5 marca 2016

Zaraza #1: Valnes

Zaraza to trylogia będąca dziełem dwóch Francuzów - Jean-Charlesa Gaudina, odpowiedzialnego za scenariusz, oraz rysownika Frederica Peyneta. Stworzyli oni historię, która wydaje się niczym nie wyróżniać na tle innych, a jednak okazuje się że pozory mogą mylić. Zaraza to dzieło mówiące o różnicach między różnymi kulturami, jednocześnie tak sobie bliskimi jak i odległymi. Dotyka problemów społecznych, ale także pokazuje, że próba wzajemnego zrozumienia i zawarcie sojuszu, jest kluczem do poznania prawdziwego wroga.

Akcja powieści rozpoczyna się w bliżej nie określonej krainie, zamieszkiwanej przez ludzi zwanych Oldisami. Wioskę, gdzie mieszka tytułowa bohaterka, łowczyni Valnes, prześladuje tajemnicza choroba, nazywana Zarazą. Pewnego razu w sieci Oldisów wpadają zwłoki człowieka należącego do plemienia Buruwnów, zatem rybacy postanawiają przechować jego ciało aby im je przekazać. Niestety w wyniku nieporozumień dochodzi do serii zdarzeń, w których ginie kilkoro ludzi z obu plemion co o mało nie doprowadza do otwartej wojny pomiędzy nimi. Na szczęście przywódca Buruwnów, Kaliam, w porę gasi konflikt i po rozmowie z radą Oldisów postanawia aby oba ludy wysłały wspólne poselstwo do Albintów żyjących w górze rzeki, aby sprawdzić czy to nie oni są sprawcami Zarazy.

Komiks już od pierwszych kart pokazuje z czym będziemy mieli do czynienia. Jest to połączenie dramatu z rasową powieścią przygodową, osadzoną w realiach fantasy. Mamy pokazanie obyczajów dwóch plemion, których na pierwszy rzut oka więcej dzieli niż łączy. Posiadają zupełnie inną kulturę, obyczaje, wierzenia, a nawet cechy anatomiczne. Wszystko to wypływa głównie z przystosowania się do warunków w jakich żyją oraz kulturze odziedziczonej po ich przodkach. Jest to też materiał do rosnących pomiędzy tymi ludami podziałów, które zamiast próbować się zrozumieć, konkurują z sobą, co doprowadza do napięć i niepotrzebnych potyczek, a to niemal pcha ich do rozpętania wojny, na której wszyscy by tylko stracili.

Na ten problem stara się zwrócić uwagę wszystkich, zarówno Oldisów, jak i swoich współplemieńców, Kaliam. Człowiek, którego ciało zostało boleśnie dotknięte przez kalectwo, przez co jest on słabszy, cierpi na karłowatość i ma nie wypełni rozwiniętą jedną z rąk. Jednocześnie posiada tak silną osobowość, hart ducha i zdrowy rozsądek, że potrafi przewodzić całemu społeczeństwu. Co prawda przyznaje, że stanowisko odziedziczył po swym ojcu, jednak ze względu na swą wiedzę i intelekt, żaden z Buruwnów nie śmie podważać publicznie jego decyzji, choć zaradzają się tacy co wyrażają swe niezadowolenie dla jego decyzji. Kaliam jest zatem ogniwem łączącym przeciwności i staje się dla czytelnika wzorem do naśladowania, człowieka pokonującego swe ułomności aby wesprzeć innych, wskazując im wspólny cel.

Dwoma innymi postaciami, które w tej historii od samego początku odgrywają istotne role jest Valnes oraz Daliark, wywodzący się z plemienia Buruwnów. Ta dwójka ma z sobą o wiele więcej wspólnego niż jest wstanie sama przyznać. Oboje są zapatrzeni we własne obyczaje, nie potrafią, a czasem wręcz nie chcą, poznać kultury innych, twierdząc że jest głupia albo prymitywna. Często dają się ponieść emocjom co sprawia, że tworzą oni ogniska zapalne dla konfliktów. Mimo tych przywar, w razie niebezpieczeństwa potrafią współpracować i walczyć ramię w ramię. Słuchają też rad Kaliamia, choć z trudem przychodzi im przyznanie się do jakiegokolwiek błędu. Nie są oni źli albo dobrzy, są zwyczajnie ludzcy, zapatrzenie w kulturę w jakiej się wychowali i jednocześnie z tego powodu zamknięci na inne obyczaje.

Cała opowieść jest jednak snuta przez Jotriego, którego poznajemy na pierwszych kartach komiksu. Jest to syn Valnes, który tak jak ona potrafi być nieprzyzwoicie uparty. Jednocześnie jako bardzo dojrzały nastolatek, posiada chłonny umysł i szybko zaczyna widzieć w Kaliamie swoistego mentora. Dołącza on do wyprawy wbrew woli Valnes, jednak przez całą drogę nie jest ani razu kulą u nogi. W praktyce to właśnie dzięki niemu Valnes oraz Daliark zaczynają się dogadywać i słuchać ze zrozumieniem przywódcy ekspedycji.

Co zaś się tyczy kreski to jest ona bardzo miła dla oka. Kolory są świetnie stonowane, nadając realizmu fantastycznym zwierzętom, w których sporo przejawia cechy drapieżników. Podobnie jak niektóre rośliny. Ciekawie też zaznaczono fizyczne różnice pomiędzy danymi plemionami zamieszkującymi tą kontynentalną krainę. Albinci są olbrzymi, mają dość płaskie, nieco wężowe, nosy oraz posiadają naprawdę imponującą muskulaturę w przypadku mężczyzn. Buruwnowie natomiast mają wielkie brwi, nachodzące na czoło, trochę krępe sylwetki i są bardzo wytrzymali. Oldisi są ponętni z lica i sylwetki, mają coś na kształt "kocich oczu" a do tego są wyśmienitymi biegaczami, potrafiącymi doścignąć wierzchowca na krótkim dystansie. Wszystko to buduje wrażenie różnorodności rasowej pomiędzy poszczególnymi gatunkami, które mimo wszystko są bardzo do siebie podobne i widać, że mają wspólnego przodka.

Przedstawiony w Zarazie świat jest brutalny, dlatego trudno w nim znaleźć zdrową tolerancję. W dobie poprawności politycznej komiks łamie niezdrowe stereotypy, pokazując na czym faktycznie polega poszanowanie odmienności kulturowej innego człowieka. Nie na ślepy godzeniu się na wszystko, a na znalezieniu konsensusu, który umożliwi wspólne działanie i rozwój oraz walkę. Walkę z zarazą, dziesiątkującą wszystko co żywe i mającą tajemnicze pochodzenie. Przy tak zabójczym przeciwniku, należy zatem odłożyć waśnie na bok i działać wspólnie. A to jest wyjątkowo trudne.

Ocena - 9,5/10

Album ukazał się w numerze 5 Fantasy Komiks.