8 lutego 2013

Pędzące żółwie

Gier dla dzieci jest całe mrowie, a dla najmłodszych chyba najwięcej. Czasem zdarza się jednak gra przeznaczona dla dzieciaczków, która podbija serca nie tylko ich rodziców, ale, o dziwo, również gro studentów. Między innymi taką grą okazały się Pędzące żółwie. Tytuł ten zebrał sporo nagród zarówno w Polsce, jak i u naszych południowych oraz zachodnich sąsiadów. Czy zasłużenie? Według mnie tak. Choć do ideału jej daleko, gra ta sama w sobie potrafi zająć na długo.


Pędzące żółwie kosztują 60 zł i mieszczą się w niedużym, bardzo poręcznym pudełku. Śmiało można je wcisnąć do plecaka, aby pograć na przerwie w szkole czy na uczelni podczas nudnych wykładów. Olbrzymią zaletą gry są dwie rzeczy – zajmuje bardzo mało miejsca oraz czas rozgrywki trwa średnio około kwadransa. Mimo to elementów w grze jest całkiem sporo. Kiedy otworzymy pudełko, w wyprasce znajdziemy:

  • dwustronną instrukcję formatu A5
  • planszę do gry formatu mniej więcej A4
  • 5 dużych, tekturowych płytek z żółwiami
  • 5 drewnianych pionków żółwi
  • 52 karty

Bardzo miłym dodatkiem od wydawcy są wrzucone do pudełka woreczki na karty i pionki, dzięki czemu elementy nie latają bezładnie po szerokiej wyprasce. Pierwsze co przykuwa uwagę, to drewniane pionki w kształcie żółwi (każdy w innym kolorze), które wykonano naprawdę świetnie. Jest to chyba najładniejszy element całej gry, choć, jak wiadomo, wszystko jest kwestią gustu. Od strony wizualnej wszystko wygląda rewelacyjnie, natomiast nieco gorzej wypada na tym tle wytrzymałość elementów. Chodzi tutaj konkretnie o karty, które bardzo łatwo wygiąć, zmiąć czy uszkodzić, przez co można je niechcący oznakować. Zważywszy, że cała gra opiera się właśnie na nich, jest to dość spory minus.


Gotowi do startu? START!!!

Mechanika gry jest bardzo prosta i można ją wytłumaczyć dosłownie w pół minuty. Każdy z graczy na początku losuje w tajemnicy jeden żeton z wizerunkiem żółwia, po czym ogląda go i odkłada zakryty przed sobą. Należy pamiętać, że niezależnie od ilości graczy w rozgrywce zawsze biorą udział wszystkie żółwie. Jest to naprawdę bardzo ciekawe rozwiązanie, gdyż dzięki temu przy mniejszej ilości graczy niż pięcioro, trudniej odgadnąć, jaki kolor posiadają przeciwnicy. Kiedy już każdy wie, jakiego ma żółwia, wszystkie pionki lądują w jednej linii na polu START na planszy i każdy z graczy dobiera po 5 kart z wspólnej talii. Grę zaczyna najmłodszy gracz lub taki (wedle zaleceń twórcy), który ostatnio jadł sałatę.

Karty po zagraniu umożliwiają poruszenie żółwia w określonym kolorze. Wyjątkiem jest rysunek gada z tęczową skorupą, który pozwala graczowi przemieścić na planszy żółwia dowolnego koloru. To, o ile pól można ruszyć pionkiem, pokazują symbole:
  • jeden plus – jedno pole do przodu
  • dwa plusy – dwa pola do przodu
  • minus – jedno pole do tyłu
  • strzałka – żółw znajdujący się najdalej od mety porusza się jedno pole do przodu
  • dwie strzałki – jak wyżej, tylko pionek porusza się dwa pola do przodu

Dzięki wspólnej talii gracz może poruszać wszystkimi pionkami, o ile ma odpowiadające ich kolorom karty. Kolejnym ciekawym smaczkiem w mechanice jest to, że żółwie się na siebie wdrapują. Oznacza to, że jeśli gracz przesunie dowolny pionek na pole, gdzie stoi już jakiś inny żółw, to jego pion musi zostać postawiony na nim. W takim wypadku żółw porusza się razem ze wszystkimi „pasażerami”, jacy znajdują się na jego grzbiecie. W razie gdyby do mety dotarła kolumna złożona z kilku żółwi, wygrywa ten, który znajdzie się najbliżej ziemi, a tym samym sałaty. Natomiast jeśli do mety dotarłby pion nie należący do żadnego z graczy, wyścig i tak się kończy, a grę wygrywa ta osoba, która była najbliżej mety.


Czy można podnieść poziom trudności

Zważywszy, że gra jest skierowana do najmłodszego odbiorcy, stanęło przede mną od razu pytanie: "czy da się podnieść poziom trudności w grze?". Chodziło mi głównie o to, aby tytuł mógł bardziej przykuć uwagę dorosłych graczy, nie tylko jako narzędzie zabijania czasu podczas nudnego wykładu, choć jako takowe też się perfekcyjnie sprawdza. Przyczyniło się to do stworzenia chyba całkiem niezgorszego wariantu fanowskiego oraz jego rozwinięcia.

Wariant 1
Graczy w grze może być maksymalnie czterech, dzięki czemu zawsze pozostaje jeden żółw nieprzypisany do nikogo. Dodatkowo pole START jest traktowane jako zwykłe pole w grze, więc pionki ustawiamy przed nim przy krawędzi planszy. Meta również przesuwa się o jedno pole dalej, czyli jest zaraz za górną krawędzią planszy (w ten sposób zyskujemy dodatkowe dwa pola). Gracze nie dobierają kart, dopóki nie pozbędą się wszystkich swoich pięciu kart z ręki, zagrywając je lub po prostu odrzucając w swojej kolejce. Gdy nie mają już nic na ręce, dobierają pięć kart. Jeśli nie można dociągnąć karty, to tak jak w podstawowej wersji tasuje się stos zużytych kart i ustawia w miejsce talii.

