To już ostatni, dziesiąty, album z przygodami Wujka Sknerusa i Kaczora Donalda, który wyszedł spod ręki Dona Rosy. Artysty, będącego w oczach wielu jedynym godnym następcą Carla Barksa, a w moich człowieka, który przerósł mistrza. Prześcignął go, bo był fanem, jak zresztą sam o sobie nadal mówi. Żałuję, że jego relacje z studiem Disneya się tak mocno popsuły, że przerwał współpracę, choć studio samo było sobie winne i nie jeden uzdolniony artysta od nich odszedł. Jednak Don Rosa pozostawił po sobie niezapomniane dziedzictwo, do którego nadal wracam, tak samo jak czynią to młode pokolenia.
Strony
- Strona główna
- Unboxingi
- Book & Comics Report
- TOP 12
- Gry planszowe
- Elektroniczne gry planszowe
- Gry PC
- Dlaczego nadal gram w...
- Obejrzane w kinie
- Filmy i Seriale
- Komiksy i mangi
- Książki
- The Elder Scrolls: Legends
- Spoiler Alert
- Męskim okiem
- Pajęczym okiem
- Kuźnia Pomysłów
- Wydane książki
- Komiksowa baza danych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Disney. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Disney. Pokaż wszystkie posty
19 sierpnia 2022
12 sierpnia 2022
Kaczogród: Skarb Pizarra
Carl Barks niewątpliwie był wielkim autorem, rysownikiem i scenarzystą. Jednak dla mnie osobiście, co powtarzam na łamach mojego bloga nieraz, ważniejszy był Don Rosa. Z drugiej strony warto znać podstawy, na których Rosa się wzorował, bowiem, prace Barksa przeszły do legendy. Tworzył on przygody Kaczogrodu przez blisko 50 lat, czyli w zasadzie połowę swego życia bowiem dożył 99 lat. W tym albumie znajdują się przygody napisane w latach 1958-1959, i o dziwo większości z nich nie znałem lub zwyczajnie nie pamiętałem. Zatem była to dla mnie dość dziewicza podróż, co było ciekawym doznaniem.
5 sierpnia 2022
Wujek Sknerus i Kaczor Donald #9: Powrót trzech caballeros
To już przedostatni album Dona Rosy, który w mojej opinii przebił prace Barksa wrzucając Kacze Opowieści na nowe tory. Wmontował je bowiem w linię historyczną naszego świata, nadając całej opowieści swoistego charakteru, wiarygodności, a jednocześnie zachował unikalny styl Barksa. Do tego rysunki Rosy są obłędne, pełne drobnych szczegółów nawiązujących do popkultury, literatury, filmów i sztuki. To jest po prostu arcydzieło. Cała seria wypada znakomicie i nie inaczej jest w tym wypadku, gdzie koło zwariowanych przygód Donalda i jego siostrzeńców otrzymujemy garść nostalgicznych wspomnień Sknerusa.
15 lipca 2022
Czarodzieje i ich dzieje #1
Uniwersum Myszki Miki i Kaczych Opowieści nigdy nie było jakoś specjalnie uporządkowane. W tym drugim wypadku sprawę próbował, zresztą z ogromnym sukcesem, naprostować Don Rosa, tworząc konkretną linię czasową dla Sknerusa McKwacza oraz Kaczora Donalda. Jednak Myszka Miki raczej czegoś takiego nie doczekała. Dla mnie ta postać była zawsze odbierana jako aktor, wcielający się w różne role, któremu towarzyszą niezmiennie te same postacie. I nie inaczej widzę to we włoskiej serii "Czarodzieje i ich dzieje", napisanej przez Stefano Ambriosio. Klasyczna historia High Fantasy, nawiązująca do chyba wszystkich ikon tego gatunku.
24 października 2021
Miki i kraina pradawnych
Za dziecka nigdy nie byłem fanem Myszki Miki, głównie z tego powodu, że strasznie drażnił mnie jej piskliwy głos. Jestem osobą półgłuchą, zatem moje zdrowe ucho jest niezwykle wrażliwe na szumy oraz wysokie dźwięki. To bardzo utrudniało słuchanie głosu tej postaci, zatem szybko moim ulubieńcem stał się Kaczor Donald. Ciężko go nieraz było zrozumieć, ale przynajmniej nie bolała mnie głowa. Poza tym mój charakter jest trochę podobny do tego co prezentuje sobą ten kaczor. Mimo wszystko zdecydowałem się sięgnąć po komiks "Kimi i kraina pradawnych", głównie z powodu jego warstwy artystycznej i... nie zawiodłem się. Bowiem koło przecudnych ilustracji dostałem tutaj naprawdę dobrze napisaną historię.
19 lipca 2019
Obejrzane w kinie #5: Król Lew (2019)
Byłem wczoraj na pokazie wieczornym w kinie Helios, obejrzałem wersję z angielskim dubbingiem i powiem wprost. Mimo kilku plusów oraz niewielkich oczekiwań, seans wymęczył mnie niemiłosiernie. Po raz pierwszy oglądałem przygody Simby bez cienia emocji, a na scenie śmierci Mufasy nie czułem nic. Tak, moi drodzy, dla mnie tegoroczny "Król Lew" to wydmuszka. Ładna, choć i na tym polu zdarzają się uchybienia, ale to jest zwykła wydmuszka. Po wyjściu z kina, gdy wróciłem z moją Martą do domu, nalałem naszej dwójce wina, odpaliłem z DVD "Króla Lwa" z 1994 roku i oboje bawiliśmy się oraz, co ważniejsze, ponownie przeżywaliśmy tą historię (będącą kopią "Kimba: Biały lew") z pełnym wachlarzem emocji. Nim zaczniecie jednak ciskać we mnie gromy, stając w obronie tego... czegoś, bo "Królem Lwem" jest to tylko z tytułu na plakacie, przeczytajcie na chłodno moją opinię. Tak, będzie bardzo gorzka, ale jako fan aktorskich filmów Disneya, ogromny fan aktorskiej "Księgi dżungli" oraz zakochany po uszy w tegorocznym "Aladynie", muszę powiedzieć to z pełną świadomością - twórcy nowego "Króla Lwa" schrzanili absolutnie wszystko, co tylko można było spieprzyć w tej opowieści. Zacznijmy jednak od plusów, bo te niewątpliwie są, choć w zasadzie tylko dwa. No dobra, niech będzie, że są cztery.
29 maja 2019
Obejrzane w kinie #1: Aladyn (2019)
Przyznaję, że wybierając się we wtorkowy wieczór do kina Helios w Opolu, nie miałem co do "Aladyna" jakichkolwiek oczekiwań. Czemu? Bowiem ogromna ilość recenzji mówiła w kółko, że to nijak ma się do animacji z 1992 roku, że postacie są płaskie i jednowymiarowe, piosenki po prostu poprawne, a tak w ogóle to nie czuć klimatu z dzieciństwa. Powtarzało się też, niczym mantra, jedno sformułowanie: "Disney zjada własny ogon i brak mu pomysłów na nowe filmy". Wiecie, dla mnie tak nie jest, bowiem aktorskie wersje ich animacji uważam za jedne z najlepszych i dojrzalszych baśni filmowych ostatnich 3 dekad. I to jest właśnie pomysł na coś nowego, a "Aladyn" od Guya Ritchie tylko to udowadnia. Tak, jestem tą osobą, która zakochała się w tym filmie i dostała w kinie w końcu coś nowego, bazującego jednocześnie na moich sentymentach do dzieciństwa. Zatem jeśli nie chce wam się czytać mojej dość długiej listy pochwał dla tego filmu, to mówiąc wprost - "Aladyn" to przepiękna, mądra oraz jednocześnie nostalgiczna arabska baśń, gdzie każda z postaci ma dużo do powiedzenia. I robi to dobrze. A teraz powiem wam, dlaczego tak to widzę :)
24 grudnia 2018
Opowieść wigilijna Myszki Miki
W roku, w którym przyszedłem na świat, miała premierę jedna z moich ulubionych animacji Disneya. Mowa o "Opowieści wigilijnej Myszki Miki" z 1983 roku. Film zagościł w mym sercu od pierwszego obejrzenia go w 1989 roku, gdy wujek przemycił go z Zachodniej strony. A przynajmniej tak brzmiała oficjalna wersja moich rodziców :) Był po angielsku, w bardzo słabej kopii, ale nie miało to znaczenia. Sknerus McKwacz w roli Ebenezera Scrooge'a, Myszka Miki jako jego pomocnik Bob Cratchit, czy Kaczor Donald w roli pełnego optymizmu siostrzeńca Scrooge'a. Dziś nadal kocham ten film równie mocno, ale patrzę na niego przez pryzmat ludzi go dubbingujacych. W oryginale wystąpili między innymi Alan Young, Will Ryan, Hal Smith, czy Wayne Allwine. W polskiej wersji natomiast Piotr Grabowski, Jarosław Boberek, Eugeniusz Robaczewski oraz Krzysztof Tyniec. Oprócz nich wiele, wiele innych osobistości świata dubbingu, budując wraz z Burny Mattisonem, odpowiedzialnym za reżyserię i scenariusz, magiczne święta w domu niejednego dziecka. Dziś postanowiłem przypomnieć o nim na moim blogu.23 czerwca 2017
