17 maja 2019

Ptyś i Bill #2: Śmiech to zdrowie!

No i drugi album tej serii za mną. Czy spełnił moje, tak dość niskie, oczekiwania? Cóż... niespecjalnie. Ostatni rozdział faktycznie to uczynił, ale pierwsze dwa są w praktyce powtórką tego co już czytałem. Tak, można się pośmiać. Tak, jest to wszystko ładnie narysowane. I tak, jest trochę zupełnie nowych gagów. W sensie nowych, jak dla "Ptysia i Billa", bowiem na tle konkurencji, to w zasadzie klisza goni kliszę. Nie uważam tego komiksu za zły, ale nadal to rasowy średniak. W praktyce ten krótki wstęp mógłby wystarczyć wam za recenzję całości. Jednak chce być rzetelny, więc wyłożę kawę na ławę i powiem, co mi nie pasowało.

Po pierwsze za dużo tego samego. Wiecie - udany dowcip śmieszy, ale gdy opowiada się go w kółko, to część publiki zacznie w końcu nużyć. Ja zaliczam się właśnie do tych ziewających, choć jeszcze nie znalazłem się w rzędzie słodko śpiących. Tymi notorycznie przewijającymi się żartami jest uporczywe kąpanie psa, nieporadność (niemal we wszystkich codziennych obowiązkach) ojca Ptysia i jego stereotypowe zamiłowanie do futbolu. Wiecie, niby ma to wyglądać jak sekwencja tłuczenia Rzymian przez Asteriksa i Obeliksa, ale tam zawsze jest jakaś ciekawa sytuacja, czy nowa okoliczność. Tutaj natomiast oba te czynniki zaczęły się już kopiować. Gdy trzeci raz z rzędu oglądam tą samą scenę, np. wynoszenie balii i przyborów do kąpania psa, a jedynie osoba wynosząca się zmienia, zaś cała sytuacja jest taka sama, to dla mnie jest to nudne.

Niemniej mamy kilka nowych perypetii, trochę więcej gagów związanych z szkołą Ptysia i jego kumplami. Ciekawie wypada przy tym ostatni rozdział, który opisuje nam cztery pory roku. Tutaj jest naprawdę zabawnie i mimo że część motywów się powtarza, to jednak mają one inny wydźwięk, przez świetnie poprowadzony temat. Nie jest on też ciągnięty w nieskończoność, bo na każdą z pór poświęcono mniej więcej tyle samo stron. Szkoda, że tak nie uczyniono z każdym z rozdziałów, wtedy naprawdę komiks tylko by na tym zyskał.

Podsumowując, to nadal średniak. Ładny, nawet śmieszny, ale mimo wszystko nie wybijający się na tle innych tytułów. Niemniej młode pokolenie czytelników komiksów oraz osoby dopiero próbujące swych sił w tym medium, zachęcam do sięgnięcia po "Ptysia i Billa". Nie znając innych tytułów z tej grupy, jest spora szansa, że będziecie się wyśmienicie bawić, a kiedy sięgniecie po lepsze (choć to kwestia gustu) serie, to będziecie mieli dobre porównanie. Na pewno sensowniej iść w tym kierunku niż odwrotnie. 

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza