniejszej też 10, ale za każdą zatrzymaną kartę płacimy 3 kredyty.


Począwszy od pierwszego gracza, rozgrywamy 4 fazy w każdej rundzie:
* Faza Kolejności - przekazujemy znacznik Pierwszego gracza w lewo (pomijamy w pierwszej rundzie).
* Faza Badań - dobieramy 4 karty na rękę i zachowujemy te, które chcemy zakupić (po 3 kredyty za kartę). Pomija w pierwszej rundzie.
* Faza Akcji - teraz każdy gracz, począwszy od Pierwszego, wykonuje do 2 akcji. Może tutaj zagrać kartę, aktywować kartę już leżącą (o ile ma taką opcję), zamienić jednostki ciepła na podniesienie temperatury lub jednostek roślinności na obszar zieleni, skorzystać z akcji standardowej i tak dalej. Gracz może wykonać dwie takie same akcje pod rząd.
* Faza Produkcji - generujemy zasoby na swej planszy, wedle stopnia produkcji.

Jak widać - klasyka. Z drugiej strony podana w bardzo przyjaznej formie. Ilość danego rodzaju zasobów zaznaczamy na swej planszy kładąc odpowiednią sumę znaczników "jednostek" (brązowe, srebrne lub złote), karty zagrywamy na trzy szeregi, wedle koloru, a ten określa czy karta jest jednorazowego użytku, pasywna lub aktywna. I w tym punkcie zaczyna się największe wyzwanie. Bowiem celem gry jest uzbieranie jak największej liczby punktów, a te dostajemy z kilku źródeł. Jednocześnie to karty generują nam masę zasobów, lokacji czy punktów, a klucz tkwi w tworzeniu z nich kombinacji. Nie jest to łatwe, gdyż nie wiemy co dobierzemy, a ilość akcji na rundę jest mocno okrojona, zatem trzeba dobrze pomyśleć zanim się na coś zdecydujemy.


Rozgrywka dobiega końca gdy wszystkie trzy globalne czynniki zostaną osiągnięte. Wtedy sumujemy punkty z naszego poziomu terraformacji, obszarów zieleni graniczących z naszymi miastami, zebranymi na kartach i z ewentualnych bonusów. Kto ma ich więcej wygrywa.

Jest dobrze, choć mogło być idealnie

Terraformacja Marsa to naprawdę świetna gra, idealnie oddająca ducha swego gatunku. Z pewnością jego zwolennicy ją za to pokochają, zaś przeciwnicy będą mieć kolejny dowód na to, że eurogry zabijają klimat. Mimo naprawdę gigantycznego potencjału ten tytuł nie podołał obalić wyżej wspomnianego mitu i podzielił na tym polu los swych poprzedników. Do tego, jak to zwykle bywa, lepiej sprawdza się w większym gronie, gdyż rozgrywka dwuosobowa szybko może przerodzić się w przepychaniec. Aczkolwiek nie musi. To co jednak przemawia na jego korzyść to jakość wykonania (oprócz wypraski, rwącej się na dzień dobry), bajeczna ilość kombinacji, naprawdę niski próg wejścia przy jednoczesnym zachowaniu mózgożerności rozgrywki. Dlatego polecam sięgnąć po ten tytuł każdemu kto lubi eurogry lub dotąd nie miał z nimi do czynienia. Z pewnością się nie zawiedzie.

Plusy:
* bardzo niski próg wejścia...
* ... przy jednoczesnym zachowaniu optymalnego poziomu trudności
* regrywalność
* sprawdzone mechanizmy
* jakość komponentów
* cena
* bajeczna oprawa graficzna budująca klimat...

Minusy:
* ..., który znika po 20 minutach gry
* słabo sprawdza się w dwie osoby
* zaś solo jest zwyczajnie nudno
* wypraska porwana na wstępie

Ocena - 8/10