23 marca 2016

Everest

Rzadko trafiamy na kino katastroficzne opowiadające o prawdziwych wydarzeniach. Everest przybliża widzowi historię jednej z najtragiczniejszych wypraw w dziejach zdobywania Himalajów. W maju 1996 doszło do tragedii, która pochłonęła życie ośmiu, wprawionych w wspinaczce, himalaistów oraz siedmiu szerpów. Winę za to ponosili kierownicy dwóch komercyjnych ekspedycji, prowadzących swoich podopiecznych na szczyt. Zapłacili najwyższą cenę za swoje błędu i stali się przestrogą dla innych, że z gór nie wolno nigdy żartować. Gdyż na szczytach świata nie ma demokracji. jest tylko żywioł, przed którym człowiek powinien czuć respekt.

Akcja filmu zaczyna się wczesną wiosną, gdy Rob Hall (Jason Clarke) szykuje się do kolejnej wyprawy na szczyt Mount Everest. Prowadzi on komercyjne wspinaczki, w których uczestniczą doświadczeni Himalaiści czy Alpiniści, chcący osiągnąć szczyt najwyższej góry Ziemi. Konkuruje z nim Scott Fischer (Jake Gyllenhaal), będący szefem innej ekspedycji. Obaj mężczyźni poza walką o klienta, rywalizują o to który z nich pierwszy doprowadzi swoją grupę na szczyt. Niestety w wyniku załamania pogody oraz podjęcia błędnych decyzji, ekspedycja mająca zakończyć się kolejnym sukcesem dla himalaistów, staje się horrorem i walką o życie.

Film bardzo wiernie przedstawia wydarzenia jakie rozegrały się w kwietniu i maju 1996 roku, gdyż scenariusz oparto na książce napisanej przez jednego z członków ekspedycji. Dodatkowo zrobiony wywiady z ludźmi którzy ocaleli z tego koszmaru i wykorzystano ich relacje. Obrazuje to widzowi jak wiele błędów popełniono w czasie tamtej wspinaczki, co bezpośrednio doprowadziło do śmiertelnych wydarzeń. Niedostarczenie butli z  tlenem w newralgiczne punkty szlaku, zbytnie zagęszczenie wspinaczy na szczycie czy nie zawrócenie do obozu, gdy pogoda jeszcze na to pozwalała. To tylko kilka z całej serii złych decyzji, podjętych przez Halla i Fishera w wyścigu na szczyt.


Należy też wspomnieć o niefortunnych decyzjach, jakie podjęli sami himalaiści, należący do obu drużyn. Ich ambicje oraz fakt, że nie zamierzali ustąpić przed potęgą góry, doprowadziły do zwiększenia skali katastrofy. Doug Hansen (John Hawkes) już wcześniej próbował zdobyć Everest, ale pogoda mu to uniemożliwiała. Rozgoryczony niepowodzeniami w życiu zawodowym i uczuciowym, nie zważając na rady innych uparł się, że musi zdobyć szczyt. Mimo coraz gorszego stanu zdrowia, załamującej się, na niższych piętrach góry, pogody, Hansen nie zmienił postanowienia, co przypłacił życiem. Film świetnie pokazuje jego determinację i to jak samodzielnie doprowadził do postawienia jednego krzyża więcej u podnóża Everestu. Takich osób, niestety, było więcej co bezpośrednio przełożyło się na tragiczny bilans w sumie piętnastu ofiar śmiertelnych oraz kilkunastu, które wymagały hospitalizacji.

Od strony technicznej, Everest stoi na bardzo wysokim poziomie. Znaczną część efektów CGI zastąpiono makietami oraz zbudowaną na potrzeby produkcji scenografią, po której przemieszczają się aktorzy. Część zdjęć kręcono też w pierwszym obozie na południowym zboczu góry. O ironio podczas przebywania ekipy filmowej w drugim obozie 18 kwietnia 2014 roku, zeszła potężna lawina, która zabiła kilkunastu szerpów przygotowujących trasę dla ówczesnej ekspedycji na szczyt. Skala śmierci była większa niż podczas tragedii z maja 1996 roku, a twórcy mogli na własne oczy przekonać się o potędze natury. Może też dlatego pokazano tak dobitnie jak mało znaczy człowiek wobec żywiołu, szczególnie na wysokości kilku kilometrów, gdzie powietrze jest rozrzedzone, a każda błędna decyzja może zakończyć się śmiercią.


Everest to genialne kino. Aktorzy włożyli w swą pracę wszystkie siły, twórcy zadbali o zbudowanie realistycznie wyglądającej scenografii, zaś część zdjęć kręcono w terenie na samej górze. Dodawszy do tego klimatycznie skomponowaną muzykę, widz czuje, w pewnym stopniu, to co przeżywały postaci tej feralnej ekspedycji. Everest to przestroga dla potomnych, aby nie lekceważyć przyrody. W górach nie ma demokracji, nie ma pogoni za dumą czy postawienia na swoim, bo "dam radę". Góra sama decyduje kogo wpuści a kogo nie, zaś człowiek co najwyżej może próbować ją zdobyć. Pytanie tylko czy zawsze powinien robić to za wszelką cenę. Może czasem warto odpuścić, niż stać się kolejnym krzyżem u podnóża szczytu świata.

Ocena - 9,5/10