10 lutego 2015

Rozbitkowie z Ythaq #1: Terra Incognita

Bardzo lubię francuski komiks, a szczególnie serię o świecie Troy, za którego stworzeniem stoi Christophe Arleston. Ten znakomity scenarzysta współpracuje z wieloma wybitnymi rysownikami i tak przy współpracy z Adrianem Flochem powstali Rozbitkowie z Ythaq. Seria ukazała się w Fantasy Komiks, którą staram się w miarę możliwości zbierać, i szybko podbiła serca czytelników. Powód był prosty. Wartka akcja, ciekawie napisana przygoda, pełna dramatycznych wydarzeń, oraz naprawdę wyśmienity humor. Pierwszy tom został ochrzczony Terra Incognita, przedstawiając nam głównych bohaterów tej kosmicznej tułaczki, po złowrogim oraz tajemniczym świecie planety Ythaq. Planety, która rzekomo nie istnieje.

Nasza przygoda zaczyna się na międzygwiezdnym, luksusowym statku pasażerskim o nazwie "Warkocz komety".  Służy na nim, jako oficer astronawigacyjny, porucznik Granit Welgoat, do której mocnych cech nie zalicza się punktualność. Gdy po raz kolejny naraża się swemu dowódcy, zostaje ukarana, pracą jako barmanka w jednym z modułów pełniącym rolę drogiego baru. Tam poznaje wyniosłą Kalisto, pasażerkę statku, i Narvarta, technika pokładowego. Niespodziewanie statek zostaje ściągnięty dziwną siłą, przypominająca pole grawitacyjne, na planetę, której nie ma na mapach gwiezdnych. Moduł z trójką towarzyszy odłącza się od "Warkocza komety" i rozbija się na wybrzeżu w wiosce, bardzo pobudliwych i skorych do procesowania się morsądów. Jednym z nich jest Krurgosze staje się ich obrońcą z przymusu, podczas rozprawy o zniszczenie mienia. Na posiedzeniu zaś poznają Tao, przedstawiciela rasy fengów, wędrownego ludu kochającego nad wszystko wiedzę i książki. I tak, po krótkim, ale burzliwym, procesie piątką towarzyszy rusza w nieznane szukając "warkocza komety" i nie zdając sobie sprawy jak ważną rolę przyjdzie im odegrać w tym dziwnym świecie.

To co przykuwa czytelnika na starcie to ładna oraz klimatyczna kreska i spore poczucie czarnego humoru. Nie spotkamy się tutaj z gagami na poziomie Trolle z Troy czy Asteriksa, tylko humorem sytuacyjnym, dobrze pasującym do wartkiej akcji i obecnych na planszy zdarzeniach. Często zapalnikiem do tego stają się postacie poczciwego Narvarta i wyniosłej Kalisto. Szczególnie ta ostatnia postać nieraz pakuje cała grupę w kłopoty, wymyślając innym jak to są ograniczeni i powinni jej usługiwać. Jednak Kalisto nie należy do głupich blondynek. To wyrachowana, szukająca starego i bogatego męża kobieta, która nie cofnie się przed niczym. A fakt że kocha luksus i nie umie zamknąć buzi gdy jest to wskazane, połączone z jej wyjątkową atrakcyjnością, przyciąga sporo, nie zawsze pożądanej, uwagi.

Główną bohaterką całej serii jest jednak porucznik Granit, która odkrywa w sobie unikalną moc władzy nad ogniem i stara się nauczyć z niej korzystać, jednocześnie nie zapominając o nadrzędnym celu, jakim jest odnalezienie "Warkocza komety". Zadanie to nie jest proste, bo nadajnik z modułu nie działa, a wielu możnych stara się ją pochwycić. Jak się szybko okazuje, kontrolowanie danego żywiołu, nie jest czymś super niezwykłym, ale tylko wyjątkowe jednostki potrafią opanować ogień.

Rozbitkowie z Ythaq to naprawdę przemyślana seria. Kiedy czytelnik myśli, że już wszystko z góry przewidział, nagle pojawia się coś nieoczekiwanego. Pierwszy tom podkreśla to dobitnie, choć kolejny pokazuje pełen sens znaczenia tego słowa. Dodatkowo przedstawiony tutaj świat jest iny i ciężko porównać go tym z uniwersum Troy czy Lasów Opalu, które stworzył ten sam autor. Ythaq tętni własnym życiem, bardzo zresztą obfitym, co pokażą kolejne tomy.

Ocena - 8,5/10

Album pojawił się w Fantasy Komiks: Tom 1