15 lutego 2016

Real Life Player #3 - Uzależnienie od ekranu


Ile czasu dziennie spędzamy przed ekranem? To bardzo poważne pytanie, które współcześni ludzie krajów wysokorozwiniętych, w tym Polacy, unikają jak ognia. Szkoły alarmują, że dzieci nie potrafią nie tylko liczyć czy poprawnie pisać, ale stają się wtórnymi analfabetami. Moi teściowie są nauczycielami z ponad trzydziestoletnim stażem i to co obecnie widzą w gimnazjach oraz liceach, wręcz mrozi krew w żyłach. Uczniowie nie umieją poprawnie policzyć prostego działania matematycznego, wiedza ogólna jest im obca, a czytanie na głos, nie mówiąc już o rozumieniu czytanego tekstu, to zwyczajne dukanie przedszkolaka. Z drugiej strony mały przenośny ekranik w kieszeni ich spodni czy chowany do torebki, nie ma dla nich cienia tajemnic.

Doba obrazków spod znaku jabłuszka

Dziś olbrzymia liczba dzieciaków i młodzieży chwali się iPhonami, SmartPhonami oraz innymi mobilnymi urządzeniami, które musi, bo tego wymaga moda, wymieniać co 2-3 lata. Oczywiście sami tego nie uczynią, gdyż praktycznie nikt z nich nie pracuje, a chęci do tego aby stać co weekend z ulotkami, też brak. Nie, powinność ta spada na opiekunów, czyli najczęściej rodziców. Ich pociecha wręcz żąda aby ci kupowali jej nowinki z świata elektroniki i w myśl szerzonych trendów bezstresowego wychowania, jest to normalne zachowanie. Zabiegany w pracy rodzic, chce w ciągu dnia choć odrobiny spokoju, więc kupuje go sobie spełniając zachcianki latorośli.

W ten oto sposób kształtuje się pokolenie obrazu, nie potrafiące czytać, pisać ani liczyć samodzielnie. Z tego wszystkiego są zwolnieni dzięki „klikaniu” w wirtualne klawisze, bo przecież jeśli ktoś nie posiada telefonu z ekranem dotykowym, to jest biedny, a takich trzeba linczować. Niestety tak to wygląda w szkołach. Wielokrotnie widziałem na własne oczy jak dziecko mające stary telefon bało się go wyciągnąć przy swoich rówieśnikach bo zostanie wyśmiane. Mnie samego oceniano ze wzgardą tylko dlatego, że mam sentyment do mojej wysłużonej Nokii C2-01, która kilka lat temu zastąpiła w końcu nieśmiertelną (no, prawie) Nokię 3310. Jak wielokrotnie słyszałem od podopiecznych, z racji mojego zawodu (prowadziłem wówczas zajęcia edukacyjne z wykorzystaniem gier planszowych) i hobby uchodziło mi to „płazem”, ale i tak powinienem zmienić telefon na coś „solidniejszego”. Mówiły mi to dwunastolatki, które nie potrafiły poprawnie powtórzyć tabliczki mnożenia.


Może wydawać się to śmieszne, ale tak nie jest. To przerażające aby człowiek w przeciągu półtorej dekady tak bardzo cofnął się w rozwoju intelektualnym. Rewelacyjnie to zjawisko przedstawiono w filmie Wall-e, gdzie tytułowy bohater po dostaniu się na statek z ludzkimi uciekinierami, obserwował jak ci nie widzą świata poza ekranem. Nawet jeśli znajdowali się koło siebie to rozmawiali się za pomocą wirtualnego komunikatora. Jest to co prawda komedia futurystyczna, jednak już teraz jesteśmy w stanie zaobserwować podobne zjawisko. Ileż na sieci krąży zdjęć przedstawiających grupę nastolatków czy studentów, siedzących w kawiarni z oczami wlepionymi w swój telefon. Nie rozmawiają tylko „piszą” do siebie, co jakiś czas wydając pomruki aprobaty lub niezadowolenia, w zależności od prowadzonej „konwersacji”.

