31 sierpnia 2016

Miasto Psów #1

Historii o zemście jest wiele. W praktyce niemal co druga gra, książka czy komiks zawiera ten motyw lub opiera na nim swoją główną fabułę. Sztuką jest znaleźć taki twór, który ten motyw poprowadzi sensownie, nie mówiąc już o nowatorskich zagraniach, bo w obecnej sytuacji, ciężko je stworzyć. Miasto Psów zalicza się w dużym stopniu do dzieł z pogranicza tego co napisałem wcześniej. Ma standardowy schemat zemsty, klasyczny przebieg wydarzeń, ale na drugim planie rozgrywa się coś co daje nadzieję na znacznie więcej. Niby już coś takiego było, niby kopiuje utarte schematy, jednak pozostawia spore pole dla wyobraźni, gdyż nie pokazuje wszystkiego. Z tego powodu ciekawi, do tego stopnia, że chce się przerzucić kolejną stronę i kolejną i jeszcze jedną, aby w końcu poznać sekret skrywany za kurtyną. A zdaje się on być bardzo mroczny.

Akcja komiksu toczy się w bliżej nie określonej krainie fantasy, zbliżonej swymi realiami do średniowiecznej Europy Północnej czy Wschodniej z okresu Pełnego Średniowiecza. Tytułowym Miastem Psów rządzi Volas, będący przedstawicielem klasycznego antagonisty, mordującego każdego kto zagraża jego władzy. Zaczął swój proceder dzięki podszeptom swej żony Wodii, która nakłoniła go aby służył Cieniowi, tajemniczej istocie będącej esencją zła. Cień dawał Volasowi siłę potrzebną do umacniania swej władzy i podbijania innych miast, za każdym razem gdy wojownik popełniał zbrodniczy czyn, a im bardziej był on wynaturzony tym Cień dawał mu więcej siły. Po latach terroru, nastoletnia siostrzenica Volasa, Enora, która wkracza w wiek dorosły, wyrusza samotnie do Króla Ryb, żyjącego na mokradłach, aby ten pomógł jej obalić wuja i zaprowadzić pokój w krainie. Nie wie jednak, że za jej plecami Cień rozgrywa swoją własną grę.

Jak widać mamy tutaj klasyczną opowieść o zemście na władcy terroryzującym krainę i nadobnej młodej kobiecie, chcącej obalić tyrana. W tej materii komiks niczym nie zaskakuje. Volas dokonuje coraz to gorszych czynów, aby tylko przypodobać się Cieniowi, którym w praktyce sam się staje. Widać to zresztą od początku kart tej opowieści, co zresztą podkreśla sama Enora. Tyran zaś doskonale zdaje sobie sprawę z tego, ze kiedyś zostanie zdradzony i jego panowanie się zakończy, jednak póki co odracza ten moment w czasie i zdaje się jakby tym do końca nie przejmować. Uznaje to wręcz za naturalną kolej rzeczy. Co za tym idzie pojmuje czym tak naprawdę jest Cień, podczas gdy wszyscy inni uznają go za mityczną istotę, skrytą gdzieś w głębi lasu. Choć jak wiadomo w każdej legendzie jest ziarno prawdy.

Przekonuje się o tym syn Volasa, który urodził się tego samego dnia co Enora. Oboje są zresztą w sobie zakochani, jednak Janek, bo tak ma na imię, zdaje się być totalnym przeciwieństwem ojca. Aż pewnego razu udaje się do lasu, a tam zaczynają się dziać dziwne rzeczy. To właśnie ten punkt w całej historii najbardziej przykuwa czytelnika. Poznaje on w niej bowiem Cień, a raczej jego okruchy, które musi sam poskładać w całość, co nie jest wcale takie łatwe. Owszem, można pójść na łatwiznę i uwierzyć w legendy wieśniaków, jednak ciągle coś szepcze z tyłu głowy, że to wszystko brzmi zbyt gładko, zbyt prosto.

Od strony czysto wizualnej Miasto Psów prezentuje się naprawdę ciekawie, choć pewnie nie każdy będzie fanem tej formy kreski. Jednak w pełni ona pasuje do mrocznego charakteru przedstawionej tu historii oraz samej krainy gdzie zdrada i występek są w zasadzie na porządku dziennym. Umiejętnie nawiązuje też do Cienia, przewijającego się niczym pnącza przez całą opowieść i w pewien sposób wplatającego się w każdą klatkę komiksu. Czasami ma się wrażenie, że jest on wszędzie nawet jeśli go nie widać. Czai się gdzieś za skałą, pniakiem czy drzwiami i czeka oraz obserwuje rozgrywający się tok wydarzeń. To buduje naprawdę dobry klimat i w pewnym stopniu likwiduje posmak powtórki z rozrywki.

Miasto Psów to dylogia, zatem kolejny tom powinien rozwiać wszelkie wątpliwości odnośnie przedstawionego tutaj konfliktu. Jak to zrobi i czy w ogóle to uczyni, zobaczymy, gdyż mam wrażenie że autor chce pozostawić czytelnika w pewnej dozie niepewności. Tak jakby Cień, którego stworzył, wywarł i na nim pewne piętno. Może przesadzam, być może za bardzo dałem się ponieść wyobraźni, ale tak to właśnie odebrałem. Na koniec warto wspomnieć o liście Enory do Janka, który został zamieszczony na ostatnich kartach komiksu. W jakiś sposób gmatwa on całą sytuację, szczególnie po tym co przydarzyło się Jankowi w lesie. Zostawia czytelnika z pewnymi pytaniami i właśnie ten element w głównej mierze sprawia, ze chcemy wiedzieć jak dalej potoczy się ta historia.

Ocena - 7,5/10