7 sierpnia 2016

Bajkogra: Baba Jaga

Jakiś czas temu recenzowałem przygody Jasia i Małgosi, którzy pojawili się na łamach serii komiksowej Grimm Fairy Tales, przeznaczonej dla dorosłego odbiorcy. Tym razem wszystko będzie na odwrót. Zamiast komiksu gra, w miejscu rodzeństwa wystąpi wiedźma, zaś sam produkt tym razem skierowano do najmłodszych. No i pozostałą jeszcze kwestia oceny, gdyż ta... powiedzmy delikatnie jest bardzo odmienna od noty jaką wystawiłem komiksowi. Ogrywając drugi tom Bajkogry liczyłem na coś na miarę tego co pokazał trzeci album, czyli Żółw i Zając. Niestety srogo się przeliczyłem, gdyż w przypadku Baby Jagi, mamy ten sam mankament co u Trzech Małych Świnek - wszystko pięknie wygląda na papierze, ale w praktyce to kompletnie nie działa.

Zaklęcia i dzieci

W czystej teorii mamy tutaj połączenie mechaniki memory z grą zręcznościową, a wszystko to odbywa się w ograniczonym czasie. Brzmi fajnie? Pewnie, że tak i dlatego z olbrzymia chęcią zasiadłem do tego tytułu chwilę po tym jak go otrzymałem. Otworzyłem instrukcję, zagłębiłem się w zasady i wtedy zapaliła mi się czerwona lampka.Punktem wzbudzającym alarm było połączenie toru lotu czarownicy, którym naprzemiennie operowali w jednej rudzie gracze, z polem na którym szukamy surowców pod kartę zaklęcia. Wszystko wyglądało tak pięknie, że aż nie realnie.

Przygotowanie gry zajmuje chwilę. Najpierw układamy X z kafli czarownicy, zaś w jego bokach w formie trapezów pola lasu. Na jednym, dowolnym skrajnym polu toru lotu ustawiamy pion baby Jagi, zaś każdy gracz otrzymuje 3 karty zaklęć które kladzie przed sobą zakryte w formie stosu. Dodatkowy kafel toru lotu oraz kafelek chatki czarownicy stawiamy koło pola gry zaś nadmiarowe karty odrzucamy, bez oglądania, do pudełka. Wybieramy pierwszego gracza i zaczynamy rozgrywkę.


Aktywny gracz odkrywa wierzchnią kartę swego zaklęcia i musi znaleźć 3 z 4 składników na kafelkach lasu. Każdy kafel posiada podpowiedź co się znajduje na jego spodzie, więc z czasem zapamiętanie co gdzie jest schowane. Na odkrycie poprawnej kombinacji ma ograniczony czas, a ten odmierzają... inni współgracze. Otóż naprzemiennie przestawiają oni pion wiedźmy o jedno pole w linii prostej na torze lotu. Gdy dotrze do jego końca musi zawrócić w kierunku pola startowego. jeśli an nie wleci czas gracza szukającego się skończył i jeśli nie ułożył on zaklęcia karta wędruje na sód jego talii.

W teorii wygląda to fajnie, do tego mamy zabezpieczenia przed oszustwem w formie wyraźny wskazówek jak poruszać pionkiem czy szukać zaklęć. Gracz szukający może operować tylko jedną ręką i zawsze musi najpierw zasłonić kafel który posiada błędny składnik. Osoby sterujące Babą Jagą  muszą przemieszczać jej pion na zmianę, również do tego wykorzystując tą samą rękę. Nawet jeśli będziemy trzymać się sztywno tych zasad, co przy dzieciach graniczy z cudem, to i tak dojdzie do spięć oraz blokowania sobie rąk nad polem gry. To błyskawicznie przeradza się w konflikt oraz nie rzadko kłótnię. Musimy jednak mieć na uwadze, że bardzo mało dzieciaków przestrzega w takich grach zasad fair play i większość stara się minimalnie oszukiwać lub naginać zasady na swoja korzyść. W tym wypadku tylko pogłębia to i tak już zaistniały na początku gry problem. Sytuacja wygląda jeszcze gorzej przy rozgrywkach dwuosobowych, gdzie gracz sterujący wiedźmą musi nią poruszać na przemian oboma rękoma. Najpierw lewa, potem prawa i tak dalej. Wedle instrukcji powinien cofnąć rękę i położyć ją na stole zanim ruszy druga. Jestem ciekaw w jakim świecie żył projektant, bo chyba nie miał zbyt wielkiego doświadczenia z dziećmi. Dorosłego trudno zmusić do przestrzegania tej reguły, a jej łamanie potrafi być zarzewiem kłótni, a co tu dopiero mówić o przedszkolakach.


To wszystko sprawia, że nad polem gry błyskawicznie powstaje las blokujących się rąk czemu wtóruje żywa dyskusja, mogąca szybko przerodzić się w kłótnię. Na dodatek szybko zapamiętamy co kryje w sobie poszczególny kafel lasu co tylko ułatwi nam zadanie. Co prawda każde rzucone zaklęcie daje jakiś efekt w grze, ale nie zmienia to obrazu sytuacji na lepsze. Jest też opcja utrudnienia rozgrywki po przez konieczność odkrycia wszystkich czterech składników z karty, choć w praktyce nie stanowi to żadnego problemu.

Bubel z piernika

Baba Jaga to niestety mocny niewypał. nie wiem do kogo można by ten tytuł zaadresować. Dorośli czy starsi gracze szybko będą się przy nim nudzić, dzieci kłócić, a maluchy nie ogarną współpracy, co też w końcu doprowadzi do konfliktu. Gra przepięknie wygląda na papierze, ale praktyka pokazuje coś zupełnie innego. Mam wrażenie, że autor testował (o ile w ogóle to robił) grę tylko w swoim rodzinnym zamkniętym gronie nie biorąc pod uwagę jak najczęściej mogą się zachować dzieciaki nie mające na co dzień do czynienia z grami planszowymi. w efekcie tego wyszedł złom, który zapewne szybko umrze, a szkoda bo mogła być to ciekawa zabawa nie tylko dla najmłodszych.

Plusy:
* ładna oprawa graficzna
* solidne wykonanie elementów

Minusy:
* słaba regrywalność
* plątanina rąk nad polem gry
* nieprzemyślana mechanika
* rozgrywka podatna na tworzenie kłótni przy stole, nawet jeśli przestrzegamy zasad
* wypada beznadziejnie w rozgrywkach dwuosobowych
* szybko idzie się nauczyć co skrywa dany kafelek lasu
* pion wiedźmy przypomina Matrioszkę, a nie Babę Jagę

Ocena - 1,5/10