Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obejrzane w kinie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Obejrzane w kinie. Pokaż wszystkie posty

19 lipca 2019

Obejrzane w kinie #5: Król Lew (2019)

Byłem wczoraj na pokazie wieczornym w kinie Helios, obejrzałem wersję z angielskim dubbingiem i powiem wprost. Mimo kilku plusów oraz niewielkich oczekiwań, seans wymęczył mnie niemiłosiernie. Po raz pierwszy oglądałem przygody Simby bez cienia emocji, a na scenie śmierci Mufasy nie czułem nic. Tak, moi drodzy, dla mnie tegoroczny "Król Lew" to wydmuszka. Ładna, choć i na tym polu zdarzają się uchybienia, ale to jest zwykła wydmuszka. Po wyjściu z kina, gdy wróciłem z moją Martą do domu, nalałem naszej dwójce wina, odpaliłem z DVD "Króla Lwa" z 1994 roku i oboje bawiliśmy się oraz, co ważniejsze, ponownie przeżywaliśmy tą historię (będącą kopią "Kimba: Biały lew") z pełnym wachlarzem emocji. Nim zaczniecie jednak ciskać we mnie gromy, stając w obronie tego... czegoś, bo "Królem Lwem" jest to tylko z tytułu na plakacie, przeczytajcie na chłodno moją opinię. Tak, będzie bardzo gorzka, ale jako fan aktorskich filmów Disneya, ogromny fan aktorskiej "Księgi dżungli" oraz zakochany po uszy w tegorocznym "Aladynie", muszę powiedzieć to z pełną świadomością - twórcy nowego "Króla Lwa" schrzanili absolutnie wszystko, co tylko można było spieprzyć w tej opowieści. Zacznijmy jednak od plusów, bo te niewątpliwie są, choć w zasadzie tylko dwa. No dobra, niech będzie, że są cztery.

20 czerwca 2019

Obejrzane w kinie #4: Laleczka

Naprawdę nie wierzę, że to piszę, ale nowa wersja "Child's Play", u nas zatytułowana jako "Laleczka", nie tylko jest dobrym filmem. To godny następca swego oryginału z 1988 roku, u nas szerzej znany pod tytułem "Laleczka Chucky". Początkowo marudziłem na nowy, polski tytuł, miauczałem po obejrzeniu trailera i nie miałem zbyt wygórowanych oczekiwań. Jednak dzisiejszy seans na premierowym pokazie w Kinie Helios, muszę uznać za wyjątkowo udany. Cholera, bawiłem się tak dobrze, że mam ochotę wybrać się na ten film jeszcze raz. Niekoniecznie na drugi dzień, ale tak za tydzień lub półtora na pewno. Czemu? Bo obraz w reżyserii Larsa Klevberga, do którego scenariusz napisał Tyler Burton Smith, jest bardzo umiejętnym połączaniem klasycznego slashera z groteską. Można by rzec, że to nieco taki dzisiejszy "Krzyk", który śmiał się sam z siebie, a przy tym dał widzom pełnokrwistą rozrywkę. Dokładnie to samo robi "Laleczka", przy okazji puszczając oko do widza za pomocą tony easter eggów.

8 czerwca 2019

Obejrzane w kinie #2: X-Men: Mroczna Phoenix

Wczoraj w nocy byłem na premierowym pokazie "X-Men: Dark Phoenix", który miał zakończyć niemal 20 lat kinowej opowieści o mutantach. Gdybym miał ten film opisać jednym słowem, to brzmi ono - crap. Przy tym potworku 8 sezon "Gry o tron" jest spełnieniem najskrytszych marzeń fanów oraz scenariuszowym arcydziełem. Chciałem tą recenzję napisać wczoraj po północy, gdy wróciłem do domu, ale zwyczajnie nie miałem siły. Do tego był jeszcze inny problem. Po wyjściu z sali nie pamiętałem prawie nic z filmu, gdyż jest on tak naprawdę zlepkiem.... no właśnie czego? Kina superbohaterskiwego raczej nie. Kina akcji też nie. Cholernie ciężko mi cokolwiek napisać na temat tego filmu, aby to brzmiało jakoś składnie, ponieważ jest on tak koszmarnie napisany oraz zmontowany. Jest to debiut reżyserski Simona Kinberga, który dotąd był producentem filmowym. Tak, facet nie ma na swoim koncie nagranej nawet reklamy piwa, a zaczął swoje pierwsze kroki od nakręcenia wielkiego finału historii mutantów ze szkoły Charlesa Xaviera. Dlatego moje oczekiwania wobec tej produkcji były niskie, ale nawet to nie wystarczyło, aby dać mi choćby odrobinę radości z seansu.

29 maja 2019

Obejrzane w kinie #1: Aladyn (2019)

Przyznaję, że wybierając się we wtorkowy wieczór do kina Helios w Opolu, nie miałem co do "Aladyna" jakichkolwiek oczekiwań. Czemu? Bowiem ogromna ilość recenzji mówiła w kółko, że to nijak ma się do animacji z 1992 roku, że postacie są płaskie i jednowymiarowe, piosenki po prostu poprawne, a tak w ogóle to nie czuć klimatu z dzieciństwa. Powtarzało się też, niczym mantra, jedno sformułowanie: "Disney zjada własny ogon i brak mu pomysłów na nowe filmy". Wiecie, dla mnie tak nie jest, bowiem aktorskie wersje ich animacji uważam za jedne z najlepszych i dojrzalszych baśni filmowych ostatnich 3 dekad. I to jest właśnie pomysł na coś nowego, a "Aladyn" od Guya Ritchie tylko to udowadnia. Tak, jestem tą osobą, która zakochała się w tym filmie i dostała w kinie w końcu coś nowego, bazującego jednocześnie na moich sentymentach do dzieciństwa. Zatem jeśli nie chce wam się czytać mojej dość długiej listy pochwał dla tego filmu, to mówiąc wprost - "Aladyn" to przepiękna, mądra oraz jednocześnie nostalgiczna arabska baśń, gdzie każda z postaci ma dużo do powiedzenia. I robi to dobrze. A teraz powiem wam, dlaczego tak to widzę :)