31 października 2016

Kobieta w klatce

Od wielu lat uznaje skandynawskie kryminały za dużo lepsze od tego co serwuje nam Ameryka. Dotyczy to zarówno książek jak i filmów. Kobieta w klatce to ekranizacja książki duńskiego pisarza Jussiego Adler-Olsena, cenionego w swoim kraju jak i u nas. Nie miałem jeszcze okazji czytać jego dzieła, jednak po film sięgnąłem bez większych obaw, czując że dostanę w końcu rasowy kryminał, a nie popisy kaskaderskie rodem z Hollywood. Tak też się stało. Film Mikkela Nørgaarda wbija w fotel od początku do końca. Mimo sporej dawki podobieńst, przynajmniej na pierwszy rzut oka, do Archiwum X, Kobieta w klatce to zupełnie inny kaliber. Jest to rasowy, pełnokrwisty i trzymający w napięciu, wzorowy przedstawiciel gatunku jakim jest kryminał. Jednocześnie trzyma się starych sprawdzonych schematów, tyle że robi to lepiej bo wszystko tutaj wydaje się bardziej realistyczne.

Głównymi bohaterami są tutaj dwaj gliniarze. Carl Mørck, narwany, arogancki i zgorzkniały detektyw o fenomenalnym umyśle, i Assad, młody muzułmanin, który chce być porządnym policjantem i cieszy się z wyrwania od biurokratycznego zajęcia. Trafiają do Archiwum Q, miejsca zajmującego się grzebaniem w dawnych sprawach, które zakończyły się fiskiem. Pierwszy za karę, drugi aby pilnować tego pierwszego. Oczywiście Carl nie godzi się na przeglądanie i porządkowanie papierków i szybko bierze się za sprawę sprzed pięciu laty dotyczącej samobójstwa pewnej zamożnej kobiety. Błyskawicznie odkrywa niedociągnięcia w śledztwie i powoli składając zawiłą układankę odkrywa, że cała sprawa jest o wiele bardziej tajemnicza niż to wszyscy zakładali.

W czystej teorii mamy tutaj sztandarowy schemat. Dwóch ludzi, o skrajnie odmiennym podejściu do życia, zostaje zmuszonych do współpracy. Biorą się za śledztwo, które wykracza poza ich kompetencje i tym sposobem narażają się zwierzchnikom. Jednak to co sprawia, że widz zostaje z nosem wbitym w ekran to umykająca mu prostota zbrodni. Mamy masę okruszków, nasuwające się na pierwszy plan dowody, a jednak obraz całości nam umyka. Podobnie dzieje się to u głównych bohaterów, którzy zawzięcie starają się rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia, które powszechnie uznaje się za samobójstwo. Mimo odkrywania kolejnych poszlak, widz razem z śledczymi nie umie przez większość czasu znaleźć klucza do tajemnicy, a gdy w końcu to czyni, długo zbiera szczękę z podłogi. Tak. Olbrzymią zaletą tego filmu nie jest finał sprawy sam w sobie a motyw jaki pchnął do tego czynu. Miażdży on w zasadzie wszystkie wielkie produkcje Hollywood ostatniej dekady, dając prawdziwy pokaz mistrzostwa.


Kolejnym ogromnym plusem jest warstwa techniczna całej produkcji, w szczególności zaś zdjęcia. Nie mamy tutaj przekoloryzowanych widoków, pocztówkowych dzielnic czy sztampowego obrazu slamsów. Zamiast tego widz dostaje realny świat. Komisariat wygląda jak ten z prawdziwego zdarzenia, policjanci łączą fakty całymi dniami ślęcząc nad stertą fotografii czy papierów, a szef rozlicza ich surowo za każdy wydany grosz. Nie natrafimy tutaj na widowiskowe eksplozje, brawurowe pościgi czy przeciągające się strzelaniny. Jeśli dochodzi do wymiany ognia to jest to krótka chwila, a nie siekanie ołowiem na wszystkie strony. To sprawia, że widzowi łatwiej uwierzyć w to co dzieje się na ekranie.

Równie pozytywnie wypada gra aktorska. Szczególnie główny duet wypada naprawdę doskonale, ale postacie mordercy i ofiary również wypadły wiarygodnie. Na szczególne brawa zasługuje aktor grający Assada (Fares Fares), gdyż jego bohater wnosi do całości naprawdę sporo interesujących scen oraz miejscami wyważonego humoru. Nie jest ten on gloryfikowany ze względu na swoje pochodzenie - po prostu to porządny glina, cieszący ze w końcu wydostał się zza biurka, a przy okazji jest muzułmaninem. W dobie poronionej poprawności politycznej oraz nagonki na normalność oraz moralność, taka postać jest naprawdę mile widziana.


Kobieta w klatce to doskonały kryminał. Co prawda sam finał sprawy jest w jednym punkcie delikatnie naciągany, ale jestem wstanie to wybaczyć. Zbudował tym samym dramaturgię i trochę zwiększył tempo akcji. Szczerze polecam sięgnąć po tą pozycję nie tylko miłośnikom skandynawskiego kryminału, ale każdemu kto ceni sobie porządne, nieprzekombinowane kino. Europa po raz kolejny udowodniła, że potrafi robić filmy lepiej niż Fabryka Snów, która ostatnimi czasy chyba za bardzo poleciała w show niż solidne kino. Cieszmy się zatem, bo dzięki takim twórcom, świat filmu jest nadal żywy oraz twórczy.

Ocena - 9/10

Film legalnie dostępny na serwisie CDA w usłudze Premium.