Feel the Magic
Piosenki z animacji Disneya są nieśmiertelne i wielu wokalistów wykonuje ich covery. You Tube jest wręcz zawalony takimi materiałami, zaś na scenach teatrów muzycznych, filharmonii czy amfiteatrów plenerowych nieraz występują artyści różnej marki, śpiewający piosenki z tych bajek. W letnią Noc Kultry, która odbyła się w Opolu 16 czerwca, Filharmonia Opolska zorganizowała kameralny koncert "Feel the Magic!", gdzie dwoje artystów - Sylwia Banasik i Maciej Pawlak - w takt muzyki granej na fortepianie przez Adama Sychowskiego, zaśpiewali garść piosenek z filmów "dla dzieci". Sam fakt, że sala była zapełniona po brzegi i średnia wiekowa publiki oscylowała w granicy trzydziestki, najlepiej świadczy o popularności tego typu spektakli. Niestety włodarze filharmonii chyba nie docenili zainteresowania ludzi, bo miejsca zabrakło momentalnie.
13 kwietnia 2017
Piorun
Gdy "Piorun" wszedł do kin było o nim głośno. Nie tylko dzieło Pixara, co już samo w sobie było wyznacznikiem jakości, ale również w 3D, choć już wtedy zaczynało wychodzić coraz więcej filmów w tej technologii. Dziś jest ona powszechna i rozwinęła skrzydła, jednak nadal wiele osób woli oglądać filmy w 2D ponieważ mniej męczą oczy. No i bilety są tańsze. Jednak "Piorun" na tym polu się nie zestarzał i po dziś dzień wygląda dobrze. Zresztą jeśli idzie o warstwę wizualną to niemal wszystkie dzieła Pixara są ponadczasowe. Co jednak ze scenariuszem? Cóż, tutaj już tak różowo nie jest. W dniu premiery nie powalał jakoś świeżością i unikalnością, a mimo to film umie przykuć uwagę widza, choć nie za sprawą tytułowego psa, a kotki oraz chomika. Wróćmy zatem do przygody jaką przeżyli Piorun, Marlenka i zwariowana kula puchu zwana Attylą.
22 czerwca 2016
Zwierzogród
Ostatnimi czasy zacząłem powątpiewać w powrót animacji, które zarówno bawiły jak i uczyły. Efekt ten pogłębiło, dla mnie naprawdę drętwe oraz zwyczajnie słabe, W głowie się nie mieści, promujące bezstresowe wychowanie, gdzie wyolbrzymia się sztucznie problemy zamiast się im przeciwstawić. Jednak na początku tego roku na horyzoncie zaświtał Zwierzogród, czy też raczej Zootopia, co o wiele lepiej oddaje charakter tej produkcji. Niby bajka dla dzieci, a tak naprawdę dostajemy rasową komedię kryminalną, pokroju Gliniarza z Beverly Hills czy Zabójczej broni, z tym wyjątkiem, że tutaj nikt do nikogo nie strzela. No... prawie.
29 kwietnia 2016
Księga Dżungli (2016)
Ostatnia fala tworzenia filmowych baśni pod starszego widza, wypadła bardzo obiecująco. Co prawda mieliśmy kilka potknięć, jednak w ogólnym rozrachunku jest coraz lepiej. Przyszedł zatem czas na Księgę Dżungli, a konkretniej jej animowaną adaptację, którą Disney stworzył w 1967 roku. Nie ma zatem mowy o przeniesieniu na ekrany kina książki Kiplinga (choć wytwórnia zrobiła to z powodzeniem w 1994), co nie oznacza, że dostaliśmy kiepski film. Wręcz przeciwnie. Jest o wiele lepiej niż mogłem się spodziewać i Disney po raz kolejny udowodnił, że w jego studiu zasiadają genialni artyści.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





