24 sierpnia 2016

Testując Apokalipsę

Czy zastanawialiście się kiedyś jak bardzo jesteście uzależnieni? Nie od papierosów, wódki czy seksu, ale innych, bardziej niewinnie wyglądających używek jak samochód, praca, pogoń za modą czy chęć wpasowania się w "jedyną słuszną wizję świata". Testując Apokalipsę to komiks trudny, głównie z powodu abstrakcyjnego przedstawienia naszych codziennych, wielkomiejskich słabości oraz nałogów. Jednocześnie jest na tyle ważny, że każdy, szczególnie zaś "Pan/Pani z Wielkiego Miasta", powinien go przeczytać. Dotyka on bowiem spraw, uchodzących w pewien sposób za tabu. No bo przecież ja mogę to rzucić w każdej chwili, mogę się bez tego obejść. Ile razy sobie powtarzamy to kłamstwo, wrzucając je potem do szuflady z gigantycznym napisem "Nie otwierać". Właśnie na tym polega nasze codzienne tabu, ludzi z Wielkiego Miasta, światowych i wykształconych. Sami tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy, że jesteśmy tylko szczurami laboratoryjnymi umieszczonymi w wielkim, betonowo-szklanym labiryncie nad którym unosi się jaskrawy neon krzyczący "Apokalipsa". To tabu łamie w swej pracy Tom Kaczynski, w ciekawy i bardzo dosadny sposób obrazując nasze codzienne nałogi.

Na komiks składa się kilkanaście opowieści, jednak nie będę tutaj omawiał każdej z osobna gdyż nie ma to najmniejszego sensu. Część z nich jest krótka i zajmuje zaledwie jedną stronę inne po kilka lub kilkanaście kartek. W części z nich poruszana jest ta sama przywara lub ich zbiór, jednak koncentrując się na innym źródle, z którego się wywodzą. Autor postarał się aby czytelnik mógł swobodnie odróżnić od siebie poszczególne opowieści. Każdej poświęcił odpowiednio dużo miejsca na tytuł, często zajmujący dwie strony co też jest celowym zabiegiem, oraz dał inny kolor dominujący. w jednej jest to czerwony, w innej pomarańczowy a w jeszcze innej fioletowy czy zielony. Reszta zaś jest czarno-biała, co świetnie kontrastuje z wepchniętym, jakby nieco na siłę kolorem, stanowiącym coś w rodzaju symbolu danego nałogu. Przynajmniej tak to można interpretować, gdyż Kaczynski na tym polu pozostawił czytelnikom naprawdę ogromną swobodę w działaniu.

Jedną z najczęściej przewijających się chorób, jest utrata samodzielności. Chodzi tutaj głównie o samodzielne i w pełni świadome podejmowanie decyzji, ważnych dla naszego codziennego życia. Autor pokazuje jak człowiek żyjący w wielkim mieście staje się błyskawicznie podrzędną mrówką, swoistą robotnicą, która ślepo wykonuje rozkazy dla dobra koloni. Nie umie i nawet nie chce, sprzeciwić się temu procederowi, bo przecież tak musi być. To jest naturalne oraz logiczne. W ten sposób zatraca swoją świadomość, swą unikalność i podąża za tłumem robiąc to co on i dając sobą manewrować w myśl woli "Królowej". Wszak tak powinno być, bo przecież z każdej strony jesteśmy bombardowani pochwałami nad właśnie tą formą postawy. Samodzielność jest zła bo wyłamujemy się z ogółu wielkomiejskiego społeczeństwa.

Z tego wypływa kolejny nasz nałóg - pogoń za poparciem społecznym. Stereotypy nie biorą się znikąd, a milion much nie może się mylić. Cały ten sztuczny twór sprawia, że czujemy się jak przybysz z innej planety, na przykład Marsa. Jesteśmy obcy w miejscu, które powinniśmy uznawać za dom i wszystko wskazuje na to że zwyczajnie przespaliśmy swoje życie. Gdy zaś się budzimy nie rozumiemy za bardzo co się wokół nas dzieje, więc idziemy za tym co modne i robimy to co inni. Zaczynamy nabywać, nabywać i nabywać, a Wielkie Miasto tylko na to czeka. Na swoich konsumentów, którzy bez opamiętania będą wydawać ciężko zarobione pieniądze aby mieć to co inni. Bo tak trzeba. Bo tego wymaga duch nowej, wspaniałej epoki technologii cyfrowej.

Ten element również nie pozostał pominięty przez autora co pokazuje dobitnie w pierwszej historii, zatytułowanej 100.000 mil. Obnaża on trzy największe używki człowieka "sukcesu". Pracę, w której występujemy w roli robota, pogoń za iluzją oraz nasze wręcz chore uzależnienie od motoryzacji. Pokazuje też cały proces prowadzący do tego, że te nałogi zostają zaszczepione u nas już od lat dziecięcych. Sprawna machina miejska, której arterie wypełniają pojazdy pełne ludzi jadących do pracy w wielkich korporacjach, nie mogłaby funkcjonować bez swej propagandy zwanej reklamą. To właśnie ta siła sprawia, że w końcu przestajemy myśleć samodzielnie i stajemy się pacynką na sznurkach, która szuka bezpieczeństwa w iluzji na przedmieściach lub w małym pojeździe. Choć i ten może nas w końcu zwieść.

To tylko kilka z przymiotów człowieka z Wielkiego Miasta jakie opisuje komiks. Jest tego znacznie więcej, a dzieło Toma Kaczynskiego niesie nie tylko naukę, ale także nadzieję. Nadzieję na to że w końcu wybudzimy się z tego snu, przejrzymy na oczy i zaczniemy oddychać pełną piersią. Nie zrezygnujemy z pracy w korporacji, ale jednocześnie nie zabijemy swych marzeń. Nadal będziemy jeździć samochodem, jednak przestaniemy go traktować jak azyl i nieraz przesiądziemy się do komunikacji miejskiej. A co najważniejsze daje nadzieję, ze w końcu zaczniemy podejmować świadome decyzje z pełną wiedzą o ich konsekwencjach. Bo tego współczesnemu, cywilizowanemu człowiekowi z Wielkiego Miasta najbardziej brakuje.

Ocena - 10/10