8 listopada 2019

Batman Detective Comics #6: Upadek Batmanów

Stało się w końcu to, czego się spodziewałem od jakiegoś czasu. Zespół Batmana i Batwomen w dzwonnicy rozpadł się. Winni tego stanu rzeczy są w zasadzie wszyscy, choć scenariusz stara się w tej materii nakierować czytelnika głównie na Syndykat Ofiar. To oni popychają pierwszy klocek domina, jednak po drodze było wiele miejsc, gdzie Batman lub ktoś inny powstrzymał przestępców przed koszmarem, który miał nadejść. Prawdziwą ofiarą staje się zatem Basil Carlo, znany szerzej jako Clayface. Niestety, jak to zwykle na wojnie bywa, nie zabraknie ofiar postronnych, a ci którzy mieli dobre intencje, sami przyczyniają się do upadku swego dzieła.

Serię nadal dobrze mi się czyta, choć zaczyna trochę się ciągnąć. Mam wrażenie, że dało się to bardziej sprasować, gdyż w tym tomie kilka scen jest, może nie tyle zbędnych, co raczej trochę przydługich. Jedno dobre, że względem poprzednich albumów, ten nie cierpi już na rozwlekłe i krwawe batalie, które wydaja się nie mieć końca. Natomiast ogromnym plusem jest dodatkowa historia, związana oczywiście z Basilem, znajdującą się na końcu obecnego tomu. Przedstawia ona wydarzenia sprzed zmian genetycznych postaci, które uczyniły go Clayfacem oraz, jak jedna z jego ofiar stała się tym, czym się stała - potworem.

W październiku ukazał się siódmy tom serii, zaś na grudzień jest zapowiedziany ósmy. Czy będe kontynuował lekturę? Raczej tak, choć mam nadzieję, że w przeciwieństwie do Batmana Snydera, nie rozwodnią jej zbytnio. Tamten Batman był ciekawy, ale w pewnym momencie ewidentnie zaczął się psuć. Tą serię również może spotkać podobny los, choć szczerze jej kibicuję i liczę, że tak się nie stanie. Póki co jest dobrze. Bez fajerwerków oczywiście (to nie jest poziom Batman: Biały Rycerz), ale i tak bawię się przy tym dobrze.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza