22 października 2016

Dimension W #1

Lubię gatunek science fiction, choć w mangach nie specjalnie mi od podchodzi. Z tego powodu z pewnym oporem, co w tym wypadku może brzmieć nieco ironicznie, sięgnąłem po Dimension W. Na początku faktycznie średnio mi się to czytało i biło po oczach wieloma mordowanymi w nieskończoność schematami. samotnik nie lubiący zbytnio współczesnej technologii, ale będący świetny w tym co robi, samotny robot przejawiający w pełni ludzkie zachowania i legendarny naukowiec, ginący tragiczną śmiercią. Brzmi znajomo? Kto ma teraz przed oczami film Ja, Robot niech podniesie rękę. Założę się, że widziałbym teraz spory las rąk, jednak mimo wszystko Dimension W potrafi zaskoczyć. Pozytywnie zaskoczyć, choć to nadal w wielu punktach odgrzewany w mikrofali kotlet.

Głównymi bohaterami są Kyouma Mabuchi, będący "reliktem" przeszłości, człowiekiem nie uznającym nowoczesnych technologii i żyjący nadal na przełomie XX i XXI wieku, oraz Mira, super nowoczesny robot, przewyższający wszystkie spotykane na świecie androidy, nawet te wojskowe. Jest rok 2072. Świat zepchnął na totalny margines paliwa kopalne dzięki fenomenalnemu wynalazkowi profesora Shidou Yurizakiego. Odkrył on bowiem wymiar zwany W, czyli miejsce gdzie umowne wymiary z osi X, Y i Z się łączą w innej czasoprzestrzeni. Ta generuje nieskończone ilości energii, którą Yurazaki opanował konstruując tak zwane Ogniwa. Na całej planecie zbudowano blisko 60 monstrualnej wielkości ogniw, dostarczających energię elektryczną w każdy zakątek planety. Ludzie używają natomiast maleńkich wersji ogniw do zasilania urządzeń wszelkiej maści, jednak trwa na całego proceder wytwarzania nielegalnych ogniw, mogących stać się zabójcza bronią. Koyuma jest Zbieraczem, prywatnym agentem konfiskującym nielegalne ogniwa, pracującym dla jednej z grubych ryb współpracującej z korporacją zarządzająca Ogniwami (New Tesla Energy - w skrócie NTE). Pewnego razu natrafia w slumsach na dziwnego robota imieniem Mira. W przeciwieństwie do innych androidów zachowuje się jak człowiek, reaguje jak człowiek i swego stwórce nazywa ojcem. Problem polega w tym, że skrywa w sobie sekret za który NTE jest gotowe zabić dosłownie każdego.

Jak w każdej serii tego typu czytelnik otrzymuje garść tajemnic, na które musi znaleźć rozwiązanie. Poznaje on na początku kilka niewygodnych faktów na temat wielkiej korporacji, tego kto skonstruował Mirę i czym si różni od innych androidów. Otrzymuje też wskazówkę, czy też raczej migawkę z przeszłości Kyoumy, pozwalającej mu sobie wyrobić wstępną opinię o tym dlaczego tak nie cierpi ogniw i ich nie używa (poza służbowym telefonem, który i tak jest reliktem), gardząc przy tym wszystkimi robotami. Już w tych punktach komiks tak mocno zalatuje filmem Ja, Robot, że w pewnym momencie zastanawiałem się czy chce mi się dalej ciągnąć tą historię. Jednak kilka elementów, szczególnie w drugiej połowie, sprawia ciekawą niespodziankę.

Po pierwsze mamy tajemniczego złodzieja o ksywie Loser, który robi od wielu lat show, ale nigdy nic nie udaje mu się ukraść. czy też raczej nie kradnie. Po drugie wcześniej poznajemy profesora Yurizaki, który daje czytelnikom naprawdę popisową scenę, a do tego ujawnia fragment czegoś naprawdę zaskakującego dla uniwersum tego komiksu. Na koniec jest sama Mira - z jednej strony do bólu oklepany schemat z innych mang czy hollywoodzkich filmów, z drugiej ta postać jest naprawdę sympatyczna i nadaje opowieści nutę komizmu. Sam pomysł z wykorzystaniem energii elektromagnetycznej z innego wymiaru, po przez jego lokalną stabilizację, również jest ciekawy, choć nie powiedziałbym że nowatorski. Z tego powodu czasem, mimo ogromnego dynamizmu akcji, wieje tutaj nudą.

Pierwszy tom Dimension W to lekka, bardzo szybka, lektura, która może spodobać się fanom kina science fiction. Jednak zbyt dużo w niej powtórek, a poza dwoma głównymi bohaterami, reszta szybko znika w cieniu dalszego planu. wiemy że tam są, nawet pamiętamy jak wyglądają i co robią, ale ich imiona i dokonania szybko ulatniają się z naszej pamięci. Sytuację może zmienić Loser, pojawiający się w drugiej połowie komiksu. Ogólnie to niezła historia, miejscami nawet dobra, ale nie każdego przyciągnie na dłużej. Być może kolejne tomy wprowadzą jakiś poważniejszy element zaskoczenia, jednak póki co zachowam do serii pewną dozę rezerwy, niczego sobie nie obiecując.

Ocena - 6,5/10