Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowy Piątek. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmowy Piątek. Pokaż wszystkie posty

19 stycznia 2018

Filmowy Piątek: Dzielna pani Brisby

Ten film jest jedną z najważniejszych animacji mojego dzieciństwa oraz całego dorosłego życia. Mroczna, poważna baśń, mieszająca w sobie elementy fantasy oraz nauki. "The Secret of NIMH", u nas znany jako "Tajemnica IZBY" albo "Dzielna pani Brisby, to swego rodzaju unikat. Powstał na początku lat 80-tych i zadebiutował w amerykańskich kinach w 1982 roku. Odniósł kasowy sukces, udowadniając tym samym, że widzowie chcą poważnych animacji. W tym filmie piękna, kolorowa kreska, łączy się z mrokiem, miejscami przechodząc niemal w horror. Jest to jednak połączenie dramatu z filmem akcji, bo tej nie można mu odmówić. Poważny temat, poruszany w świecie małych zwierząt, walczących o życie i lepsze jutro. O nadzieję, którą przed dała im mała myszka imieniem Jonathan Brisby. Teraz nadszedł czas, aby jego żona dokończyła to, co zaczęło się w mrokach przeszłości, o której wielu chciałoby zapomnieć.

12 stycznia 2018

Filmowy Piątek: Zakochany pingwin

W latach 90-tych XX wieku powstało wiele wspaniałych filmów. W tym animacji, niekoniecznie ze stajni Disneya. . Jednym z takich przykładów jest "Zakochany pingwin", musical gdzie głównymi bohaterami są Pingwiny Adeli, lub też inaczej Pingwin białooki. Te małe ptaki zamieszkujące wybrzeża Antarktydy, mają osobliwy zwyczaj. Otóż w porze godów samce szukają jak najładniejszego kamyka, który potem wręczają swojej wybrance. Jeśli samica przyjmie podarek, pingwiny łączą się w parę na całe życie. Nie inaczej wygląda to w przedstawionej tu animacji, a głównymi bohaterami są nieśmiały Hubie, jego wielka miłość, zresztą odwzajemniona, imieniem Marina i rywal Drake, ogromny, silny i okrutny pingwin, zamieszkujący wyspę czaszki. Jak łatwo się domyślić, Hubie szybko wpada w tarapaty, stając oko w oko z rywalem. Po przegranej bitwie trafia na statek ludzi, gdzie spotyka bardzo osobliwego sojusznika. Walecznego pingwina złotoczubego imieniem Rocko. Jednak prawdziwa przygoda, ma się dopiero zacząć.

Filmowy Piątek: Stalowy gigant

W 1999 roku do kin trafiła animacja, który okazał się finansową klęską dla studia Warner Bros. "Stalowy gigant" okazał się za trudny dla najmłodszej widowni, a niestety film był pod nią promowany. Tymczasem pod płaszczem sympatycznie wyglądających rysunków, garści humorystycznych zagrywek i pięknej muzyki, kryje się poważny dramat. W całość umiejętnie wkomponowano paranoję jaka pojawiała się podczas pierwszych dwóch dekad Zimnej Wojny oraz rozbudowaną definicję poświęcenia. Tak, też było dużo mowy o przyjaźni, oddaniu i wierności, ale to właśnie poświęcenie jest najważniejszym punktem tego filmu. Nie było zatem szans, aby taka produkcja, kosztująca blisko 70 milionów dolarów, zwróciła się z kin. Na szczęście po dziś dzień trwa z nami w formie DVD, po które chętnie sięgam, a patrząc po wypowiedziach na różnych forach tematycznych, młodzi rodzice podsuwają tą animację swoim pociechom. Dziś przypomnimy sobie to wielkie dzieło oraz powiemy, dlaczego warto przedstawić je młodemu pokoleniu, z nadzieję, że uczynią to samo w przyszłości.

5 stycznia 2018

Filmowy Piątek: Troll w Nowym Jorku

Będąc dzieckiem, a w praktyce już nastolatkiem, bo miało się te dwanaście lat, byłem dumnym posiadaczem kasety VHS z bajką "Troll w Nowym Jorku", która ukazała się w 1994 roku. Zakupiona za nie małe pieniądze na gdyńskim targowisku, gdzie handlarze oferowali najróżniejsze filmy, puszyłem się jak paw, mając ten tytuł w swej coraz większej kolekcji. Dziś wracam do niego sporadycznie na You Tube, gdyż kaseta została w praktyce zajechana. "Troll w Nowym Jorku" zdobył w Polsce dość spory rozgłos, ale w USA film przegrał z innymi, podobnymi produkcjami. Warto jednak sobie go przypomnieć, bo fabuła nie jest zła, tylko troszkę mało dopieszczona i miejscami rozwodniona. Z drugiej strony, całość ma bardzo mocne przesłanie, a rysunek po dziś dzień trzyma dość wysoki poziom. Zapraszam was zatem do kalejdoskopu wspomnień i wyruszenia w podróż po snach wraz z Trollem Stanley'em i jego czarodziejskimi zdolnościami.

