19 maja 2016

Spellcrafter (PC)

Są gry które wypadają świetnie wszędzie, mamy też takie będące od samego początku kpiną z graczy. Lecz najczęściej jeśli coś sprawdza się na urządzeniach mobilnych, to na PC już nie. Spellcrafter jest tego doskonałym przykładem. Produkcja przeznaczona na tablety oraz telefony, szybko podbiła serca graczy. Nie było to trudne, gdyż zabawa była prosta, a zarazem ciekawa i przywodziła na myśl ukochaną przez rzesze ludzi serię Heroes of Might & Magic. Niestety rynek PC jest o wiele bardziej wymagający, okrutny oraz bezlitosny. To co mogło królować na urządzeniach mobilnych, w starciu z legendami oraz skrytymi w ich cieniu klonami, mogło skończyć tylko w jeden sposób.

Herosi na ubogo

Spellcrafter niemal na każdym kroku nawiązuję do piątej odsłony serii Heroes. Oczywiście nie byłoby w tym nic złego, gdyż warto kopiować sprawdzone schematy, gdyby nie fakt, że robi to dość nieudolnie. Przynajmniej jak na standardy gier przeznaczonych na komputery osobiste oraz laptopy. Podstawą rozgrywki jest wędrówka bohaterem po świecie, zbieranie armii i walka z wszelkimi napotkanymi oddziałami przeciwnika. Nasz dowódca zdobywa w ten sposób doświadczenie, dzięki czemu odblokowujemy w jego drzewku rozwoju nowe zaklęcia i zdolności, przypisane jednostkom w jego armii. Mechanizm sędziwy, prosty w obsłudze i genialnie spisujący się od lat. Co zatem nie działa w Spellcrafter?


Cóż zacznijmy od samej walki - jest zwyczajnie nudna. SI nie powala, często zachowując się jak skończony idiota do tego na kacu. Po kilku potyczkach widzimy jak reaguje na zagrania gracza, dzięki czemu bardzo łatwo wyprowadzić ją w pole.Szczególnie jeśli dysponujemy jakąś silną grupą jednostek, mogących robić za mur nie do przebicia. Same starcia przypominają aż za bardzo te z jakimi mieliśmy styczność w Heroes V czy Heroes VI, z ta różnicą, że są o wiele bardziej okrojone z zaklęć, różnorodności stworzeń i ich specjalnych ataków.

W grze zlikwidowano też zamki. Nowe siły do naszej armii kupujemy za złoto, zdobywane w trakcie eksploracji mapy, likwidując małe ugrupowania stworzeń broniących skrzyń ze skarbami. Co jakiś czas natkniemy się na wioskę, miasteczko albo ruiny, gdzie stacjonuje oddział najemników oraz będziemy mogli pozyskać zadania. Te, jak łatwo się domyślić, są nastawione tylko na jedną modłę - wytrop, znajdź, zabij. Czasem w nagrodę otrzymamy jakąś jednostkę, ale w większości wypadków jest to złoto i punkty doświadczenia. Co do odwiedzanych lokacji, to faktycznie są różnorodne i choć nie powalają szatą graficzną, jak na standardy PC, to nie wyglądają też koszmarnie. Są po prostu porządne, niemniej miejscami potrafią wzbudzić uznanie u gracza. Od tej strony nie uświadczymy tez monotonii, gdyż przyjdzie nam przemierzyć całkiem spory kawałek, dość różnorodnego, świata.


Interesujący heros i frustrująca magia

W grze mamy trzy rodzaje bohaterów, którzy mocno determinują styl rozgrywki. Są to człowiek, nekromanta i elfia łuczniczka. Oczywiście ogólny schemat wojska jak i umiejętności jest do bólu oklepany, np. nekromanta wskrzesza szkielety zaś ludzki mag potrafi ciskać kule ognia czy pioruny. Każda z postaci otwiera nowy akt w grze, więc przyjdzie nam zagrać każdym z nich. To co wypada naprawdę ciekawie to system rozwoju poszczególnych herosów. Jest on podzielony na trzy gałęzie, każda działająca w odrębny sposób. Mamy zatem linię wpływającą na zdolności naszego wojska, wzmacniająca pasywnie bohatera oraz osobna dająca mu nowe zaklęcia. W trakcie zdobywania kolejnych poziomów gracz sam decyduje w jakim kierunku chce rozwijać swą postać co przekłada się bezpośrednio na pole bitwy. Np. pójście w magię sprawi, że nasze oddziały będą bardziej podatne na obrażenia, zaś ich odwrotna sytuacja mocno ograniczy pole manewru naszego maga. 


