8 stycznia 2015

Moebius: Empire Rising

Jako wielcy miłośnicy literatury kryminalnej, z wielką radością zasiedliśmy do Moebius'a, który w sporym stopniu należy właśnie do tego gatunku. Specjalnie nie czytaliśmy innych recenzji tej gry, która miała swą światową premierę w 2013 roku, aby móc w pełni samodzielnie wydać werdykt. Mieliśmy z nim naprawdę nieliche problemy, bo Moebius: Empire Rising ma sporo, żeby nie powiedzieć dużo, potknięć, ale z mimo to opowiadana w nim historia wciąga jak czarna dziura. Ostatecznie postanowiliśmy wystawić wysoką notę, choć pewien niedosyt pozostał. Dlaczego postąpiliśmy tak a nie inaczej, co nas zafascynowało w tej skomplikowanej, a zarazem miejscami bardzo przewidywalnej, historii, przedstawia niniejsza recenzja. Zapraszam zatem do świata Malachi Rectora, znawcę antyków i nietuzinkowego człowieka.

Tajemnica Moebiusa

Gra rozpoczyna się wejściówką jak w rasowym filmie akcji, pokroju Skarb Narodów czy Mumia, co informuje gracza na samym starcie z czym ma tutaj do czynienia. Fabuła zaczyna się dość niewinnie w formie komiksu (dołączonego również w wersji papierowej do pudełka z grą) opisującego ważny element z dzieciństwa Rectora, gdy to mieszkając w Afryce, lew zabił przypadkiem jego matkę, gdy ta wracała do domu od swego kochanka. To wydarzenie sprawiło, że Malachi będący świadkiem całego zdarzenia, zamknął się w sobie i stał się osobą bardzo praktyczną, nie wdającą się w żadne korelacje międzyludzkie, poza zawodowymi. Mając olbrzymią wiedzę historyczną oraz fotograficzną pamięć, w swoim zawodzie sprawdza się wyśmienicie, co przynosi mu sporo pieniędzy z dochodowych zleceń od polityków, zamożnych kolekcjonerów i tym podobnych kontrahentów.


Pewnego razu dostaje zlecenie od jednej z organizacji rządowych, która prosi go o sprawdzenie czy niedawno zamordowana, młoda kobieta, wywodząca się z bardzo bogatej włoskiej rodziny, nie ma swojego odpowiednika w osobie znanej historycznej postaci. Malachi wyśmiewa zlecenie i początkowo je odrzuca, ale tak się składa że udając się akurat do Wenecji gdzie miało miejsce wspomniane morderstwo, postanawia przyjrzeć się sprawie z bliska. To co odkrywa wprawia go w osłupienie i rzuca ponownie do Afryki, gdzie przypadkiem poznaje świeżo emerytowanego wojskowego, kapitana Davida Walkera. Duet dwóch mężczyzn, o zgoła odmiennych charakterach oraz priorytetach, łączy z przypadku swe siły aby odkryć tajemnicę wzoru Moebiusa i spisek, który się za nim kryje.


Fabuła wydaje się być bardzo prosta i przewidywalna, ale potrafi nieraz pozytywnie zaskoczyć, zaś cała historia jest opowiedziana ciekawie oraz dynamicznie. Olbrzymią zaletą jest duet dwóch głównych postaci, pochodzących z zupełnie różnych grup społecznych i mających totalnie odmienne spojrzenie na świat. Rzeczowy, opanowany, analitycznie myślący i bardzo elegancki Rector przeciw mówiącemu wprost co mu leży na wątrobie, rzucającemu suche dowcipy, lojalnemu do bólu samarytaninowi w osobie Davida Walkera. Efektem jest bardzo duża dawka udanego humoru, szczególnie gdy obaj panowie omawiają wspólnie jakiś problem lub oceniają czyjąś osobę. Do tego mamy tutaj po mistrzowsku dobrany angielski dubbing, który bardzo dobrze oddaje akcent pochodzenia rozmówcy. dzięki temu mamy wrażenie ze słuchamy wypowiedzi Niemca, Francuza, Włocha czy Brytyjczyka, a nie ogólnie przyjęty amerykański język rodem z Hollywood.

Nierówności i wyboje w pięknym krajobrazie

To co razi już na samym starcie to animacja postaci oraz beznadziejnie wykonane przerywniki filmowe. Aż oczy bolą na widok tych bohomazów, które przewijają nam się po ekranie, co mocno psuje odbiór całości. Najbardziej groteskowo wypada chyba postać Walkera, który przypomina napompowanego pakera bez szyi o dziwnym rozstawieniu ramion. Podczas gry jeszcze jakoś to ujdzie, ale w trakcie animacji filmowych mamy pokaz totalnej amatorszczyzny. Aby jeszcze bardziej dobić widza, twórcy umieścili arty koncepcyjne postaci z gry, które są rysowane i wyglądają nieporównywalnie lepiej. Gdyby w takiej konwencji utrzymać całą grafikę w grze, to jej wartość wizualna zyskałaby bardzo znacznie i mogłaby stanąć w szranki nawet z The Whispered World czy Syberią.


