Rok 1981 był bardzo ważny dla Johna Carpentera i Kurta Russella. Ten pierwszy umocnił się na stanowisku reżysera filmów akcji oraz scenarzysty, a ten drugi w końcu zaczął jaśnieć na niebie. Co prawda gwiazda Russella miała dopiero w pełni rozbłysnąć w 1982 za sprawą "The Thing", również tego samego reżysera, ale to "Ucieczka z Nowego Jorku", w mojej opinii, okazała się być obrazem przełomowym dla obu panów. Otworzyła im bowiem drogę do wielkich studiów Hollywood, dając obojgu pracę przy wspomnianym "The Thing". Pierwszy kamień został jednak rzucony właśnie w 1981 roku, gdy Carpenter pokazał światu ciekawą wizję Nowego Jorku. Miejsca będącego swoistym gettem dla przestępców, w które wrzuca się wyjętego spod prawa weterana, aby uratował prezydenta Stanów Zjednoczonych. Niby nic takiego, ale w scenariuszu zawarto ciekawe spostrzeżenia do ówczesnej sceny politycznej i tego jak wyglądała Zimna Wojna na przełomie lat 70-tych i 80-tych XX wieku. Z punktu widzenia niezależnego obserwatora, było to ważne wydarzenie, zarówno po stronie radzieckiej, chińskiej, jak i amerykańskiej. Carpenter zawarł to wszystko w ponadczasowym filmie akcji, w którym Kurt Russell pokazał na co naprawdę go stać, jako aktora.
Strony
- Strona główna
- Unboxingi
- Book & Comics Report
- TOP 12
- Gry planszowe
- Elektroniczne gry planszowe
- Gry PC
- Dlaczego nadal gram w...
- Obejrzane w kinie
- Filmy i Seriale
- Komiksy i mangi
- Książki
- The Elder Scrolls: Legends
- Spoiler Alert
- Męskim okiem
- Pajęczym okiem
- Kuźnia Pomysłów
- Wydane książki
- Komiksowa baza danych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Russell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kurt Russell. Pokaż wszystkie posty
22 grudnia 2017
15 grudnia 2017
Filmowy Piątek: Tango i Cash
W 1989 roku pojawiło się kilka ciekawych pozycji z kina akcji. W mojej pamięci najcieplej wspominam fenomenalnego "Wikidajło" z Patrickiem Swayze w roli głównej, ale też czasem wracam do kilku scen z innego hitu. "Tango i Cash" to komedia sensacyjna, będąca dobrą wizytówką swoich czasów. Początkowo miał wystąpić duet Stallone Swayze, ale ostatecznie ten drugi wybrał rolę w wspomnianym "Wykidajło" (i chwała mu za to), a na jego miejsce wskoczył Kurt Russell. Czy film przetrwał próbę czasu? W mojej opinii, nie do końca, choć to nadal porządny kawał kina akcji z jajami. Jest głośno, jest wesoło, jest szybko, a całość przesiąknięta jest głupotkami logicznymi, z których czasem śmieją się sami aktorzy. Zapraszam zatem na kolejną wspominkę filmów z Kurtem Russellem, któremu towarzyszył na ekranie odziany w garnitur i drogi zegarek Sylvester Stallone.
8 grudnia 2017
Filmowy Piątek: Tombstone (1993)
Oto western, który odcisnął ogromne piętno na całym kinie lat 90-tych XX wieku. "Tombstone" nie jest najlepszym westernem, nie jest nawet najlepszym filmem swoich czasów, a mimo to bardzo blisko mu do arcydzieła. Czemu? Bo w fenomenalny sposób pokazuje legendę najsłynniejszego szeryfa wszechczasów - Wyatta Earpa. W tą rolę wcielił się Kurt Russell, który genialnie oddał postać z legend, przekuwając dosłownie wyidealizowany obraz słynnego rewolwerowca na ekran. Nie wolno zatem rozpatrywać "Tombstone" w kategorii filmu biograficznego, choć scenarzysta Kevin Jarre wplótł do niego bardzo dużo wydarzeń, które faktycznie miały miejsce. W tym słynną strzelaninę w O.K. Corral czy owianą wręcz legendą strzelaninę nad rzeką z przywódcą gangu Kowbojów. Niemniej, dzieło Kevina Jarre i George P. Cosmatosa, zawiera w sobie sporą dawkę wyobrażeń o słynnych rewolwerowcach i ich osobistej krucjacie przeciw pierwsze, zorganizowanej grupie przestępczej na terenie USA. O tych legendach dziś sobie opowiemy.
24 listopada 2017
Filmowy Piątek: The Thing (1982)
Niedługo ma się ukazać, miejmy nadzieję, że również w Polsce, gra planszowa "The Thing: Infection at Outpost 31". Zapowiada się ona naprawdę ciekawie, z surową szatą graficzną i mechaniką zdrajcy. Czy raczej w tym wypadku, zakamuflowanego kosmity w ludzkim ciele. Z tego powodu warto przypomnieć młodemu pokoleniu arcydzieło Johna Carpentera, przy okazji przybliżając ojca tej dziwnej istoty - Johna W. Cambella. Tak, Stwór narodził się bowiem nie w kinie, a na kartach krótkiej noweli "Who Goes There?" z 1938 roku. Po raz pierwszy została przeniesiona na ekran w 1951, przez Howarda Hawksa, w filmie "Istota z innego świata". Jednak dopiero Carpenterowi udało się to, czego nie dokonał jego poprzednik. Stworzyć doskonałe arcydzieło. "The Thing" przeraża, fascynuje i, mimo swoich lat, nadal wygląda rewelacyjnie. Tak, droga młodzieży XXI wieku. Carpenter pokazał, zresztą nie on jeden, jak zrobić doskonały remake, który potrafi pokonać pierwowzór, w tym wypadku literacką nowelę. Zapraszam was w podróż do przeszłości. Do czasów gdy kino żyło bajeczną scenografią, jeszcze nie zastąpioną zielonym ekranem, a aktorzy wykonywali samodzielnie sceny kaskaderskie. Do miejsca, gdzie lód oraz ogień są naszym sojusznikiem, jak i śmiertelnym zagrożeniem. Na Antarktydę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)