„Ekran jest naprawdę wszechobecny… to niepokojące”

Powyższe słowa wypowiedziała April Rayan, w grze Najdłuższa Podróż. Miało to miejsce w 1999 roku (gra wydana w Polsce w 2000) i niestety po dziś dzień jest to sformułowanie bardzo aktualne. Spójrzmy na plan dnia hipotetycznego Kowalskiego. Wstaje rano budzony przez swój budzik w telefonie. Nie wyłącza go solidnym pacnięciem dłonią, bo przecież może go uszkodzić, tylko bierze do ręki i zaczyna jeździć paluchem po ekranie. Skoro już go trzyma i wyłączył alarm, to od razu sprawdzi pogodę oraz ogólny serwis informacyjny, gdyż jest człowiekiem światowym. Po porannej toalecie znów zagląda do telefonu, włącza telewizor aby obejrzeć poranny serwis informacyjny, je szybko śniadanie i rusza do pracy swym samochodem. W nim podłącza telefon do ładowarki, bo a nuż ktoś zadzwoni, poza tym bateria wytrzymuje ledwo dwie doby. W pracy, przyjmijmy że biurowej, siada do komputera i zajmuje się swymi obowiązkami, co jakiś czas serfując po sieci w szukaniu głupot lub informacji ze świata, bo akurat jego szef nie zablokował Internetu. Odpali też grę online na przeglądarkę, ale to tylko na chwilę, gdyż sama gra nie wymaga od niego aby dużo „klikał”, tylko codziennie się logował. Kolega Kowalskiego, Pan Nowak, ma inną pracę w tym samym biurze, ale nie polega ona na siedzeniu przed komputerem. Jednak on też w drodze do pracy, spędził czas wlepiony w ekran swego telefonu, sporadycznie zerkając na ekran monitora w autobusie, gdzie leciały reklamy. Teraz roznosi dokumenty po biurze, regularnie sięgając po swój magiczny telefon, aby obejrzeć co się dzieje w sieci. Po powrocie do domu obaj panowie uruchomią swe komputery, obejrzą film, ewentualnie zagrają w jakąś bardziej rozbudowana grę, jeszcze raz zlustrują swój serwis informacyjny i pójdą spać.


Jeśli u kogoś powyższa prognoza sprawdza się choćby w połowie to jest już naprawdę niebezpiecznie. Ludzie zapominają o książkach czy komiksach, które są oczywiście dla dzieci (poza Kaczorem Donaldem inne nie istnieją), pójściu na spacer z własnej woli, a nie z psem bo musi, ulokowania się w ciepłym fotelu i puszczeniu muzyki z radia, w którą będziemy się wsłuchiwać. Niemal pół dnia spędzamy z ekranem i jego obrazkami, zapominając jak pisać, liczyć czy zwyczajnie myśleć. Zapominamy jak żyć, a nie o to przecież chodzi.

Era cyfryzacji samym złem?

Oczywiście, że nie. Niesie ona z sobą wiele dobrego. Nowe miejsca pracy, szybszy przepływ informacji, pomoc w księgowości i utrzymywaniu dokumentacji czy archiwizacji materiałów. Jest też świetnym narzędziem edukacyjnym. Jednak do wszystkiego należy podchodzić z umiarem. To że jest łatwiej nie znaczy, że samemu nie należy od siebie wymagać. Właśnie w ten sposób narodził się w środowisku graczy współczesny obraz Casuala, czyli osoby która chce się bawić, ale jednocześnie całkowicie nic z siebie nie dawać. Gra ma być prosta, prowadzić za rączkę i nagradzać za byle głupotę. Właśnie taka postawa sprawia, że młodzież przestaje myśleć, no bo skoro głupota jest nagradzana, to po co się wysilać. 