Na szczęście plenery, lokacje i tła są wykonane bardzo porządnie i przykuwają oko. To samo tyczy się okna ekwipunku oraz dziennika zadań, ale o tym później. Warto zaznaczyć, że liczba lokacji jest naprawdę duża i bardzo różnorodna. Przyjdzie nam odwiedzić w sumie Wschodnie wybrzeże USA, Włochy, Szwajcarię, Francję i Afrykę Północną. W każdym z tych miejsc będziemy poruszać się po bardzo różnych terenach od salonów bogaczy i ich domów, przez budynki rządowe, zwykłe ulice a nawet katakumby czy podziemne labirynty. Wszystko to wygląda naprawdę świetnie, jest dopracowane, klimatyczne i udanie oddaje rzeczywiste wyobrażenie o wspomnianych miejscach. Dlatego mizerna animacja postaci (wszystkich, bez wyjątku) tak bardzo psuje cały odbiór, mając wrażenie ze patrzymy na dwie różne produkcje.


Wspomniałem o oknie ekwipunku i dzienniku zadań, gdyż warto poświęcić tym punktom więcej czasu. Sam ekwipunek jest zaprojektowany klasycznie, choć posiadamy ciekawe zakładki na oglądanie, łączenie i przyglądanie się poszczególnym elementom jego zawartości. Mimo sporej liczby przedmiotów, które możemy w różnoraki sposób wykorzystać, to nie będziemy taszczyć z sobą walizek rodem z Fallout'a, a noszone przez nas przedmioty są (w większości) podręczne. To co jednak przykuwa uwagę to telefon Rectora, w którym mamy dziennik zadań, foldery z danymi postaci, wobec których prowadzimy historyczne śledztwo, kontakty telefoniczne oraz mapę lokacji. Całość podzielono na zakładki dzięki czemu panuje tutaj porządek i szybko zorientujemy się w sytuacji. Dodatkowo każda nowa informacja jest sygnalizowana zielonym wykrzyknikiem, a na dole paska mamy dane o zdobytych w grze punktach. Te zdobywamy za zadania główne oraz poboczne z obserwacji otoczenia. Daje to graczowi miły akcent rywalizacji w grze.

Proste, choć ciekawe łamigłówki

W interesujący sposób, twórcy gry przedstawili analityczne rozumowanie Rectora, który w swej pamięci posiada istną bibliotekę. Gdy analizuje on na szybko osobę lub przedmiot, otwiera się okno w którym gracz musi do każdego z wybranych przez Rectora szczegółów dobrać jedną z trzech podpowiedzi. Gdy zrobi to poprawnie, dostajemy opis badanego obiektu, co ma bezpośrednie przełożenie na prowadzone dialogi, a czasami popchnięcie całej akcji do przodu. Dodatkowo zbieramy do kluczowych postaci dane pozwalające nam z czasem dopasować je do poszczególnych wzorców z historii. Całość jest naszpikowana prawdziwymi wydarzeniami jakie miały miejsce w historii (głównie Europy), ale też na potrzeby gry stworzono kilka postaci fikcyjnych, co jednak bardziej uważny gracz szybko wyłapie. Inne zagadki też są ciekawe, jednak brakuje tutaj większej liczby naprawdę trudnych łamigłówek, zaś ogólny poziom trudności w grze jest równy niemal zeru. Więcej napociłem się ogrywając The Longest Journej o takich produkcjach jak Still Life już nie wspominając. Tu spotkamy się z całkiem różnorodną paletą zadań, jednak nie stanowią one żadnego wyzwania dla gracza, choćby zaledwie liznął ten gatunek gier.


Historia siłą napędową

Mimo wielu, naprawdę ciężkich uchybień, to Moebius: Empire Rising oczarował zarówno mnie jak i moją Martę. Gra zjadła nam w sumie 11 godzin i nie żałujemy ani sekundy. Wszystko za sprawą, ciekawie opowiedzianej historii, wartkiej akcji oraz naprawdę porządnej dawki humoru. Do tego mnogość miejsc jakie odwiedzimy, duża interakcja z otoczeniem i świetnie zaprojektowany dziennik zadań w postaci telefonu, mocno rekompensują wady w postaci brzydkiej animacji czy niskiego (praktycznie zerowego) poziomu trudności. Jeśli podobał wam się film Skarb narodów lub lubicie kino w tym gatunku to Moebius przypadnie wam do gustu. W przypadku bardziej wymagający osób możecie odjąć od naszej oceny jedno oczko, jednak nie zmieni to faktu, że nadal będziemy mieli do czynienia z solidną produkcją.

Plusy:
+ ciekawie skonstruowana fabuła
+ mnogość i różnorodność lokacji
+ udźwiękowienie, w tym głównie angielski dubbing
+ dziennik zadań (telefon Rectora)
+ humor
+ dużo interakcji z otoczeniem
+ długa
+ sporo historii
+ kierowanie dwoma postaciami (Malachi Rector i David Walker)

Minusy:
- zerowy poziom trudności
- brzydka animacja postaci
- koszmarne, od strony wizualnej, przerywniki filmowe
- część zagadek ma nielogiczne podejście do fabuły

Ocena Marty - 8/10
Ocena Artura - 8/10

Finalna ocena - 8/10

Dziękuję wydawnictwu IQ Publishing za udostępnienie gry do recenzji.