Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel Max. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marvel Max. Pokaż wszystkie posty

29 czerwca 2019

Punisher Max #4

Kobiety zawsze były postaciami tragicznymi w komiksach poświęconych przygodom Punishera. To od utraty jego żony i dziecka zaczęła się wendetta Franka Castel, w której posłał na łono upadłych aniołów niezliczone zastępy duszyczek. Choć czasem jego ofiary trudno nazwać ludźmi mającymi dusze. Handlarze narkotykami, żywym towarem, bronią, mordercy, terroryści, gwałciciele i pedofile. W realnym świecie takim "ludziom" społeczeństwo życzy najczęściej kuli prosto między oczy oraz głęboki, zapomniany grób w głębi lasu. W tym albumie Punisher w pewnym stopniu na nowo przeżywa dawne piekło. Utratę bliskiej mu osoby. Kobiety. Bo to one mocno determinują jego poczynania. To z powodu ich straty utracił część swego człowieczeństwa i wyruszył w krwawą podróż do piekła. Piekła, które sam stworzył.

7 czerwca 2019

Punisher Max #3

Punisher był od zawsze jedną z moich ulubionych postaci w uniwersum Marvela czy w świecie super hero w ogóle. Przebijał go tylko Batman z serialu animowanego emitowanego w latach 1992-1995. W tamtym czasie zbierałem komiksy wydawane przez TM Semic i jedną z serii, które chomikowałem przed rodzicami, był właśnie "Punisher". Trochę mi brakuje tamtej serii, niestety nic z niej mi już nie zostało, ale na pocieszenie mam o wiele lepszą, ciekawszą i znacznie brutalniejszą - "Punisher Max". Serio, posoki niczym rasowym filmie gore, amunicji więcej niż w filmie "Komando", a trupów tutaj pod sufit, niczym w rasowym meczu multiplayer z Batllefield: Bad Company 2. Pierwszy tom był niezły, drugi dobry, ale trzeci to dla mnie czysta, choć niezwykle mroczna, słodycz. Komiks przedstawia dwie zamknięte sprawy, bardzo odmienne od dotychczasowych porachunków z włoską mafią czy ulicznymi handlarzami narkotyków. Nie, tym razem Punisher, jak sam przyznaje, wdepną w naprawdę paskudną sprawę i nie docenił swego przeciwnika.

22 sierpnia 2017

Jessica Jones: Alias #1

Przyznaję to zawsze, gdy ktoś spyta - tak lubię czytać komiksy z gatunku superhero, zarówno Marvela i DC Comics, ale przy tym jestem laikiem, jeśli idzie o uniwersa tych wydawców. Czy to mi przeszkadza w lekturze? Sporadycznie, ale to naprawdę marginalne sprawy. Sięgając po "Jessica Jones: Alias", tak zachwalaną przez fandom, nie robiłem sobie zbyt wielkich nadziei. Po pierwsze już wiele razy się sparzyłem na czymś co tam wychwalano pod niebiosa, a po drugie mam trochę dziwaczny gust. Jednak komiks wciągnął mnie błyskawicznie gdyż jest wręcz idealnie skrojony pod... laika. Tak, właśnie tak. Zapewne nie było to celowym działaniem ze strony autorów, ale tak się stało. "Alias" jest napisany z punktu widzenia kobiety będącej ongiś mało znaną superbohaterką, a obecnie stała się "zwykłym" człowiekiem i pracuje jako prywatny detektyw. Ma ciągle styczność z Avengersami, jednak robią oni bardziej za tło jej przygód, w których dominują intryga oraz polityka, dając czytelnikowi rasowy kryminał.