W tym momencie całą zabawę psuje formuła rzucania zaklęć. Coś co genialnie spisywało się na tabletach czy telefonach wyposażonych w ekran dotykowy, przy użyciu kursora sterowanego myszą, kompletnie nie funkcjonuje. Otóż aby rzuć dowolny czar należy na ekranie narysować przypisany mu symbol. Kiedy mamy zrobić to ręcznie, smarując palcem po ekranie, nie jest to żaden kłopot, jednak wykonanie tej samej czynności, z taką samą płynnością za pomocą myszki to już nie lada wyzwanie. Pal licho gdy chodzi o coś łatwego jak linia pozioma, ale stworzenie błyskawicy czy innej złożonej figury to już prawdziwy wyczyn. Nawet po zamianie klasycznej myszy optycznej na trackballa, sprawia to niemałą trudność. Dodajmy w tym miejscu, że gracz ma określony limit czasu an rzucenie zaklęcia nim wybierze cel, a im szybciej to uczyni tym jest ono potężniejsze co oznacza większą pulę obrażeń czy odzyskanych punktów życia (w przypadku czarów leczących). Zatem męczenie się z tym mechanizmem za pomocą myszki, sprawia, że najczęściej korzystamy z podstawowych zaklęć, gdyż te bardziej zaawansowane naprawdę ciężko w ogóle odpalić.


Błąkająca się fabuła

Powiedzieć, że historia w Spellcrafter jest wtórna, to jak by nic nie powiedzieć. Mamy tutaj tak standardowy i wielokrotnie maltretowany schemat szlachetnego bohatera, który od zera staje się mega mocarzem, że szkoda tracić czas na pisanie o tym w recenzji. Podobnie jest z zadaniami pobocznymi, gdzie nic nas nie zaskakuje. W efekcie po niedługim czasie przestajemy po prostu czytać nudne dialogi i przewijamy je aby móc jak najszybciej wrócić do sensu rozgrywki, czyli walki. Nie tracimy przy tym nic, a wątpliwej jakości wybory moralne i tak nie mają większego znaczenia, bo co najwyżej sugerują kogo będziemy klepać po twarzy, gdyż nie stanął po naszej stronie.


To co najgorzej razi po oczach w wersji PC, to beznadziejne tłumaczenie. Nie tylko zerżnięto napisy z wersji na urządzenia mobilne, przez co mamy kwiatki pokroju "Podwójne tapnięcie wokół jednostki daje kusznikowi strzał snajperski", ale też wiele kwestii czy opisów jest nieprzetłumaczonych na język polski. Dzięki temu mamy mieszankę językową, sugerującą, że aby uruchomić zdolność specjalną jakiegoś oddziału (o ile już ją odblokowaliśmy w drzewku rozwoju bohatera), należy tłuc myszą w ekran naszego monitora. Brawa dla tłumacza. Niestety wyżej wymienionych kwiatków jest w grze całe mnóstwo. To naprawdę przeszkadza, szczególnie jeśli chcemy poznać sens działania konkretnej umiejętności czy zaklęcia.

Niepotrzebny skok na portfel gracza

Mimo całego potoku łez i frustracji, jakie wylałem z siebie podczas ogrywania wersji PC, muszę przyznać że na urządzeniach mobilnych Spellcrafter wypada wyjątkowo dobrze. Tam potrafi on wciągnąć na wiele godzin i budzi się w nas syndrom jeszcze jednej tury. Wygląda ładnie, jest opracowany solidnie, a zabawa z rzucaniem zaklęć jest naprawdę przednia, co pozwala zapomnieć o miałkiej fabule i błędach językowych. Niestety PC to zupełnie inna półka. Spellcrafter powinien zostać na tabletach i nie schodzić z nich na komputery. Nie tylko z powodu konkurencji, ale też zwyczajnie niemożliwości przeniesienia wszystkich mechanik tak aby działały sprawnie. Dlatego też nie umiem dać wersji PC dobrej oceny, gdyż zwyczajnie na nią nie zasługuje. Z drugiej strony sama gra jest porządna i na swoim docelowym podwórku spisuje się świetnie, choć nie doskonale. Polecam zatem się z nią zapoznać, o ile posiadacie tablet. W innym wypadku, szkoda zwyczajnie czasu.

Plusy wersji PC:
+ grafika
+ różnorodne lokacje
+ trzy zróżnicowane akty
+ system rozwoju bohatera

Plusy wersji mobilnej:
+ to co w "Plusach dla PC"
+ świetne walki
+ mechanizm rzucania zaklęć
+ syndrom jeszcze jednej tury

Minusy wersji PC:
- mechanizm rzucania zaklęć
- mała różnorodność jednostek
- konkurencja zmiatająca całość pod dywan
- szybko nuży

Minusy dla obu wersji:
- nieistotna fabuła
- koszmarna polonizacja
- SI na poziomie warzywa

Ocena dla wersji PC - 4/10
Ocena dla wersji mobilnych - 7/10