Wariant 2
Jest podobny do powyższego, z tą różnicą, że gracze mają na ręce trzy karty. Po zagraniu jednej z nich dobierają kolejną. W tym wariancie gracze nie mogą odrzucać kart, a jedynie je zagrywać.

Z początku wadą był brak piątego gracza, jednak ostatecznie wyszło to rozgrywce na plus, bo naprawdę często zdarzało się, że wygrywał żółw bez przypisanego gracza. Znacząco wydłużył się też czas gry - z kwadransa do ponad pół godziny – oraz polepszyła się jakość rywalizacji. Ostatecznie dzięki uzyskaniu, nieco na siłę, dwóch dodatkowych pól na planszy oraz faktowi, że nie można było dobierać kart od razu, znacząco podniósł się poziom trudności. Choć niestety przykra okazywała się niekiedy nadmierna losowość, nie było to na tyle znaczące, aby zniechęcić grających do zabawy. Rozwinięcie motywu z kartami w wariancie drugim też okazało się całkiem udane i wpłynęło na utrudnienie gry.


Testerzy

Grę przetestowałem z następującymi grupami:
  • Grupa I – dzieci od 5 do 10 lat z rodzicami
  • Grupa II – dzieci od 11 do 14 lat
  • Grupa III – młodzież od 15 do 18 lat
  • Grupa IV – studenci


Grupa I
Gra okazała się wręcz strzałem w przysłowiową dziesiątkę. Dzieciaki od razu załapały zasady i zaczęły między sobą zaciekle rywalizować. Rodzice z początku również się wciągnęli, ale stosunkowo szybko odpadli, stwierdzając, że rozgrywka jest za prosta. Niemniej gra sprawiła, że mieli spokój na długi czas, bo ich pociechy po prostu zaczynały partię za partią i końca przez długi czas nie było widać. Dzieci też błyskawicznie podchwyciły warianty fanowskie, co jeszcze bardziej zachęciło je do grania.

Grupa II
Tutaj było trochę gorzej. Co prawda zasady zostały przez uczestników "połknięte" od razu, jednak po chwilowym oczarowaniu szybko się znudzili zbyt łatwą rozgrywką. Dopiero po zastosowaniu wariantów fanowskich udało się ich przyciągnąć do gry na kilka godzin, podczas których stoczono wręcz regularne starcia w mini lidze.

Grupa III
Tutaj gra w zasadzie poniosła klęskę. Co prawda gracze rozegrali kilka partii, jednak szybko porzucili Żółwie na rzecz czegoś bardziej rozbudowanego i trudniejszego. Mimo prób z fanowskimi modyfikacjami, gra prawie nikomu nie przypadła specjalnie do gustu i ostatecznie wylądowała w kącie sali.

Grupa IV
Najbardziej specyficzna i zróżnicowana, przez co gra raz była rozchwytywana, a innym razem szła w odstawkę. Najlepiej sprawdziła się jako przerywnik podczas jazdy pociągiem, na nudnych wykładach (prawie wyrzucono nas z sali) czy pomiędzy dużymi tytułami na turniejach. Gra jednym podobała się przy podstawowych zasadach, a inni woleli stosować wariant fanowski. Kompletnie jednak nie trafiła do graczy, którzy preferują wysoki poziom trudności i złożoną rozgrywkę. Mimo to Żółwie zrobiły całkiem efektowną karierę w świecie studenckich akademików.

Ogólnie gra trafiła do sporej ilości graczy, wychodząc dość szeroko poza ramy grupy docelowych konsumentów. Było to dla mnie co prawda zaskoczeniem, jednak bardzo miłym, utwierdzającym mnie w przekonaniu, że nawet gry dla najmłodszych potrafią dać dorosłym dużo radości oraz emocji podczas rozgrywek.


Nie bądź zając, postaw na żółwia

Pędzące żółwie okazały się produktem naprawdę udanym oraz dającym masę zabawy. Sprawdziły się na warsztatach, turniejach i jako odskocznia od rutyny dnia codziennego. Co prawda nie trafią one do każdego dorosłego odbiorcy, a zwłaszcza do osób lubiących wyzwania, jednak dla dzieci jest to tytuł idealny. Do tego nadaje się perfekcyjnie do roli przerywnika pomiędzy większymi rozgrywkami, zaś samo wykonanie i jakość gry są warte swej ceny. Pędzące żółwie polecam jako ciekawy prezent dla dziecka lub okresowy zabijacz czasu. Jest ona dowodem na to, że żółw zająca spokojnie może przegonić, o ile szarak nie jest za stary na wyścig.

Plusy:
  • design
  • śliczne pionki żółwi
  • bardzo proste zasady
  • krótki czas gry
  • idealna dla dzieci
  • zajmuje mało miejsca
  • można tworzyć własne warianty

Minusy:
  • niekoniecznie dla starszych graczy
  • karty łatwo się gną (znakowanie kart)
  • tor wyścigu mógłby być dłuższy o 2-3 pola
 Ocena 7/10

Wydawca: Egmont
Ilość graczy: 2-5
Wiek: 5+
Czas gry: 20 min
Cena wydawcy: 50 zł
Typ: Familijna

Możliwość zrecenzowania zawdzięczam wydawnictwu Egmont.

Recenzja pierwotnie opublikowana na serwisie Poltergeist.