22 lutego 2020

Biały Orzeł #1: Pierwszy lot (część pierwsza)

Przyjęło się, że komiks superbohaterski jest zarezerwowany dla Marvel i DC. Oczywiście to kłamstwo, bo tak naprawdę każdy może zbudować takie uniwersum. Jedyne pytanie, jakie należy postawić, to: "Czy zrobi to dobrze?". Przyznaję się uczciwie, że po "Białego Orła" nie sięgałem wcześniej, choć kilka razy przemykał mi koło nosa. Miałem jednak wątpliwości, w zasadzie niczym nie uzasadnione. Niemniej ktoś z tyłu mojej głowy walił i mówił - Szkoda na to czasu! Cóż... on też kłamał. Przygody Białego Orła zaskoczyły mnie spójnością wydarzeń, umiejętnym połączeniem ogranych schematów i tym, jak pierwszy tom potrafi wprowadzić do swego świata mniej opierzonego czytelnika komiksowego.

Nie uważam się za znawcę historii trykociarzy wszelkiej maści, choć staram wyrobić sobie zdanie na ich temat. Dlatego sięgam po wybrane serie komiksowe, czytam historię tworzenia poszczególnych postaci i w miarę na bieżąco śledzę filmy ze stajni MCU i DCCU. Jestem też wielkim fanem komiksowej serii "Bler", czyli jakby nie patrzeć również historii o superbohaterze z nadludzkimi mocami z naszego, polskiego podwórka. Jak zatem na tle tego wszystkiego wypadł w moich oczach "Biały Orzeł"? Zaskakująco dobrze jeśli idzie o scenariusz i przyzwoicie w przypadku rysunków. Choć i w tym drugim wypadku zdaje się być coraz lepiej z zeszytu na zeszyt.

Największą zaletą jest dla mnie jednak scenariusz, który sprawił, że po przeczytaniu pierwszego zeszytu miałem odruch szukania następnego. Niestety nie będąc pewnym, po co tak naprawdę sięgam, zdecydowałem się tylko na jeden zeszyt i w tej chwili naprawdę tego żałuję. W sumie wyszło już ich trzynaście i wiem, że chcę przeczytać całość. Zanim ktoś zacznie marudzić, ze celowo zachwalam komiks, aby dostać od wydawcy całą serię, to mówię wprost - Historia Białego Orła naprawdę mi się podoba. Niby to wszytko już znamy z amerykańskiego podwórka, ale tutaj widać, że jest to zabieg celowy. Mamy mieć właśnie takie wrażenie, bo o to przecież chodzi. Przenieść potyczki meta ludzi z ulic Nowego Jorku na ulice Warszawy. Przecież Ameryka nie ma wyłączności na naszprycowanych mutagenem typków w obcisłych gaciach i masą gadżetów w pasie.

Zatem tak. Ten komiks cholernie mi się spodobał. Nie mówię, że tak samo jak "Bler" bo to zupełnie inna forma narracji, ale nadal chce poznać losy młodego faceta, który wyleciał przez okno biurowca, z dość wysokiego piętra, a kilka lat później dzięki tajemniczemu serum stał się metaczłowiekiem. Szkoda, że nie chwyciłem od razu pierwszych trzech zeszytów składających się na historię "Pierwszy lot". Byłoby wtedy o czym więcej pogadać, bo na razie nie mam pojęcia, jak historia dalej się potoczy. Przywykłem do zbiorczych wydań zeszytów i czasem zapominam o pierwotnej formie wydawania tego typu literatury. Zatem gdy doczytam do końca tą przygodę, wtedy wypowiem się szerzej na temat Białego Orła i jego zespołu oraz przeciwników.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz