6 października 2016

Armada #4: Talizman demonów

Czwarty tom Armady jest jednym z najważniejszych w całej serii, bowiem to w nim rozpoczyna się jednaj z najdłuższych intryg w jakie wpakowała się Navis. Będzie się ciągnąć jako główna lub poboczna oś fabularna przez blisko kolejnych dziesięć tomów, aż do morderczego finału. Jednak to tutaj, na planecie gdzie dominuje epoka średniowiecza, rozegra się wstęp do całego dramatu. Bardzo poważny, czym autorzy tylko udowodnili że Armada nie jest pisana pod młodą publiczkę, a skierowana do dojrzałego odbiorcy. Talizman demonów jest jednocześnie świetną przygodą o podłożu kryminalnym jak i opisującym walkę o wolność zniewolonych ludów. Tym samym seria nawiązuje po raz kolejny do historii Europy, co robi w sposób naprawdę udany. A wszystko zaczyna się nad pewnym wodospadem...

Navis, wraz z grupą przyjaciół otrzymują zadanie odnalezienia zaginionych naukowców na planecie Hurumaru. Mieli oni za zadanie sprawdzić czy inteligentne rasy zamieszkujące planetę kwalifikują się do poznania Armady, zaś sam świat do pokojowej kolonizacji. Grupa wysłana przez Rib'wunda, wojskowego zwierzchnika i zarazem przyjaciela głównej bohaterki, wyrusza na poszukiwania trafiając niemal od razu w sam środek wojny. Otóż zniewolone rasy pod przywództwem wojowniczki Monevy, postanowiły przeciwstawić się ciemiężycielom i po serii sukcesów jej wojska zdobyły jedno z największych miast Pięciu Ras. Navis, Bobo i reszta kompanii musi zatem w pośpiechu odnaleźć badaczy, jednak szybko okazuje się że cały konflikt ma swoje drugie dno, które jest bardzo mroczne.

Główna intryga jest skrzętnie skryta na dalszym planie przez prawie połowę albumu. Dzięki temu czytelnik zostaje nielicho zaskoczony, gdyż mimo domyślania się kilku elementów sedno problemu pozostawało dla niego tajemnicą. Ta jest naprawdę ciekawa i po ujawnieniu zamienia opowieść w rasowy thriller, w którym nikt nie ma czystych rąk. W tym punkcie ujawnia się naiwność Navis, pozwalająca jej wierzyć że rasa ludzka jest szlachetna, praworządna i kierująca się doktryną prawdomówności. Widać że nigdy nie obcowała z swymi pobratymcami czego nie omieszkał wytknąć jej Snivel.

Ciekawym elementem jest dwustopniowość całej fabuły. Z jednej strony mamy spisek w szeregach Armady, a zaraz obok toczącą się wojnę na Hurumarze. Co prawda obie te historie się zazębiają, jednak czytelnik ma wrażenie jakby były prowadzone oddzielnie. To daje ciekawy efekt zaskoczenia, bo gdy myślimy że fabuła zmierza ku końcowi, nagle zaczyna się szereg scen akcji w iście hollywoodzkim stylu. Niemniej czytelnik nie czuje się w tym wirze wydarzeń zagubiony i doskonale wie która z postaci gdzie przebywa i czym się zajmuje.

Skoro o postaciach mowa, to ten tom przedstawia nam kilku bohaterów ważnych dla całej serii. Mowa głównie o dwóch agentach - psowatym Komerinem oraz klasycznym kosmitą imieniem Juaiz. Pierwszy z nich to rasowy moczymorda, zabijaka, ale też nie boi się ryzykować własnego życia dla ratowania przyjaciół oraz towarzyszy broni. Gość nie ma w słowniku takich słów jak umiarkowanie, dyskrecja czy ogłada, za to wprowadza sporą dawkę scen humorystycznych i nie boi się kpić z przeciwnika nawet w obliczu śmierci. Juariz jest jego całkowitym przeciwstawieniem. Skrupulatny, opanowany i zawsze planujący swoje ruchy, przez co czasem jest zbyt przewidywalny. Mimo wielu różnic obaj uwielbiają Navis i szybko stają się jej wiernymi przyjaciółmi oraz towarzyszami broni, stając się nierozerwalną częścią świata dziewczyny.

Talizman demonów pokazuje dojrzałość serii i wprowadza ją na drogę kryminalnych zagadek. Wiele wątków pozostaje tutaj otwartych, zaś finał daje czytelnikom nadzieję na porządną kontynuacje. Po lekturze tego albumu widzimy prawdziwe oblicze Rady Armady oraz zastanawiamy się czy osoby które dotąd braliśmy za potwory nie są jedynie pionkami w całej machinie galaktycznej polityki. Pozwala nam to snuć najróżniejsze teorie spiskowe, co tylko podsyca apetyty.

Ocena  - 9/10