13 lutego 2014

Mały książę

Gdy w 1943 roku Antoine de Saint-Exupery, wydał Małego księcia, znajdując się na przymusowej emigracji w USA, nie przypuszczał nigdy, że ta książka dla dzieci, skierowana jednak głównie do dorosłych odbiorców, doczeka się takiego sukcesu. Przetłumaczona na prawie trzysta języków i sprzedana w ponad 140 milionach egzemplarzy na całym świecie, a od niedawna, dzięki wydawnictwu Rebel, ukazała się gra planszowa o tym samym tytule co literackie arcydzieło. Czy planszówka ma szansę oddać podwójne oblicze, bardzo poważnych tematów poruszanych w książce? Czy też skierowana jest z myślą o dorosłych graczach? Mały książę to ciekawa pozycja, ale czy ma drugie dno? Na te pytania, drodzy czytelnicy, będziecie musieli odpowiedzieć sobie sami po lekturze niniejszej recenzji.

Sugerowana przez wydawcę cena wynosi 80 zł, co jest trochę wygórowaną kwotą, gdyż w środku znajdziemy sporo kafelków i instrukcję oraz pięć, maleńkich żetonów. Co więcej żetony do podliczania punktów są w praktyce zbędne, gdyż całość liczymy na koniec i jest to bardzo prosty proces. Komponenty umieszczono w bardzo wygodnej wyprasce, jednak jeśli obrócimy pudełko czy postawimy bokiem to i tak część kafli wypadnie z niej i zrobi nam się bałagan. Żetony natomiast są na tyle małe że bardzo łatwo je zgubić. Plansza do podliczania punktów znajduje się na denku pudełka, co jest pomysłem mocno chybionym, z którym gracze mieli już do czynienia w przypadku 51 Stanu. Na szczęście obecnie można grę nabyć na rozmaitych aukcjach za 55-63 zł, zaś sklepy internetowe oferują grę już od 60 zł w górę, co po dodaniu kosztów wysyłki jest znacznie bardziej odpowiednią ceną.

Od strony jakościowej i wytrzymałościowej gra stoi na wysokim poziomie. Szczególną uwagę przyciągają grafiki, które są kopiami ilustracji Exupery, gdyż autor książki samodzielnie ją zilustrował. Nadaje to całości niepowtarzalnego wydźwięku, budując klimat baśni oraz światów jakie zwiedzał Mały książę, podczas swej wędrówki.

Mały, wielki świat

Zasady gry są tak banalne, że nawet pięcioletnie dzieci są wstanie je opanować, choć będę grały finalnie trochę na ślepo, póki nie zapamiętają jakie połączenie obrazków przynosi punkty. Trochę starsze dzieci, połapią się w tym niemal od razu i będą liczyły na bierząco ile mają punktów, a co bardziej zmyślne, ile posiadają ich przeciwnicy, gdyż w grze wszystko jest jawne.

Na początku dzielimy kafelki wedle rewersów - wnętrze planety, dwa rodzaje krawędzi planety oraz przestrzeń kosmiczną. Każdy stos dokładnie tasujemy i tworzymy z niego osobną talię, którą układamy rewersem do góry. W zależności od liczby graczy usuwa się w ciemno określoną w instrukcji liczbę kafli z każdego ze stosów. Zaczyna najmłodszy gracz.

Gracz rozpoczynający turę wybiera dowolny sto, następnie dobiera z niego tyle kafelków ilu jest graczy i układa je odkryte na środku stołu. Wybiera jeden kafel i dokłada do budowanej przez niego planety, a następnie wybiera innego gracza, który czyni to samo wybierając z pozostałych kafelków jeden. Ostatni gracz bierze ostatni kafel i to on staje się rozpoczynającym kolejną turę. Gdy gracze skończą układać swoją planetę (4x4), podlicza się punkty, za każdą z 4 postaci jakie posiada się wokoło planety (przestrzeń kosmiczna). Dodatkowo osoba która ma najwięcej wulkanów na planecie dostaje po jednym punkcie ujemnym za każdy wulkan. Wygrywa osoba z największą sumą punktów na koniec gry.

We dwoje jest trudniej

Rozgrywka dwuosobowa jest nieco trudniejsza. Gracz rozpoczynający turę wybiera z dowolnego stosu trzy kafle, następnie wykłada dwa odkryte i jeden zakryty. Przeciwnik wybiera jeden z wystawionych kafli (albo jawny albo ten niewiadomy) i dokłada do swej planety. Potem to samo robi gracz wystawiający i zaczyna się nowa tura, którą rozpoczyna przeciwny gracz. System finalnego podliczenia punktów jest bez zmian.

Dodatkowo w grze występuje jedno stałe utrudnienie związane z baobabami i jedno które można dorzucić, a dotyczy postaci, które generują nam punkty. W przypadku baobabów, na planecie nie może rosnąć ich więcej niż dwa. Jeśli dołożymy trzeci, odwracamy wszystkie kafle z tymi drzewami, rewersem do góry, zatem cokolwiek było na tych polach przestaje istnieć. Jedna z postaci generuje punkty właśnie za takie odwrócone kafle, więc jest to też dobra droga aby zyskać zwycięstwo. Drugie utrudnienie gracze wprowadzają, kiedy znają już grę. Otóż dokładane do planety postacie generujące punkty, są zakryte, tak aby przeciwnicy nie wiedzieli co kto posiada, no chyba ze zapamiętają podczas wyboru kafelków.

Jak wzbogacić grę samemu

Mały książę ma to do siebie, ze bardzo łatwo zmodyfikować mechanikę gry w taki sposób aby zachować cały sens i główny zamysł, a jednocześnie znacząco podnieść poziom trudności gry, by dostosować go do bardziej wymagających odbiorców. Sposób jest kilka. Można po dobraniu kafelków wybrać jeden i odłożyć dla siebie zakryty, a resztę przekazać innemu graczowi. Gdy każdy ma już jeden kafel, dokłada go do planety. Inna opcja pozwala na odwrócenie wyżej opisanego zjawiska. Gracze układają swoje planety w tajemnicy przed innymi, np. za rozłożonym zeszytem lub książką, zaś cały wybór kafli jest jawny. To zmusza nas do spamiętania co dobrali inni, tak aby dobierać te kafle które nam dadzą bonusy, a innym utrudnią życie, gdyż przekażemy im kafelki dla nich całkiem nierentowne. Ostatnia modyfikacja polega na generowaniu punktów ujemnych z wulkanów u wszystkich graczy, a nie tylko tego, który ma ich najwięcej.

Nie tylko dla dzieci

Jak wspomniałem na początku recenzji, zasady są tak proste, że nawet najmłodsi są wstanie je opanować, bez mrugnięcia okiem. Jednak Mały książę to nie tylko tytuł dla dzieci, ale również dorosłych. Podobnie jak książka.

Co się podobało:
U osób znających dzieło literackie, największym zachwytem cieszyło się wykorzystanie rysunków autora książki w grze. Nadało to jej swoisty oraz unikalny klimat, który dodatkowo wzmagała mechanika. Wytrzymałość elementów oraz styl w jakim napisano instrukcję również oceniono bardzo wysoko. Dzieciom natomiast najbardziej podobało się to że mogły budować własne planety, a jednocześnie z sobą rywalizować. Do tego czas wymagany na wytłumaczenie i przyswojenie zasad przez nowych uczestników jest bardzo krótki. U starszych sporą popularnością cieszyły się modyfikacje, które znacząco wydłużyły czas gry, jak i przekrój wiekowy uczestników testów.

Co przyjęto neutralnie:
Cenę sugerowaną, którą sporo osób uznało za ciut za wysoką W końcu w pudełku było raptem 60 kafli, 5 żetonów i instrukcja. Plus wypraska, specjalnie przystosowana do tego tytułu, ale nie do końca zdająca rezultat w transporcie.

Co wkurzało:
Totalnie zbędne, a do tego malutkie i łatwe w zgubieniu, żetony do podliczania punktów, jak i plansza temu służąca na odwrocie pudełka. Było to krytykowane przez wszystkich bez wyjątku i uznano że spokojnie gra mogłaby się bez tego obejść.

Dla dużych i małych rodzin

Mały książę to bardzo udana pozycja w gatunku gier familijnych. Jest prosta, a jednocześnie skutecznie można ją utrudnić, bardziej wymagającym graczom. Ładne oraz solidne wykonanie, mechanika w pełni oddająca temat gry oraz wykorzystanie genialnych grafik autora książki, twardo bronią ten tytuł i zapewnią mu sporą żywotność na rynku. Ten doskonały obraz rysuje jednak niedociągnięcie w postaci bezużytecznych żetonów oraz nieco wygórowanej ceny. Jednak, jeśli w domu macie młodszych graczy, to polecam Małego księcia, bo to gra warta tego aby ją posiadać w domowej kolekcji.

Plusy:
+ przepiękne ilustracje Antoine'ego de Saint-Exupery
+ solidne wykonanie komponentów
+ bardzo prosta mechanika
+ świetnie i ciekawie napisana instrukcja
+ udane przeniesienie uniwersum książki na podłoże gry planszowej
+ zarówno dla starszych i młodszych graczy
+ modyfikacje nie ingerujące w główną mechanikę i cel gry
+ krótki czas gry
+ olbrzymia grywalność

Minusy:
- trochę zawyżona cena sugerowana
- bezużyteczne żetony punktacji
- plansza punktacji na spodzie pudełka

Ocena - 9/10

Wydawca: Rebel
Liczba graczy: 2-5
Wiek: 8+
Czas gry: 15 min
Cena wydawcy: 80 zł
Typ: Familijna

Dziękuje wydawnictwu Rebel za przekazanie gry do recenzji.