Dlatego do nowinek technologicznych należy podchodzić z rozsądkiem i tutaj powinni wkroczyć rodzice. Mimo natłoku obowiązków, znaleźć czas dla swych dzieci, uczyć je odpowiedzialności i pracy, choćby po przez wspólne sprzątanie w domu i robienie zakupów. Dawać dostęp do Internetu i gier, ale z rozwagą. Wysyłać na obozy terenowe, zachęcać do uprawiania sportu czy sztuki (wszak nie każdy jest atletą), grać w gry planszowe całą rodziną i tak dalej. Wtedy ekran, który mają w plecaku a dorośli w kieszeni, nie będzie tak natarczywie wpychał się w codzienność. Stanie się on użytecznym narzędziem, ale nie takim pod które podporządkujemy całe swoje życie.

Legenda kafejek internetowych

Za czasów gdy Internet nie był jeszcze powszechnie dostępny w każdym domu, ludzie spotykali się w kafejkach internetowych aby wspólnie zagrać w Diablo czy Half-Life. Wtedy rozgrywki sieciowe, a raczej LAN czyli lokalne, były czymś zupełnie innym. Każdy się znał, rozmawialiśmy ze sobą nie gapiąc się w ekran, a patrząc w oczy rozmówcy i nikt nie pyskował bo zwyczajnie mógł zarobić w zęby. Jeśli ktoś łamał zasady Fair Play zwyczajnie był wypraszany z przybytku, a podczas częstych wpadek dostawał wilczy bilet i wieść o tym szybko roznosiła się po mieście. Wychodząc z kafejki szło się grupą do sklepu po pepsi, a potem do parku i gaworzyło o rozegranych meczach. To wszystko sprawiało, że ludzie nawiązywali ścisłe znajomości między sobą i umieli rozmawiać.


Dziś tego nie ma. Kafejki zostały zastąpione czatami, na których często panoszą się „Internetowe Trolle”, czyli ludzie których widocznie rajcuje miotanie oszczerstwami na wszystkich i wszystko. Gracz stał się bezosobową postacią, wręcz eteryczną, która gdzieś tam hen daleko unosi się w sieci. Ma swój numer IP komputera, ale poza tym nic o nim nie wiadomo. Jak wygląda, co lubi, kim jest, gdzie mieszka, czy preferuje w grze taktykę ofensywną lub defensywną, a może zrównoważoną. Wchodząc do gry uruchamia czat pisany, gdzie dominują skróty typu „y” (Yes) albo „w8” (Wait), ewentualnie głosowy by szybciej przekazywać komendy. Ludzie jednak rzadko z sobą rozmawiają podczas gry. Nie prowadzą dyskusji na tematy polityczne, kulturowe czy inne, bo nie ma na to czasu. Ekran musi skupiać cała naszą uwagę. Oczywiście jest nie mała grupa ludzi, wyłamujących się z tego schematu. Sam nieraz grając dla zabawy w Guild Wars 2, rozmawiam na czacie głosowym z moimi kolegami i koleżankami z gildii o wszystkim byle nie związanym z samą grą. Jednak to już nie to co za czasów kafejek. Nie widzę ich twarzy, nie czuję ich obecności i są dla mnie tylko dźwiękiem w słuchawkach. Po zakończonej grze, wyłączam ją i zostaję sam w domu, a nie jak kiedyś idę do parku czy baru i zamawiam pepsi, kontynuując wcześniej rozpoczętą rozmowę.

Co przyniesie przyszłość?

W wielu filmach czy grach futurystycznych mamy wizję mrocznej przyszłości, pełnej neonów, śmieci i ekranów. Ludzie zapominają o książkach, a kamery wchodzą nam nawet do prywatnej sypialni. Aż tak źle obecnie nie jest, choć na sieci krąży morze filmików od ludzi pragnących zabłyszczeć za pomocą głupoty. Co gorsza wcale się tego nie wstydzą. Nawet ten tekst jest niejako lekką hipokryzją, gdyż czytamy go na ekranie komputera, jednak obecnie to najszybsza, a zarazem najlepsza, forma publicystyki potrafiąca dotrzeć do szeroko rozumianego odbiorcy. Dlatego warto choć trochę przystopować, odsapnąć i zwyczajnie cieszyć się chwilą. Wyjść na spacer, pojechać nad jezioro, zostawić telefon w domu oraz spotkać się z ludźmi aby pogadać o czym dusza zapragnie.