31 października 2013

Thorgal: Kriss de Valnor #3 - Czyn godny królowej

Pierwszy album historii Kriss de Valnor przypadł mi do gustu. Kolejny również był udany, choć już o wiele mniej ciekawy z bardziej przewidywalną fabułą.Trzeci zeszyt przygód krwawej pojemniczki, ukazał się latem tego roku i zakupiłem go bez większego wahania. W poprzednich recenzjach pisałem, że przygoda Kriss jest ciekawsza od nurtu głównego serii Thorgal oraz o wiele bardziej interesująca niż to co się dzieje w spin-offie Louve. Obecnie boję się o to, że i ten wątek zacznie robić się strasznie przewidywalny i schematyczny. Dlaczego? Po lekturze pierwszych kart komiksu miałem wrażenie, że gdzieś już to wszystko widziałem. Jednak nie ubiegajmy za bardzo wydarzeń i przedstawmy sprawę od początku.



W pierwszych dwóch tomach poznaliśmy historię Kriss nim ta spotkała swego przyjaciela Sigwalda, później noszącego przydomek "Poprzeniec". Opowieść tą snuła na rozkaz bogini Frey, która dała naszej bohaterce ostatnią szansę na ocalenie swej duszy, wysyłając z powrotem do świata śmiertelników, jednak z grotem strzały koło serca i rozkazem, że nie wolno Kriss zabić nikogo - ani człowieka ani zwierzęcia. Akcja trzeciego tomu rozgrywa się ponownie pośród wikingów północy, którzy stoją na granicy wojny domowej z niejakim Królem Uzdrowicielem, zbierającym klany do walki z chrześcijańskimi wojskami, które najechały ziemie wikingów. W te wewnętrzne spory pomiędzy władcami ziem północy wpisuje się Kriss de Valnor, która została znaleziona przez wojowniczkę Hildę. Ta okazuje się być córką króla Gustaafsona, na którego dworze jest więcej spisków niż w gnieździe węży. Obie kobiety zostają wplątane bardzo szybko w zadanie, mogące uratować oraz pomóc zjednoczyć królestwo wikingów, a którego celem jest złote berło.

Tak przedstawiają się pierwsze karty tego zeszytu, w które wpleciono dodatkowo poboczny wątek, mający wpływ na finał tej i tak bardzo przewidywalnej oraz oklepanej historyjki. Czyta się ją co prawda przyjemnie, ale kiedy tylko Hilda zaczyna zdradzać swe pochodzenie oraz sytuację polityczną na dworze ojca, od razu wiadomo jak całą historia sie skończy. Ten kto czytał album Statek miecz, przewidzi całość bez cienia pomyłki, gdyż tradycyjnie Thorgal musiał wmieszać się w całą sprawę i ostro namącić. Takie zagrania strasznie psują odbiór całości, sprawiając że czytamy kolejny raz klon przygody sprzed lat.

To co dodatkowo śmieszy to tempo podróży naszych bohaterek. Ja rozumiem wiele rzeczy, ale konie mogące przemierzać z jeźdźcem i pełnym rynsztunkiem olbrzymie dystanse, to lekka przesada. Szczególnie że wcześniej marudzono jak to daleko jest do miejsca spoczynku artefaktu za który każdy jest gotów zabić. Tego typu błędów logicznych jest więcej i po czasie staja się nużące. Sam finał również nie powala, a co gorsza okładka zdradza nam wszystko. Nawet nie musimy czekać na opowieść Hildy, gdyż już na szóstej stronie zeszytu mamy scenę z kupcem, którego spotkał Thorgal w albumie Statek miecz i wszystko staje się tak oczywiste, że aż bolesne.

Od strony graficznej album wygląda dobrze. czuć stary klimat serii, nawiązania do przeszłości i jakoś tak weselej robi się na duszy. Dzięki temu oraz, bądź co bądź, porządnie napisanemu scenariuszowi spokojnie da się przebrnąć przez kolejną przygodę krwawej najemniczki. Czyn godny królowej nie jest niczym niezwykłym i sprawia że ta linia fabularna niebezpiecznie scala się z główną, ale nie wszystko jest jeszcze stracone. Być może Kriss dokona cudu i zaskoczy jeszcze czymś wiernych fanów i czytelników śledzących losy dziecka z gwiazd i jego rodziny.

Ocena - 6,5/10