19 marca 2016

Sanktuarium #1: USS Nebraska

Jestem wielkim fanem kina grozy oraz Science Fiction lat 80-tych i 90-tych ubiegłego wieku. Dlatego z ochotą sięgnąłem po pracę Xaviera Dorisona (scenariusz) i Christophe Bec'a (rysunek), zatytułowaną Sanktuarium. Jest to trzy tomowy horror, nawiązujący swoją formą do takich klasyków kina jak Ukryty wymiar (1997) czy Obcy: Ósmy pasażer Nostromo (1979). Mroczny klimat wylewa się na czytelnika już z okładki, która uświadamia mu z czym będzie mieć do czynienia. Historia, która z pozoru wydaje się być stereotypowa, szybko nabiera tempa i zabiera nas w wir mrożących krew w żyłach sekretów tytułowego Sanktuarium.

Akcja zaczyna się w roku 1945, wraz z końcem II Wojny Światowej. Grupa sowieckich żołnierzy buntuje się przeciw pułkownikowi partyjnemu, chcąc wiedzieć czemu niemal ich poświęcono w bitwie o jeden budynek. Całe zdarzenie kończy się dość tajemniczo, jednak wcześniej pułkownik pokazuje dowódcy buntu wejście do upiornego sanktuarium. Następna scena rozgrywa się w 1957 roku na pokładzie radzieckiego okrętu podwodnego. Na nim również dochodzi do buntu załogi, która nie chce wykonywać samobójczej misji. Ostatecznie kończy się to tragedią i zatopienia jednostki. Po tych dwóch retrospekcjach wkraczamy wreszcie na główne tory prowadzonej historii, rozgrywającej się w 2029. Komandor Hamish, dowódca okrętu podwodnego USS Nebraska, wyrusza w swój ostatni rejs, aby potem zająć się chorym synem. Dostaje on zadanie obserwacji ruchów wojsk syryjskich na Morzu Śródziemnym, jednak po kilku dniach akcji załoga odbiera dziwny sygnał, na głębokości 1200 metrów. Jest to o tyle dziwne, że tylko jednostki takie jak Nebraska potrafią bezpiecznie zejść na tą głębokość, a poza Amerykanami, nikt nie posiada tego rodzaju okrętów. Komandor decyduje zlokalizować źródło sygnału co jest początkiem dziwnych wydarzeń mających miejsce pośród załogi.

Pierwsza rzecz jaka nawiązuje, w sposób bardzo udany do wymienionych na wstępie filmów, to wrażenie ciasnoty i odseparowania od reszty świata. Okręt podwodny USS Nebraska, mimo swoich kolosalnych rozmiarów, wydaje się być zwyczajnie łupinką w starciu z naturą. Na każdym kroku jest też podkreślane przez komandora i innych oficerów, że najmniejszy błąd może kosztować życie całą załogę jednostki. Nie ma więc tutaj pola na błędy, zaś tytułowe Sanktuarium mieści się w bardzo trudnym do odkrycia regionie. Wszystkie te elementy składają się na klaustrofobiczny wydźwięk, który w dużej mierze potęgują same rysunki. Bec wywiązał się na tym polu z swej pracy doskonale, zaś jego dzieło na okładce to tylko przedsmak tego co czeka nas na dalszych kartach komiksu. Przerażenie, ciasnota, wyraźnie odczuwalne osamotnienie oraz ogromna potęga wody, która w każdej chwili może pochłonąć każdego, kto się jej sprzeciwi. Szczególnie na głębokości grubo powyżej kilometra.

Kolejną sprawą jest poczucie obłędu, co w sposób bezpośredni odnosi się do filmu Ukryty wymiar. Należy dodać, że Sanktuarium miało swą światową publikację w 2001 roku, zatem tylko 4 lata po premierze rzeczonego filmu. W Polsce doczekała się jednak premiery dopiero w 2015, gdy większa część publiki zdążyła zapomnieć o kinie grozy z końca lat 90-tych XX wieku, zastąpionego obecnie mało ambitnymi produkcjami spod znaku litrów krwi. Być może dlatego dziś Sanktuarium wzbudza w czytelniku tak duże emocje i szokuje swą warstwą psychologiczną. Marynarze, którzy są przystosowani do długich rejsów w zanurzeniu, nagle pękają popadając w paranoję. Sprawy nie ułatwiają tajemnicze zjawiska jakie mają miejsce na okręcie od czasu odnalezienia tytułowych ruin. Z godziny na godzinę ilość pytań rośnie, zaś na żadne z nich nie widać odpowiedzi. Jeśli jednak się już jakaś pojawi, to tworzy nowy pakiet łamigłówek. To sprawia, że czytelnik chce wiedzieć co się stanie za chwilę, a jednocześnie gładko potrafi wejść w rolę przerażonej załogi, walczącej o utrzymanie swego rozumu w ryzach.

Pierwszy tom Sanktuarium, jest świetnie napisany i narysowany. Zapada na długo w pamięci, pokazując kruchość ludzkiej psychiki oraz to jak nauka staje się bezsilna wobec tego co jest niezrozumiałe dla logiki. Autorzy w sposób bardzo zmyślny wykorzystali sprawdzone mechanizmy kina grozy i wpletli je w swoją opowieść, budując mroczny klimat oraz towarzyszące mu przy tym napięcie wyczekiwania na nieznane. Jednocześnie postacie zachowują się racjonalnie, a nie jak to bywa w gatunku grozy, szczególnie współcześnie, jak stado tępych kretynów. Każdy zna swoje miejsce na okręcie, robi co do niego należy i słucha komandora. Pytanie jednak kto sprosta próbie starożytnego Sanktuarium i wygra całe starcie.

Ocena - 8/10