21 kwietnia 2016

Gra o Tor

Rzadko trafiam na gry karciane, które goszczą dłużej na moim stole, chyba że są to rozbudowane strategie. Jednak czasem mały tytuł, wydający się być klonem powielanym milion razy, zaskakuje, sprawiając że uruchamia się we mnie syndrom "Jeszcze jednej tury". Gra o Tor dumnie wchodzi w poczet właśnie takich gier, gdyż piekielnie ciężko się od niej oderwać. Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, ze przecież już takie coś było, a jednak wygląda, pachnie, a co ważniejsze, smakuje zupełnie inaczej. Właśnie z tych powodów warto przyjrzeć się tej grze z bliska i spróbować swych sił w tej, wcale nie takiej prostej, zabawie.

Pociąg na kartach

Zawartość pudełka to raptem 88 kart, z tego 4 to karty pociągów, a reszta wagonów. Jak na tytuł kosztujący 35 zł, jest całkiem dobrze, szczególnie że szata graficzna wypada klimatycznie oraz czytelnie. Jedyne do czego można się w tym punkcie doczepić, to szybkie wycieranie się i niszczenie kart na krawędziach, zatem koszulki ochronne są dobrym pomysłem. Niestety wtedy pudełko nie będzie się domykać, a dodatkowo znalezieniem protektorów w odpowiednim rozmiarze może być nieco problematyczne, gdyż karty są węższe od standardu CCG. Co do instrukcji to napisano je zwięźle i na tyle prosto, że każdy laik szybko opanuje zasady na tyle, aby móc je wytłumaczyć innym w pięć minut.


Cała gra nie zajmuje dużo miejsca, dzięki czemu można w nią zagrać nawet w pociągu czy samochodzie. Cel jest w założeniu prosty, jednak osiągniecie go to już zupełnie inna para kaloszy. Na początku każdy z uczestników otrzymuje lokomotywę i 7 kart wagonów, po czym układa to wszystko przed sobą w porządku malejącym od lewej do prawej. Każda karta wagonu posiada numer oraz symbol akcji jaką może wykonać. Kiedy każdy już ułożył swój skład, z ciuchcią na czele, wybieramy w dowolny sposób pierwszego gracza. Ten dobiera z talii jedna kartę i musi wymienić ją na inną z swego pociągu. Nowa karta zastępuje starą, a ta zaś trafia na środek stołu i do tej chwili jest traktowana jako "Akcja". Kolejni gracze powtarzają tą czynność, jednak dobierają o jedną kartę więcej niż ich poprzednicy. Zawsze jednak wymieniają jedna kartę w swym składzie, a nadwyżkowe, bez pokazywania przeciwnikom, odkładają na stos kart odrzuconych. W ten sposób na początku rozgrywki pośrodku stołu będzie znajdowało się tyle akcji ilu mamy uczestników zabawy.

W tym momencie przystępujemy do pełnej rundy. Gracz rozpoczynający ma dwie opcje:
* dobrać kartę z talii i wymienić ją na jedną z kart wagonów w swym pociągu,
* odrzucić jedną z kart akcji ze środka stołu an stos kart odrzuconych po czym wykonać widniejącą na niej akcję.
W pierwszym wypadku wygląda to tak jak wcześniej opisałem. Nowa karta wchodzi na miejsce starej, a ta zostaje odłożona jako akcja z której może skorzystać każdy. W tym miejscu pojawia się pewien haczyk, działający już podczas przygotowania rozgrywki. Jeśli w dowolnym momencie w puli akcji będą dwie karty o takim samym symbolu, to należy je od razu odrzucić na stos kart zużytych. To sprawia, że czasem będzie możliwy tylko dociąg nowej karty i wymiana jednego z naszych wagonów. W przypadku wybrania drugiej opcji, czyli wykonania akcji, mamy możliwość wymiany skrajnej lub środkowej karty u wszystkich graczy (począwszy od osoby rozgrywającej kolejkę), zamianę kart miejscami w swoim składzie czy ich przesunięcie lub zabezpieczenie przed wrogą wymianą.


Wygrywa ten kto pierwszy ułoży karty w swoim pociągu rosnąco, licząc od lewej strony. Może to nastąpić podczas wymiany karty z talii czy dowolnej akcji. Dlatego należy bardzo uważać co mają przeciwnicy, gdyż nie zawsze opłaca się wymieniać wszystkim kartę, gdyż można dzięki temu przegrać. W tym momencie czasem daje o sobie znać łut szczęścia, choć nadal najbardziej liczy się taktyka oraz uważne oko.

Dla duetu i kwartetu

Olbrzymią siła Gry o Tor jest fakt, że idealnie sprawdza się w każdym przedziale wiekowym. Potrafi uwieść zarówno laików jak i weteranów, dzieci oraz dorosłych a do tego sprawdza się świetnie w każdym składzie osobowym. Co prawda ludzie umiejący szybko liczyć karty i znający bardzo dobrze rachunek prawdopodobieństwa, z pewnością będą mieli przewagę nad wrogami matematyki, jednak w tym momencie pojawia się właśnie tak zwany "ślepy traf". Dzięki niemu nawet nowicjusz ma szanse wygrać z matematycznym geniuszem, choć oczywiście jego szanse są raczej niewielkie. Z drugiej strony to znacznie więcej niż żadne lub znikome. Dodatkowo pojedyncza partia jest dość krótka i w praktyce trwa od 5 do około 15 minut. W pełnym składzie osobowym może do 20 minut, zatem nadal krótko. Ta dynamiczność sprawia, że szybko rodzi się syndrom "Jeszcze jednej tury". W ten oto sposób nad grą można spędzić bez mała kilka godzin, szczególnie gdy uczestnicy zabawy starają się ciągle odkuć.


Para buch, koła w ruch

Gra o Tor jest rewelacyjnym tytułem. Niby to tylko filler, ale spokojnie może pożreć nam cały wieczór czy popołudnie, szczególnie jeśli gramy w pełnym składzie. Jest prosty, szybki oraz zajmuje bardzo mało miejsca. Do tego zmusza graczy do ciągłego główkowania oraz wyjątkowo mocno uczy podzielności uwagi. Jej brak szybko może kosztować nas porażkę i zakończyć rozgrywkę przedwcześnie. Martwi trochę wytrzymałość samych kart, szczególnie na ich krawędziach. Szybko tam niszczeją podczas tasowania, zaś protektory sprawią, że ciężko będzie całość zamknąć w pudełku. Z drugiej strony gra nie kosztuje zbyt wiele, a daje całą masę frajdy podczas zabawy. Na wakacyjny wypad, jak znalazł.

Plusy:
+ oprawa graficzna
+ proste w opanowaniu zasady
+ rozgrywka zmusza do ciągłego główkowania
+ zajmuje mało miejsca na stole
+ dynamiczna rozgrywka
+ świetna skalowalność
+ potrafi trafić w serca nowicjuszy jak i corowych graczy
+ cena

Minusy:
- karty szybko niszczeją na krawędziach
- losowość potrafi czasem być frustrująca

Ocena - 9/10