11 stycznia 2015

Interstellar

Produkcji o globalnym kataklizmie dotykającym ludzkość, jest masa. Podobnie mamy z tematem lotów w kosmos, zabaw z czarną dziurą i ratowania Ziemi. Interstellar nie wybija się na tym polu jakoś szczególnie, jednak również nie zawodzi, dając miłośnikom kina Science Fiction solidny produkt, który nie nuży, trzyma w napięciu i umiejętnie potrafi wyjaśnić teorie naukowe, przekładając je na filmowy realizm. Niestety produkcja Christophera Nolana, twórcy genialnego Mrocznego Rycerza, posiada kilka naprawdę głupich wpadek, szczególnie w finale, tej wciągającej i bardzo efektownej wizualnie, opowieści. Z drugiej strony dawno nie widziałem produkcji gdzie ponad dwie i pół godziny zleciały mi jak z bicza strzelił, a po wyjściu z kina z lekkim rozmarzeniem patrzyłem w gwieździste niebo. Od premiery minęło bez mała ponad dwa miesiące, a premiera DVD jest zapowiedziana dopiero na marzec tego roku (w USA, nie wiadomo jak z Europą), więc trzeba uzbroić się w cierpliwość. Jednak warto, gdyż Interstellar to jedna z ciekawszych produkcji na jakie wybrałem się do kina w 2014, na ostatnia chwilę.

Scenariusz z początku niczym szczególnym nas nie zaskoczy. W skutek zmian klimatycznych doszło do wymarcia znacznej części upraw, gdyż osadza się na nich śnieć, czyli grzyb pszeniczny, bardzo niebezpieczny dla ludzkiego zdrowia. W efekcie tych zajść, ulegają zniszczeniu na Ziemi wszystkie zapasy tego cennego zboża, a następnie kolejnych odmian. To doprowadza do kataklizmu, w wyniku którego ginie znaczna część populacji ludzi oraz innych organizmów żywych uzależnionych od zbóż. Kraje postanawiają zredukować wydatki na militaria, ośrodki naukowe oraz inne mniej ważne instytucje, zaś ludzie powoli przeistaczają się w farmerów, którzy hodują kukurydzę, ostatnie zboże nadające się do masowej produkcji. Jednak grzyb zaczyna atakować i ją. Pewnego razu były inżynier i pilot wojskowy, Cooper, wraz z swoją córką trafiają w domu na dziwne zjawiska anomalii grawitacyjnej. Po rozwikłaniu zagadki otrzymują pakiet współrzędnych i udają się w wskazane miejsce. Tam okazuje się, że nie wszystkie rządowe projekty zostały faktycznie zamknięte, a jeden z nich ma szansę ocalić ludzkość przed niechybnym wyginięciem.

Jak widać mamy tutaj do czynienia z klasycznym schematem - jest głód, rząd po kryjomu szykuje arkę dla ludzi, genialny inżynier wpada na trop i zostaje włączony do całego projektu, aby ocalić ludzkość. Jednak w tym wszystkim pojawiają się pewne smaczki różnorodności, które z czasem nabierają coraz większego rozmachu. Tajemnicza rasa obcych otwierająca koło Saturna tunel czasoprzestrzenny do nowych światów gdzie da się żyć tak jak na Ziemi. Przynajmniej prawdopodobnie, zaś wysłana kilka lat wcześniej grupa śmiałków mająca zadanie sprawdzić wspomniane planety, czeka na przybycie ludzkich osadników. To oni i ich historia są motorem napędowym drugiej połowy filmu, tak jak w pierwszej mamy sekret rozwiązywany przez Coopera i jego córkę oraz przedstawiony zwykły dramat ludzi walczących z żywiołem. Trzeba przyznać, że w całej fabule jest masa zwrotów akcji, w większości udanych, oraz całkiem nie mało scen trzymających w napięciu. Jedynie sam finał jest strasznie naciągany, choć nie pozbawiony sensu. Z drugiej strony można go było rozegrać mniej melodramatycznie i bardziej logicznie, ale i tak nie jest tragicznie.

Na szczególną pochwałę zasługują aktorzy, którzy bez wyjątku spisali się rewelacyjnie, sumiennie wykonując swoją pracę. nie ma tutaj żadnej fuszerki. Każdy niezależnie od wieku, doświadczenia na scenie czy przed kamerą, świetnie odegrał swoją postać i rolę jaką jej powierzono w całym filmie. Na szczególną uwagę zasługuje, oprócz głównego bohatera w wykonaniu Matthew McConaughey'a, duet Mackenzie Foy i Jessica Chastain, które wcieliły się w postać córki Coopera, czyli Murphy. Pierwsza przedstawia ją jako 10-cio letnie dziecko, druga już jako dorosłą kobietę. W filmie mamy do czynienia z studnią grawitacyjną w postaci czarnej dziury i tunelu czasoprzestrzennego, więc obie te panie niejako przeplatają się na zmianę w filmie. Efekt ich pracy połączonej naprawdę dobrze skrojonym scenariuszem, jest genialny. Nie wolno też pominąć pracy Anne Hathaway, Michael Caina czy Matta Damon'a, których postacie diametralnie się od siebie różnią, choć z początku nic na to nie wskazuje.

Od strony wizualnej mamy również popis wysokich lotów. Efekty przechodzenia przez tunel, mgławice czy całkiem nowy kawałek kosmosu, wyglądają wprost bajecznie. Statek badawczy naukowców też jest wizualnie świetnie zaprojektowany, a co ważniejsze w filmie nie usłyszymy "kosmicznych eksplozji". Jeśli coś się ociera, rozpada lub eksploduje to w ciszy, bowiem w próżni dźwięk się nie rozchodzi. Niby detal, ale miło jak w takich produkcjach się o nie dba. Ciekawie zaprojektowano roboty, będące pozostałością po czasach wojny o pożywienie na Ziemi. Z całości najbardziej wybija się TARS, któremu głosu użyczył Bill Irwin. Nie jest on bezduszną maszyną, ale posiada coś na kształt wolnej woli i mimo że musi wykonywać rozkazy ludzi, to poniekąd staje się jednym z nich.

Interstellar to bardzo dobra produkcja, okaleczona dość lichym finałem i początkowym rozwleczeniem akcji. Mimo to nie żałuję czasu spędzonego w kinie, a jedynie tego, że tak późno się do niego wybrałem. Z pewnością nabędę wydanie DVD, bo mam ochotę wrócić ponownie do tego mroczne, ale nie pozbawionego nadziei, świata. Nie wiem czy na mniejszym ekranie będzie widać tak dosadnie efekty wizualne, a szczególnie rozmach innych światów. Z drugiej strony warto mieć ten film w domowej wideotece, szczególnie jeśli jesteśmy fanami kina Science Fiction oraz dramatu.

Ocena 7,5/10