1 października 2016

Lasy Opalu #9: Moc Światła

Ostatni tom serii definitywnie rozstrzyga przepowiednię, jaką przodek Darko, przewidział kilka wieków wcześniej. Historia zmierza w przewidywalny sposób ku końcowi i wtedy... natrafiamy na niespodziankę. Otóż z jednej strony mamy klasyczne zakończenie, typowe dla jakichkolwiek opowieści heroic fantasy. Z drugiej zaś kilka interesujących zwrotów akcji sprawiających, że Lasy Opalu wyróżniają się na tle konkurencji. Długo przyszło nam, czytelnikom, poznać finalny los Darko oraz jego przyjaciół i rodziny, ale w końcu po tylu latach nadszedł czas aby się z nimi pożegnać. A trzeba przyznać, ze trupa wędrownych artystów, zrobiła to w iście bombowym stylu. 

Po uwolnieniu Ghorga z łap czarnoksiężnika Kamphre oraz zabiciu władcy demonów jedenastego kręgu piekieł, Darko wraz z siostrą i wujem przemierza okoliczne lasy zwalczając demony. Odnosi spore sukcesy, jednak przez rozdarcie międzywymiarowe, w Przystani Światła wciąż pojawiają się nowe istotny otchłani. Demony pozbawione swego pana, nie słuchają się czarnoksiężnika, jednak ten ma inne plany. Postanawia bowiem przyzwać istotę tak straszną, ze nawet piekło drży na dźwięk jej imienia - władce bezimiennego kręgu. Tymczasem wuj Darko, bard Urfold, prosi o pomoc swego dawnego przyjaciela aby ten sprowadził z pierwszego kręgu piekieł ostatniego Tytana, by pomógł im w walce z Kamphre. Jednak aby to uczynić potrzebna jest pewna księga, a ta spoczywa w ruinach biblioteki Przystani Światła. Zaczyna się wyścig z czasem, a zmagania pomiędzy istotami światła a ciemności zaczyna robić się coraz bardziej zażarta, prowadząc nieuchronnie do jedynego, możliwego finału.

Być może się czepiam, ale w tym albumie zabrakło mi większej dawki czarnego humoru, który był zawsze wizytówką serii. Po części odpowiedzialne jest za to śladowe wystąpienie Ghorga, choć demon jak zwykle daje popis swych umiejętności oraz ciętego języka. I jak zwykle ma problemy z dokładną materializacją w naszym świecie. Z drugiej strony ostatni tom Lasów Opalu jest najbardziej dojrzały. Każda z postaci przeszła (w sumie dosłownie) prze piekło, co tylko zahartowało ich ducha i dodało sił do walki. Szczególnie widać to po Darko oraz Tarze, którą los w przeszłości mocno doświadczył.

Autorzy definitywnie zamknęli tez sprawy wszystkich wątków pobocznych. Szczera miłość Darko i Tary, Shleila która pogodziła się z śmiercią ukochanego, rola Ghorga w całej tej przygodzie czy rozwiązanie sporu pomiędzy ludźmi z Pięciu Królestw a mieszkańcami lasów. Na upartego można by stworzyć kontynuację, jednak musiałaby dotyczyć czegoś zupełnie nowego. Sprawa przepowiedni oraz knowań Kamphre została w tym albumie definitywnie zakończona i na tym polu nic dopisać się już nie da. Z drugiej strony świat Opalu jest ogromny, a wiele sekretów nie zostało jeszcze odkrytych.

Ostatni tom jest godnym zwieńczeniem serii, choć mimo interesujących zwrotów akcji, czułem się trochę niepocieszony. Finalna bitwa była tak sztampowa i oklepana, że w pewnym stopniu nie pasowała do całej, opisanej w serii przygody. Z drugiej zaś strony musiała nastąpić, gdyż od dawna się na to zanosiło. Być może gdyby Ghorg miał większe pole do popisu to nie odczułbym niedosytu. Niemniej jestem zadowolony z zakończenia i z pewnością jeszcze nieraz wrócę do krain Opalu, aby poznać sekret przepowiedni Coharsa.

Ocena - 8,5/10