29 września 2016

Sunstone #1

Komiksy erotyczne, tak jak inne twory kultury masowej dotykające tego zagadnienia, są często piętnowane. Faktycznie część autorów tworzy zwykłe porno, jednak sporo z takich pozycji to rewelacyjne dramaty, fantasy czy komedie z domieszką smacznie wykreowanej erotyki. Właśnie taki jest Sunstone, dzieło chorwackiego rysownika i scenarzysty Stjepana Sejica, autora między innymi Darkness czy Witchblade. Jak sam przyznaje w epilogu pierwszego albumu Sunstone, komiks powstał przypadkiem. Była to jego odskocznia, forma powrotu do życia i nabrania chęci do pracy, która publikował na Deviantart, jednak z czasem wszystko zaczęło mimowolnie żyć własnym życiem. W ten sposób narodziła się seria opisująca świat uznawany przez ogół społeczeństwa za zły, okrutny i wypaczony, co jest oczywiście fałszem. Fałszem, który Sejic obala w bardzo ciekawy i humorystyczny sposób.

Historia jest opowiadana z punktu widzenia Lisy, która jest tutaj narratorką. Spisuje ona i przedstawia czytelnikowi swoje oraz jej przyjaciół przeżycia podczas odkrywania tajników BDSM. W tym momencie zaczyna się śmiać z stereotypów oraz tego jak porno wypaczyło obraz tego zwrotu. Właśnie tym jest Sunstone - pokazaniem prawdy przy jednoczesnym wyśmianiu wszelkich tabu, plot, zakłamań, stereotypów i lęków społecznych. Lisa jest bowiem fanką krępowania, a raczej bycia skrępowaną, czyli tak zwaną uległą. Obok mamy Ally, czyli początkująca dominę, kobietę której powiodło się w życiu zawodowym, wydającej masę forsy na sprzęt do BDSM, który leży i się kurzy. Te dwie postacie - zwykłe, młode kobiety o specyficznym życiu erotycznym - spotykają się przypadkiem na internetowym czacie. Znajomość w końcu przenosi się do realnego świata i owocuje czymś na co Lisa i Ally nie były przygotowane.

Potęgą tego komiksu jest pokazanie zwykłych ludzi, którzy mają po prostu niecodzienne upodobania seksualne. Nie wulgarne, obrzydliwe czy wypaczone, a odmienne, bo tym właśnie jest klasyczne BDSM. Jeśli ktoś wyrobił sobie opinię o tej sztuce miłosnej - bo tak należy sprawę rozpatrywać - na podstawie filmów pornograficznych jakie można gęsto znaleźć w sieci, to znaczy że ma bardzo wypaczone wyobrażenie o całej sprawie. Właśnie ten aspekt ukazuje nam autor, uwydatniając na każdym zakręcie co leży u podstaw tego stylu - zaufanie. Bez tego nie ma zabawy ani przyjemności.


Drugą sprawą jest rzecz o której ludzie wstydzą się mówić. Każdy z nas ma jakiś fetysz w sypialni. Jedni lubią BDSM, inni seks przed lustrem, kolejni eksperymentują z zaawansowanymi pozycjami Kamasutry, a jeszcze inni wolą to robić w terenie. Nie ma ludzi, nie ważne jakby się zarzekali, którzy nie mieliby zdroworozsądkowych erotycznych fantazji. Jedynie od nas samych zależy czy zaczniemy je realizować, jednak do tego potrzebujemy zaufanego partnera czy partnerki, Zatem znów wracamy do tego samego punktu - zaufania. Ponieważ zarówno w seksie jak i przyjaźni, a tym bardziej miłości, bez tego czynnika nie można niczego zbudować.


Obok dwójki naszych bohaterek jest Alan. Były chłopak i przyjaciel Ally, który zarabia na wyrabianiu akcesoriów dla miłośników BDSM. Facet jest naprawdę miły, przez co niektórych może dziwić, że zwykły, komputerowy nerd może interesować się tego typu praktyką. Jednak ja zauważa Lisa, właśnie tym jest BDSM - odgrywaniem ról, przebierankami i zabawą w RPG, z tą różnica że w wydaniu erotycznym. Dlatego styl ten najlepiej pasuje do zwykłych ludzi, nierzadko interesujących się grami MMO czy RPG (niekoniecznie komputerowymi), inscenizacjami i wszystkim co wiąże się z przebieraniem w skóry oraz lateks. Alan pokazuje to najlepiej, po przez swój styl. Do tego wielokrotnie wprowadza do historii tonaż scen humorystycznych, serwując nam cięte riposty.


Sejic daje nam zatem zwykłą historię o grupie komputerowych nerdów, fascynujących się przebierankami i wykorzystującymi je w swej sypialni. Do tego od strony wizualnej całość wygląda fenomenalnie. Kreska jest przepiękna, świetnie operuje kolorami co buduje cudowny oraz przesycony intymnością klimat, pozbawiony wulgarnego seksu, jaki często est nam serwowany w porno. Na końcu objaśnia też czytelnikowi jak doszło do powstania serii, dlaczego zdecydował się przebudować niepowiązane z sobą obrazki i krótkie paski w pełnoprawny komiks. Cieszę się że zdecydował się na taki ruch, bo jego kryzys twórczy zaowocował powstaniem jednego z nejlepszych erotyków jakie przyszło mi przeczytać. Przy Sunstone Pięćdziesiąt Twarzy Greya to zwyczajne rzygowiny, gdyż nazwanie ich popłuczynami obrażałoby dzieło Chorwata. I właśnie to, koło kwestii budowania zaufania, pokazuje pierwszy tom serii - różnice pomiędzy erotyką, a ordynarnym, pozbawionym fabuły porno.

Ocena - 9,5/10