9 września 2016

Grimm Fairy Tales #4: Rumpelsztyk

Najnowszy tom Grimm Fairy Tales dotyka jednego z delikatniejszych i ostatnio będących na czasie tematów - nienarodzonych dzieci. Robi to w sposób naprawdę interesujący, wykorzystując do tego jedną z mroczniejszych baśni Braci Grimm. Historia tu przedstawiona, jak zwykle w tej serii bywa, jest krótka, dynamiczna oraz tym razem napakowana tekstem. Nie zabraknie też przemocy oraz delikatnej erotyki, będących symbolami dla całej serii. Jednak jak zawsze liczy się tutaj przede wszystkim treść, która wypływa na wierzch pośród posoki i ponętnych kobiecych czy męskich ciał.

Historia zaczyna się na ławce w miejskim parku, gdzie młoda dziewczyna obwieszcza swemu chłopakowi, że jest w ciąży. Ten, jak łatwo się domyślić, wybucha gniewem i zaczyna podawać cały tonaż argumentów, dlaczego nie jest gotowy na bycie ojcem. Słowem klasyka. Jednak w pewnej chwili wpada na szatański pomysł, aby sprzedać dziecko. Jego kolega zajmuje się bowiem szukaniem domów dla niechcianych dzieci po bogatych, bezdzietnych rodzinach, które są gotowe zapłacić aby mieć potomka. Dziewczyna jest oburzona tym pomysłem, ale nie wie co robić i zwyczajnie się poddaje, gdy jej chłopak odchodzi, aby załatwić wszystkie sprawunki, zostawiając jej czas do namysłu. Wtedy pojawia się nasza tajemnicza wróżka z zaczarowaną księgą, która opowiada młodej kobiecie pewną baśń. O kobiecie i jej chciwym ojcu, który wmówił władcy że córka potrafi zamieniać słomę w złoto oraz o krasnoludzie, który pomógł jej to uczynić. Jednak każda decyzja ma swoja cenę, a ta może być bardzo, ale to bardzo wysoka.

Tym razem poziom brutalności stoi na zupełnie innym pułapie. Nie mamy tutaj oceanów krwi, masy trupów i fruwających kawałków kończyn, jak to było w poprzednich zeszytach, tylko sadyzm psychologiczny. Każdy tutaj każdemu grozi, ludzie wzajemnie się oszukują i handlują swymi najbliższymi tylko po to aby osiągnąć materialne korzyści. Oczywiście głównie finansowe. Młynarz, który wymyślił bajkę o magicznych zdolnościach swej córki, pragnie pieniędzy z królewskiego skarbca, król chce złota z daru dziewczyny, a ona sama pragnie życia w dostatku i jest gotowa na każdą ofiarę byleby tylko nie trafić pod topór kata.


W tym momencie na arenę wkracza tytułowy karzeł. Brzydki, obleśny i zło mu z oczu patrzy, ale jako jedyny z nich prawdomówny. przynajmniej w pewnym sensie. Posiada moce i może ich użyć aby ulżyć w cierpieniu dziewczynie, ale za pewną opłatą, zaś ta z każdym kolejnym czarem rośnie. Jest on też rewelacyjnym manipulatorem, gdyż potrafi grać osobę skruszoną, dającą "kolejną szanse" zbłąkanej duszyczce. Jednak to tylko pozory, co w rewelacyjny sposób pokazuje finał tej historii.

Jeśli idzie o kreskę, to ten odcinek jest, jak dotychczas, zrobiony w sposób najbardziej baśniowy. Nie mamy tutaj masy roznegliżowanych kobiet czy mężczyzn, choć niewiasty nadal maja czym oddychać, brak tu wspomnianej wcześniej krwawej brutalności, a na dokładkę tytułowy krasnolud jest naprawdę straszny. Autorzy świetnie też pokazali jak ludzie pożądają dla siebie wygód i bogactwa, jak nie troszczą się o innych, a kiedy przychodzić czas zapłaty nie potrafią pogodzić się z konsekwencjami, które sami na siebie ściągnęli. Wartym uwagi, bardzo miłym, akcentem jest dostarczenie w tym tomie przez wydawcę brakującego (czy raczej ściętego) dymka dla tomu poprzedniego (Jaś i Małgosia). Jest to naprawdę godne pochwały zachowanie i należą się za to wydawcy gratulacje.

Czwarty tom to przestroga aby doceniać tych, których kochamy i mamy najbliżej. To też nauczka aby zawsze brać konsekwencje za swe czyny, a łatwa forsa nigdy nie jest pozbawiona krwi. Daje też nam bardzo ważną lekcję, że dzieci to najcenniejszy dar. Trudny, pracochłonny i kosztowny, ale najcenniejszy bo to one stają się naszym odbiciem i sprawiają że na swój sposób stajemy się nieśmiertelni. Dlatego lepiej nie podejmować pochopnie decyzji, które okażą się okupione straszliwą ceną w dalekiej przyszłości, bo zwyczajnie nie warto.

Ocena - 10/10