23 kwietnia 2016

Pędzące ślimaki

Pędzą żółwie, pędzą jeże, pędzi cały leśny świat, po nagrodę, która prestiż oraz wielki posłuch w głusza da. Wtem z swej muszli, powolutku, mały ślimak się wychyla i tak mówi cienkim głosem: "Panie Sowo, pozwól i mi, w tej gonitwie udział wziąć". Stary puchacz łypie okiem, coś tam mruczy pod swym dziobem, pazurami drapiąc pień, po czym rzecze: "Czemu nie". I tak ślimak z wolna, bo jak inaczej przecie, znalazł się na mecie. Tym grafomańskim wstępem pragnę zaprezentować jeden z najciekawszych wyścigów w świecie gier planszowych, wydanym przez wydawnictwo Egmont. Pędzące ślimaki to trzecia wariacja znanej serii, gdzie zwierzątka ścigają się na krótkim torze, jednak tym razem poszły o krok dalej. Dzięki temu dostaliśmy tytuł który wsysa na długo.

W szaleńczym pędzie

Zasady są podobne do tych z pierwszej gry wypuszczonej w tej serii. Jednak diabeł tkwi w szczegółach, a te zmieniają cały charakter rozgrywki. Pierwszą istotną różnicą jest fakt, że nie ścigamy się na zasadzie, kto pierwszy na mecie, a walczymy o punkty. Kolejność ma znaczenie, jednak nie tak duże jak wcześniej. Dodatkowo karty zastąpiono kostkami, zaś tor na planszy jest o wiele dłuższy. Nie losujemy też swojego piona, tylko dwa co daje nam nowe możliwości taktyczne podczas rozgrywki, aby pozyskać na koniec gry punkty.

Przygotowanie do zabawy nie zajmuje zbyt dużo czasu. Rozkładamy planszę, ustawiamy na polu START wszystkie pionki ślimaków (niezależnie od liczby uczestników) oraz każdy losuje po jednej karcie, którą w tajemnicy ogląda i układa przed sobą zakrytą. Obok planszy kładziemy posegregowane wedle wartości, żetony z punktami, wybieramy pierwszego gracza, wręczamy mu kostki i można zacząć zabawę.


W swojej turze gracz rzuca wszystkimi kostkami, następnie wybiera jedną z nich, odkłada na bok oraz porusza ślimakiem w kolorze kostki o tyle pól ile wypadło oczek. Jeśli w ten sposób zakończył ruch na polu z innym mięczakiem lub mięczakami, to spycha je o jedno pole w dół i otrzymuje tel punków ile ślimaków zepchnął. Zasada ta nie działa na polach grzybów, jednak wejście na nie gwarantuje otrzymanie 1 pkt. Po wykonaniu ruchu przekazuje pozostałe kostki osobie po swojej lewej stronie i następują tura tego gracza. Gdy podczas przekazania pozostanie jedna kostka, to osoba aktualnie mająca wykonać rzut, zbiera wszystkie kości i dopiero rozgrywa swą kolejkę. Występuje jednak pewien wyjątek. Na kostkach jest symbol ślimaka. Jego wybór oznacza, że kostki się nie odkłada, tylko pozostaje w puli, zaś gracz przestawia pionek w kolorze kostki o dwa pola.

Gdy dowolny ślimak dotrze na metę lub przekroczy jej pole, wtedy wyścig się kończy. wszyscy odkrywają swoje karty i otrzymują punkty, o ile to możliwe, za miejsce w wyścigu. Pion który był na pierwszym miejscu generuje 5 pkt, druga pozycja 2 pkt, zaś ostatnia 3 pkt. Oznacza to że warto czasem aby nasz ślimak był w pierwszej dwójce a drugi (każda karta ma dwa kolory) aby wlókł się na szarym końcu. Po podliczeniu punktów wygrywa ten kto ma ich najwięcej.


Trudniej znaczy lepiej

Gra oferuje dwa dodatkowe warianty, mogące nieco utrudnić zabawę. Pierwszy sprowadza się do rozegrania trzech meczy pod rząd i zliczeniu punktów z wszystkich potyczek. Wygrywa osoba, która zebrała ich najwięcej. Zważywszy, że rozgrywka jest krótka, to warto korzystać z tej modyfikacji, gdyż potrafi mocno odmienić całą rywalizację. Rozgrywka jest na tyle zbalansowana, że ciężko aby tu wystąpił efekt śnieżnej kuli, zatem do samego końca wynik może się zmienić i osoba będąca na ostatnim miejscu nagle wdrapie się na pierwsze. W tym momencie wychodzi na wierzch skala taktyki Pędzących ślimaków. Trzeba bardzo roztropnie wybierać kości, czasem opłaca się przyspieszyć innym razem poruszać się powoli. Polowanie na dużą liczbę punktów za zepchnięcie nie zawsze jest opłacalne, gdyż spacer po grzybkach oraz zrzucanie pionków pojedynczo może dać o wiele bardziej wymierne korzyści.

Druga modyfikacja zmienia mocno zasady symbolu ślimaka na kostkach. Jego wybór sprawia, ze odkładamy kostkę na bok, na normalnych zasadach, a do tego przemieszczamy pion w kolorze kostki o dwa pola do tyłu. Nadal możemy w ten sposób zepchnąć inne pionki czy wejść na grzybka, jednak nie otrzymamy za to punktów. To znacząco zwiększa możliwości przeszkadzania naszym oponentom w dążeniu do celu oraz tworzenia większych skupisk pionów na polu, jak i zmiany w kolejności na ostatniej pozycji. A ta daje na koniec rozgrywki aż 3 pkt, czyli całkiem sporo. Warto zatem łączyć oba warianty, gdyż wtedy cała zabawa, w pełnym składzie osobowym, potrafi trwać nawet godzinę, podczas której wszystko będzie mogło się zdarzyć.


Rekord pobity

Pędzące ślimaki to świetny tytuł, spokojnie przykuwający uwagę nie tylko najmłodszych czy początkujących graczy. Ci z pewnością szybko się tu odnajdą, jednak nawet weterani zapewne spędzą nad tą grą wiele czasu. To czego brakowało Żółwiom, czyli systemu punktacji, sprawiło w Ślimakach, że chce się do nich co chwilę wracać. Gra zmusza do główkowania, blefowania oraz knucia, a do tego ma, w praktyce, mały ładunek losowy. Każdy rzut jest przydatny, zawsze można go wykorzystać na swoją korzyść oraz tym samym pokrzyżować plany przeciwników. Jeśli miałbym szukać wad to jest jedna, choć trochę na upartego. Mianowicie gra przeciętnie sprawdza się w rozgrywkach dwuosobowych. Jej siła tkwi bowiem w liczbie grających, dlatego im ich więcej przy stole tym ciekawiej. Polecam zatem ten tytuł wszystkim fanom serii oraz lekkich gier familijnych. Z pewnością się nie zawiodą.

Plusy:
+ świetnie pomyślana mechanika
+ ogromna regrywalność
+ solidnie wykonana
+ bardzo ładna szata graficzna
+ idealna zarówno dla dzieci jak i dorosłych, nowicjuszy oraz weteranów
+ wsysa

Minusy:
- przeciętnie sprawdza się w rozgrywkach dwuosobowych
- zdecydowanie zbyt cienkie i giętkie karty, które łatwo zniszczyć

Ocena - 9/10