25 lipca 2016

Thor Gromowładny: Bogobójca

Thor jest dobrze znanym szerszej publiczności mitologicznym bóstwem, nie tylko za sprawą lekcji historii, ale głównie dzięki komiksom studia Marvel. Wzorując się na wierzeniach ludów skandynawskich, stworzyli oni własną wersję Boga Piorunów, który z czasem dołączył do Avangers, ugrupowania zrzeszającego super-ludzi w służbie ludzkości. Bogobójca to pierwszy tom nowego cyklu, w którym Thor musi zmierzyć się z wyjątkowo trudnym przeciwnikiem. Dla fanów tej postaci zapewne będzie to nie lada gratka, jednak dla osób mojego pokroju, nie sięgający za często po dzieła Marvela, tudzież DC, było to coś poniekąd nowego. Co prawda domyślałem się z czym będę miał do czynienia za sprawą komiksów przeczytanych w przeszłości oraz obejrzanych filmów, zarówno animowanych jak i kiepskich fabularnych, a mimo to historia potrafiła mnie zaskoczyć. Zatem kim jest tytułowy Bogobójca oraz co ma wspólnego z Thorem Gromowładnym, synem Odyna? Cóż, odpowiedź na to pytanie jest dość skomplikowana.

Akcja tego albumu dzieje się, przeważnie, w trzech liniach czasowych. Na Ziemi w roku 893, w teraźniejszości oraz bardzo odległej i bliżej nie określonej przyszłości. Historia zaczyna się na Islandii, gdzie Thor jeszcze jako bardzo młode bóstwo, nie dzierżące Mjolnira, młota piorunów, świętuje swoje kolejne zwycięstwo w Midgardzie. ucztę przerywa wiadomość o szczątkach wyrzuconych na brzeg morza, które okazują się należeć do bóstwa z innego krańca świata. To co napawa wszystkich strachem to oczy martwego boga, pełne przerażenia oraz bólu. Akcja przenosi się do czasów obecnych, gdzie Thor daleko w kosmosie ratuje jeden z ludów planety Indigarr. Dowiaduje się od nich, że ich bogowie opuścili swój lud dekady temu. Targany przeczuciem postanawia odwiedzić siedzibę bóstw Indigarru, ale na miejscu zastaje tylko martwe ciała nieśmiertelnych, w których oczach utkwiło to samo przerażenie jakie widział w przeszłości u wybrzeży Islandii.


W całej historii mamy sporo skoków w czasie, które dotyczą głównie narracji choć nie zawsze. Bohaterowie kilkukrotnie sami dokonują przejść w czasie to się cofając na jego linii, a innym razem prać do przodu. Niby filmy przyzwyczaiły mnie, że w uniwersum Marvela czy DC jest wiele światów równoległych, ale jakoś zaczyna to wszystko lekko męczyć. Z drugiej strony całość skrojono na tyle zgrabnie, ze nawet totalny laik, nie mający z tymi postaciami zbyt wiele do czynienia, sprawnie połapie się w całej opowieści.

Jednak mimo wspomnianego zawirowania z czasem oraz dynamicznej akcji, historia nie jest specjalnie skomplikowana. Główny antagonista też nie ma zbytnio nowatorskiego celu, choć album (składający się w sumie z 5 zeszytów), nie zdradza co pchnęło go na taką drogę. Tytułowy Bogobójca nie jest kimś kto zapadł by czytelnikowi mocno w pamięć, choć ma talent do wyrzynania istot uznanych za nieśmiertelne. Z drugiej strony pokazuje to czytelnikowi jak kruchymi istotami są bogowie w świecie Marvela, skoro jedna, pogrążony w nienawiści istota, przy użyciu broni materializowanej myślą, jest wstanie wybić całe panteony. Co ciekawsze, niemal nikt tego nie zauważa. Ot byli, zniknęli, lud dotąd ich wielbiący w końcu o nich zapomniał i tyle. Tymczasem okazuje się, że ich truchła walają się po złotych posadzkach ongiś pięknych pałaców czy fortec.


Sama postać Thora występuje w przedstawionej tu historii w trzech formach. Młodzika, który często nie docenia przeciwnika i czuje się lepszy od innych, dojrzałego wojownika wchodzącego w skład Avangers oraz starca, do złudzenia przypominającego swego ojca Odyna. Przy czym prawdziwą różnicę widać tylko pomiędzy dwoma pierwszymi postaciami. Trzecia jest mocno oklepana i zwyczajnie nudna. Samotny wojownik na placu boju, czekający na śmiertelny cios, którego odmawia mu przeciwnik. Mocno to zalatuje sztucznym dramatyzmem. Niby jest wyjaśnione dlaczego Bogobójca tak postąpił z Gromowładnym, ale można to było ciekawiej opracować, szczególnie że przy takich zawirowaniach z czasem możliwości było naprawdę dużo.

Bogobójca to sprawnie napisana historia, bardzo dynamiczna, która w praktyce dzieje się wokół dwóch osób - Thora i jego przeciwnika. Czyta się to przyjemnie, wizualnie wygląda naprawdę świetnie, a do tego całość została tak opracowana, że każdy może spokojnie po to sięgnąć. Nie trzeba znać uniwersum Avengers czy Marvelowskiej wizji Asgardu, aby połapać się w poszczególnych wątkach. Niemniej to nie protagonista, a antagonista wypada tutaj najciekawiej, mimo że poświęcono mu znacznie mniej miejsca. Nie jest on postacią wybitną, w wielu miejscach wręcz boleśnie sztampową, ale właśnie z tego powodu tak bardzo realistyczną. Ma proste pragnienie, pchane zwykłą żądzą zemsty i nienawiści na bogach, istotach które obwinia za swoje nieszczęście. Dlaczego? Zapewne wyjaśni się to w kolejnym albumie zatytułowanym Boża Bomba, zaś na razie pozostają nam tylko domysły, a te w połączeniu z naprawdę interesująco skrojonym zakończeniem, kuszą aby sięgnąć po kolejny album tej historii.

Ocena - 7,5/10