2 kwietnia 2016

Kung Fu Panda 3

Od pierwszego spotkania z sympatyczną pandą imieniem Po, marzącą o byciu mistrzem kung-fu, minęło bez mała 8 lat. Przez ten czas nasz grubasek trochę zmężniał, jednak nadal pozostał tym samym, mocno roztargnionym wesołkiem, mającym więcej szczęścia niż rozumu. Tym razem przyjdzie mu się zmierzyć z dawnym przyjacielem mistrza Oogway, Generałem Kai, który ostatnie 500 lat z kawałkiem spędził w Krainie Dusz, gdzie został wygnany. Teraz powraca, rządny zemsty na swym dawnym przyjacielu, zaś Po będzie musiał stawić czoła nie tylko jemu, ale także swej własnej przeszłości.

Akcja filmu zaczyna się w wspomnianej wcześniej Krainie Dusz, gdzie od wielu lat przebywa Oogway. Spotyka tam Kai'a, swego dawnego towarzysza broni, który posiadł chi (energię życiową) wszystkich mistrzów sztuk walki, jacy trafili do tego świata. Obwinia on starego żółwia o swą porażkę i postanawia wrócić do świata śmiertelników, aby zniszczyć wszystko to co Oogway zbudował przez lata. Tymczasem Po odnajduje swego prawdziwego ojca, co doprowadza do tarć pomiędzy nim a jego przybranym ojczymem gąsiorem. Ten drugi staje się zazdrosny i nie chce pozwolić odejść Po, którego uznaje za rodzonego syna. Jednak gdy wioska zostaje zaatakowana przez jadeitowe widma byłych mistrzów kung-fu, Shifu nakazuje Smoczemu Wojownikowi aby zaczął trening chi, by pokonać generała. Ten oponuje, jednak godzi się na wieść że jego prawdziwy ojciec może go nauczyć tej sztuki, gdyż jest znana tylko pandom. Zaczyna się podróż Po oraz jego dwóch ojców do wioski pand, a ich tropem podąża rządny zemsty Kai.


Jeśli ktoś oglądał zwiastun tej części oraz widział poprzednie dwa filmy to szybko poskłada w całość historię. Nie ma tutaj jakichś szczególnych niespodzianek czy zaskakujących zwrotów akcji. Cała opowieść to w praktyce odgrzewany kotlet, choć smakuje bardzo dobrze, gdyż doprawiono go solidną garścią gagów.W tym wypadku powtarzanie sprawdzonych schematów, gdzie Po dostaje baty, udaje mu się coś z powodu zwykłego szczęścia albo chlapnie jakimś głupim tekstem, sprawdza się idealnie i bawi widza na całego. Niestety mamy tutaj znacznie mniej życiowych mądrości, czym mocno była zdominowana druga część serii i wyszło jej to na dobre. Mieliśmy bowiem zachowaną równowagę pomiędzy komiczną głupotą a poważnym przesłaniem. Obecnie ten balans został poważnie zachwiany i najnowsza odsłona zwyczajnie bawi, a przy tym bardzo mało uczy, dając skrawki nauk jaką chciano nam przekazać przez postać Oogwaya.

Rzutuje też to na osobie głównego antagonisty, czyli Generała Kai. Jest on klasycznym stereotypem człowieka, czy w tym wypadku zwierzęcia, chciwego i obwiniającego wszystkich o swe niepowodzenia. Do złudzenia przypomina Tai Lunga, tylko w nieco innej wersji, władającego innymi "mocami". Daleko mu zatem do Lorda Shena z drugiej części, który był wręcz idealny jako zły, upadły charakter i, moim skromnym zdaniem, jest on jednym z najlepszych czarnych charakterów jakie widziałem w współczesnych baśniach. Był morderczy, zawistny, ślepy na prawdę i jako jedyny znając sztuki walki pragnął je zniszczyć, a nie posiąść aby być największym mistrzem. Dzięki temu wyróżniał się na tle innych postaci, czego nie czyni Kai. On, tak samo jak Tai Lung, chce być zwyczajnie najlepszy. Ma też podobny motyw, z tą różnicą, że jego celem są uczniowie mistrza Oogway, a nie mistrza Shifu, co dyktowane jest prywatnym konfliktem. Dlatego, mimo naprawdę ciekawych wizualnie pojedynków oraz masy gagów z jego udziałem, postać generała wypada wtórnie.


O wiele lepiej zarysowany jest konflikt pomiędzy dwójką ojców. Po patrzy wręcz z uwielbieniem w swego rodzonego ojca, jednak ciągle nie umie zapomnieć kto go tak naprawdę wychował. Zdaje sobie sprawę z okoliczności, które doprowadziły do tej sytuacji, jednak jego przybrany ojciec nie jest już tak wyrozumiały. Widzi w przybyłej pandzie swego konkurenta, nie umie się pogodzić ze "stratą" adoptowanego syna, a tym bardziej oddać go bez walki osobie, pojawiającej się znikąd. W tym punkcie jest pokazany prawdziwy dramat dwóch ojców - przybranego i biologicznego, którzy starają się z sobą nie konkurować o względy swego syna, jednak czują, że jeśli ten wybierze jednego z nich, to drugi straci wszystko. Gdyby ten wątek odrobinę bardziej rozbudować, pozostawiając w nim obecny pułap gagów, i jednocześnie zepchnąć zemstę Kai'a na dalszy plan, to trzecia część serii bardzo by zyskała. Nie tylko byłaby odmienna od dwóch wcześniejszych, ale w dobie poronionej poprawności politycznej i tolerancji, poruszyłaby naprawdę poważny temat ojcostwa.


Kung Fu Panda 3 to dobre kino rozrywkowe. Niesie pewną mądrość, ale ma dużo słabszy wydźwięk niż poprzednia część. W wielu punktach to po prostu kalka poprzedników, choć robi to w sposób udany. Z pewnością film spodoba się dzieciom i familiom, jednak osoby takie jak ja, szukające w tej serii czegoś więcej, szczególnie po genialnej części drugiej, mogą poczuć się nieco zawiedzione. Od strony technicznej produkcja Dream Works stoi oczywiście na bardzo wysokim poziomie, scenariusz napisano ciekawie, humor potrafi rozbawić do łez, a polski dubbing jest rewelacyjny. Mimo to po seansie czułem spory niedosyt, z przyczyn które podałem wcześniej. Nie żałuję wypadu do kina i wydanych pieniędzy, ale jakoś nie specjalnie mam ochotę wracać przez dłuższy czas do tej odsłony. Jak dla mnie seria mogłaby się w tym momencie definitywnie zakończyć i nie zamieniać w monstrualnego tasiemca jak kilka innych animacji. Lepiej odejść w chwale i z przytupem niż na deskach dojo, jęcząc z bólu.

Ocena - 7/10