27 czerwca 2016

Wieczna wojna #3: Major Mandella

Ostatni tom Wiecznej wojny rozgrywa się na przestrzeni blisko tysiąca lat. Ma to miejsce za sprawą podróży czasoprzestrzennych, z wykorzystaniem tuneli kolapsarowych, a więc obszarów, gdzie statek może przemieszczać się z prędkością światła. W ten sposób dochodzi zjawiska zwanego Paradoksem Czasowym opisanym w połowie XX wieku przez Einsteina. Jednak ten element jest tylko zgrabnym pretekstem do pokazania ludziom innego przeskoku czasu, innej teorii względności, jaka faktycznie rozgrywa się na Ziemi po dziś dzień. Odbioru wojny przez ludzi na froncie, względem tego jak odczuwają ją ci, siedzący daleko, w bezpiecznym domu. Major Mandella opowiada historię ludzi, dla których czas się zatrzymał, więżąc ich w okopach Wiecznej wojny.

Mandella ze względu na swój staż w wojsku oraz fakt, że jest jednym z nielicznych ludzi, którzy brali udział w pierwszej walce z Bykarianami i na dala żyje, został awansowany na oficera. Nie chciał tego, ale jak sam zauważa, wojna to okres szybki awansów, masowej utraty szeregowców i nadwyżki podoficerów. Od czasów szkolenia na Cerberusie oraz wydarzeń na Alephie, minęło kilka stuleci, jednak dla Williama Mandelli czas ten był liczony w latach. Sprawiło to, że nie znał innego życia poza wojną. Nocami tęsknił do Marygay, którą utracił gdy armia przeniosła ją w inny rejon. Nie miał pojęcia czy jeszcze żyje, gdyż dowództwo wyznaczyło jej stanowisko na planecie, zaś Mandela nadal wykonywał akcje w dalekich sektorach galaktyki oraz głębokim kosmosie. Jednym z takich miejsc jest planeta Sade 138, znajdująca się w Mgławicy Magellana. Miejsce daleko od domu, wysunięty przyczółek, o który należy stoczyć krwawy bój. Tylko w imię czego?

Trzeci album odnosi się do relacji pomiędzy żołnierzami a oficerami, którzy razem znajdują się na linii frontu, daleko od linii zaopatrzenia. Zdani na siebie, wystawieni na ciągły stres, ataki przeciwnika i niekorzystne warunki klimatyczne, zaczynają powoli tracić kontakt z rzeczywistością. Czas staje się dla nich pojęciem abstrakcyjnym. Nie liczą godzin, dni ani miesięcy spędzonych w samotności, gdzie za towarzysza mają tylko broń i równie przygnębionych kompanów. Listy tutaj nie docierają, radio jest głuche, a otaczający ich świat dziki, jałowy oraz równie zabójczy co żołnierze wroga. W takich warunkach wiele rzeczy po prostu przestaje mieć znaczenie i człowiek żywi się wspomnieniami z przeszłości, gdy życie miało jeszcze jakiś cel. Inny niż mordowanie w imię idei.

Mamy tutaj pokazane kolejne zmiany społeczne, na które Mandella nie jest gotowy. Pełna kontrola władz nad społeczeństwem po przez utrzymanie ludności w związkach homoseksualnych, wmówienie społeczeństwu, że heteroseksualizm jest nienaturalnym i przestarzałym procesem, drastyczny rozwój genetyki, pozwalający projektować nowe osobniki, tak aby były jak najlepsze, najzdrowsze, najsilniejsze. Mimo to zawodzą, bo są tylko ludźmi. Psychika człowieka, wystawiona na ekstremalne bodźce przegrywa z propagandą wojskową i cudami medycyny. Bo każdy ma swój próg bólu, granicę, której nie może przekroczyć, gdyż inaczej przepadnie i nie będzie umiał już wrócić.

Haldeman w swym dziele nie krytykuje samego postępu, ale chorej ideologii, jaka do niego przylgnęła. Bycie staroświeckim, oddanym swym przekonaniom i blisko natury jest czymś złym. Bo przecież technika, nauka - postęp - nie może stać w miejscu i czerpać z tak prymitywnych źródeł. Musi się rozwijać, nie ważne kosztem kogo i czego. Z drugiej strony, gdy wpadnie w odpowiednie, a nade wszystko odpowiedzialne, ręce może wiele wyjaśnić i zakończyć odwieczne konflikty. Jednak aby tego dokonać musi najpierw przelać się sporo krwi, gdyż człowiek jest w swej naturze zbyt egoistyczny aby szybko przyznać się do błędu oraz wyciągnąć wnioski.

Wieczna wojna to dzieło ponadczasowe. Napisane w latach 70-tych ubiegłego stulecia, potem przerzucone pod koniec lat 80-tych na karty komiksu, nic nie straciło na swej aktualności. Opisany tutaj konflikt, mimo że odnosi się głównie do rządu USA, jego pazerności oraz udziału Amerykanów w Wojnie Wietnamskiej, okazał się być tak naprawdę uniwersalnym przepisem na zagładę rasy. Propaganda medialna, nadmierny konsumpcjonizm oraz socjal, pełna kontrola władz nad niewykształconym oraz ogłupionym społeczeństwem oraz żołnierze, którzy są tylko pionkami na szachownicy wielkich korporacji. Ten obraz dzieje się nieprzerwanie na naszych oczach od lat i mimo wejścia w XXI wiek, nadal nie wynieśliśmy nauki ze swoich błędów. Co gorsza, powielamy je w nieskończoność, wypaczając naturę człowieczeństwa w myśl wielkich, utopijnych haseł. W imię postępu. Bo przecież tylko taki człowiek, w pełni oddany władzy, otwarty na nowości i liberalizm, jest "dobrym obywatelem". William Mandela zwraca na to uwagę czytelnika kilkakrotnie. Pytanie tylko czy ten będzie chciał posłuchać i wyciągnąć wnioski z przeszłości, nim nie będzie za późno.

Ocena - 10!!!/10