16 marca 2016

Rani #1: Bękartka

Wszelkiej maści książek czy filmów spod znaku płaszcza i szpady jest bez liku, jednak pośród komiksów, ten gatunek wygląda jakby był trochę zaniedbany. Mamy oczywiście takie kwiatki jak choćby seria Skorpion, ale w całym rozrachunku jest tego na polskim rynku niewiele. Wydawnictwo Komiksowe postanowiło wyjść na przeciw fanom przygód muszkieterów i wydało serię Rani. Jednym z jej twórców, jest bardzo dobrze znany szerszej publiczności, za sprawą Thorgala, scenarzysta Jean Van Hamme, który przy współpracy z Alcante napisał ową historię. Za rysunki zaś odpowiada Francis Valles, twórca słynnych Władców chmielu wydawanych w Polsce w latach 2001-2003. Jak zatem wypadł nowy projekt autorów tak znamienitych serii? Cóż, interesująco.

Fabuła toczy się w XVIII wieczne Francji, za panowania Ludwika XV. Kraj bierze udział w sporze o sukcesję Austriacką, w której to popiera żądania Prus. Jest to jednak tylko tło dla wydarzeń mających miejsce w odległej części Francji, gdzie nie dotarła wojenna zawierucha. Filip, syn markiza Charslesa de Valcourta, powraca na rodzinne włości, gdzie nie bawił od czasu, gdy dostał się na Wersal. Ojciec wcale nie cieszy się z przyjazdu syna, gdyż wie o jego długach, fałszerstwie ojcowskiego podpisu aby pozyskać pożyczki oraz ogólnej chciwości i nikczemności młodzieńca. Aby się na nim zemścić, informuje Filipa, że zapisał większość majątku jego przyrodniej siostrze Jolannie, którą dawno temu uznał za swoją córkę, mimo że pochodzi z nieprawego łoża. Syn, wściekły na ojca, zabija go we śnie, pozorując jego naturalną śmierć i zaczyna knuć jak pozbyć się przyrodniej siostry oraz zawłaszczyć wszystko dla siebie. Jednak fortuna kołem się toczy i nigdy żaden czyn nie pozostaje bez odpowiedzi.

Pierwsze strony komiksu sprawiają, że ma się wrażenie jakby było się świadkiem brazylijskiej telenoweli. Zdradziecki syn, poszkodowana i niewinna przyrodnia siostra, uczciwy, wioskowy adwokat, wyniosła hrabina, to tylko kilka postaci jakie czytelnik pozna zapoznając się z pierwszym albumem Rani. Sprawia to, że bez trudu przewidzimy to jak potoczą się losy poszczególnych postaci, jedynie kilka razy będąc delikatnie zaskoczonym, niespodziewanym zwrotem akcji. Takie sytuacje dodają trochę pikanterii do całej fabuły, ale nie szokują i wydają się być naturalne dla tego scenariusza. Mimo wszystko całość czyta się bardzo przyjemnie, przez co chce się wiedzieć co dokładnie wydarzy się na następnej stronie.

Na plus należy zaliczyć realistyczne oddanie podziałów klasowych oraz zachowanie się ludzi ze społeczności z wyższych sfer w dążeniu do władzy. Intrygi, utargowane ożenki dla zysku, walka o tytuły oraz władza majętnych kobiet nad mężczyznami, są tu przedstawione odpowiednio do sytuacji. Nie ma tu miejsca na wyniosłe ubarwienia rzeczywistości, szlachetne zrywy czy gromy sprawiedliwości. Nie. Każdy dba tylko o własny interes, chce za wszelką cenę osiągnąć wszystko i dla pieniędzy, tytułu, a co za tym idzie realnej władzy, jest gotowym popełnić każdy występek.

To co budzi moje mieszane uczucia to forma, w jakiej Valles, przedstawił główną bohaterkę. Gdy spojrzałem na okładkę gdzie widnieje postać Jolanny, miałem wrażenie, że przyjdzie mi mieć do czynienia z dojrzałą około dwudziestodwuletnią kobietą, obeznaną z bronią palną i biegłą w sztuce władania szpadą. Tymczasem dziewczyna spędziła kawał życia w klasztorze, jest niepełnoletnia (ma siedemnaście lat) i nie ma bladego pojęcia o broni. Co prawda ubiera się jak mężczyzna, jeździ konno oraz ma cięty język, ale jakoś nie pasuje to w pełni do tego co widzimy na okładce oraz kartach komiksu. Jej zupełnym przeciwstawieniem jest jej rówieśniczka Laura. Młoda córka hrabiny, która również spędziła sporo życia w klasztorze i jest zaręczona z Filipem, to idealny obraz łatwowiernego dziecka, wierzącego w czystość intencji nałogowego kłamcy. Słodkie, a zarazem cudownie naiwne dziewczę spełnia ważną rolę w całej opowieści, jednak od samego początku doskonale wiemy jakie przyjdzie jej dzierżyć w niej miejsce.

Bękartka to dobre wprowadzenie do serii spod znaku płaszcza i szpady, ale nie ma tu miejsca na innowacje. Jest to klasyczna opowieść o zdradzie, honorze i spiskach. Czyta się to przyjemnie, szybko oraz po zakończeniu lektury chce się wiedzieć co będzie dalej, jednak w żadnym punkcie nie czujemy się zaskoczeni. Wizualnie również prezentuje się dobrze, choć czasem wiek postaci jakoś nie współgra z wizerunkiem przypisanych mu osób. Pierwszy tom serii Rani to porządna, rzemieślnicza robota, mająca spory potencjał, który nadal drzemie. Czy zostanie wyzwolony w kolejnych tomach? Ciężko rokować, jednak znając kunszt Van Hamme'a w Thorgalu, śmiało możemy liczyć na niespodziankę.

Ocena - 7/10