Filmowy Piątek: Dziadek do orzechów (1990)

"Dziadek do orzechów" to słynna opowieść, znana wielu osobom, głównie jako balet, do którego muzykę skomponował rosyjski kompozytor Piotr Czajkowski. Premiera tego muzycznego arcydzieła, miała miejsce w grudniu 1892 roku, na deskach Teatru Maryjskiego w Petersburgu. Jednak korzenie wspomnianej baśni są dużo głębsze. Napisana przez niemieckiego pisarza i poetę E.T.A. Hoffmanna, światło dzienne ujrzała w postaci książki już w 1816 roku w Berlinie. Szybko na język francuski przełożył baśń Aleksander Dumas, który napisał "Hrabiego Monte Christo" czy "Trzech muszkieterów". Zatem "Dziadek do orzechów od samego początku swego istnienia obracał się w doborowym towarzystwie. W XX wieku powstało zatem kilka sztuk teatralnych, filmów fabularnych oraz animacji. Z tych ostatnich jedna utkwiła mi szczególnie w pamięci oraz sercu. Wyreżyserowana przez Paula Schibli, do której scenariusz napisała Patricia Watson, ukazał się na ekranach kin w 1990 roku. Zyskał spory rozgłos, a do Polski trafił niedługo potem i często był emitowany w telewizji. Dlaczego akurat ta konkretna wersja mnie zauroczyła? Bo nie tylko w miarę wiernie trzyma się literackiego pierwowzoru, ale również potrafi być mroczna, jest przecudnie narysowana i posiada doborową obsadę aktorską. Dziś sobie ją przypomnimy.

22 grudnia 2017

Filmowy Piątek: Ucieczka z Nowego Jorku

Rok 1981 był bardzo ważny dla Johna Carpentera i Kurta Russella. Ten pierwszy umocnił się na stanowisku reżysera filmów akcji oraz scenarzysty, a ten drugi w końcu zaczął jaśnieć na niebie. Co prawda gwiazda Russella miała dopiero w pełni rozbłysnąć w 1982 za sprawą "The Thing", również tego samego reżysera, ale to "Ucieczka z Nowego Jorku", w mojej opinii, okazała się być obrazem przełomowym dla obu panów. Otworzyła im bowiem drogę do wielkich studiów Hollywood, dając obojgu pracę przy wspomnianym "The Thing". Pierwszy kamień został jednak rzucony właśnie w 1981 roku, gdy Carpenter pokazał światu ciekawą wizję Nowego Jorku. Miejsca będącego swoistym gettem dla przestępców, w które wrzuca się wyjętego spod prawa weterana, aby uratował prezydenta Stanów Zjednoczonych. Niby nic takiego, ale w scenariuszu zawarto ciekawe spostrzeżenia do ówczesnej sceny politycznej i tego jak wyglądała Zimna Wojna na przełomie lat 70-tych i 80-tych XX wieku. Z punktu widzenia niezależnego obserwatora, było to ważne wydarzenie, zarówno po stronie radzieckiej, chińskiej, jak i amerykańskiej. Carpenter zawarł to wszystko w ponadczasowym filmie akcji, w którym Kurt Russell pokazał na co naprawdę go stać, jako aktora.

15 grudnia 2017

Filmowy Piątek: Tango i Cash

W 1989 roku pojawiło się kilka ciekawych pozycji z kina akcji. W mojej pamięci najcieplej wspominam fenomenalnego "Wikidajło" z Patrickiem Swayze w roli głównej, ale też czasem wracam do kilku scen z innego hitu. "Tango i Cash" to komedia sensacyjna, będąca dobrą wizytówką swoich czasów. Początkowo miał wystąpić duet Stallone Swayze, ale ostatecznie ten drugi wybrał rolę w wspomnianym "Wykidajło" (i chwała mu za to), a na jego miejsce wskoczył Kurt Russell. Czy film przetrwał próbę czasu? W mojej opinii, nie do końca, choć to nadal porządny kawał kina akcji z jajami. Jest głośno, jest wesoło, jest szybko, a całość przesiąknięta jest głupotkami logicznymi, z których czasem śmieją się sami aktorzy. Zapraszam zatem na kolejną wspominkę filmów z Kurtem Russellem, któremu towarzyszył na ekranie odziany w garnitur i drogi zegarek Sylvester Stallone.

8 grudnia 2017

Filmowy Piątek: Tombstone (1993)

Oto western, który odcisnął ogromne piętno na całym kinie lat 90-tych XX wieku. "Tombstone" nie jest najlepszym westernem, nie jest nawet najlepszym filmem swoich czasów, a mimo to bardzo blisko mu do arcydzieła. Czemu? Bo w fenomenalny sposób pokazuje legendę najsłynniejszego szeryfa wszechczasów - Wyatta Earpa. W tą rolę wcielił się Kurt Russell, który genialnie oddał postać z legend, przekuwając dosłownie wyidealizowany obraz słynnego rewolwerowca na ekran. Nie wolno zatem rozpatrywać "Tombstone" w kategorii filmu biograficznego, choć scenarzysta Kevin Jarre wplótł do niego bardzo dużo wydarzeń, które faktycznie miały miejsce. W tym słynną strzelaninę w O.K. Corral czy owianą wręcz legendą strzelaninę nad rzeką z przywódcą gangu Kowbojów. Niemniej, dzieło Kevina Jarre i George P. Cosmatosa, zawiera w sobie sporą dawkę wyobrażeń o słynnych rewolwerowcach i ich osobistej krucjacie przeciw pierwsze, zorganizowanej grupie przestępczej na terenie USA. O tych legendach dziś sobie opowiemy.

1 grudnia 2017

Filmowy Piątek: Gwiezdne wrota SG1: Dzieci Bogów (1997)

"Gwiezdne wrota" początkowo planowane jako trylogia, ostatecznie skończyły w formie serialu. Zdaniem wielu, w tym i moim, bardzo udanego serialu, który zaczął się już dobrze w półtora godzinnym pilocie "Dzieci Bogów". Wypuszczony w 1997 roku, przedstawiał wydarzenia dziejące się rok po finale z filmu Emmericha. Nie spotkamy jednak w nim aktorów z pierwszych "Gwiezdnych wrót", choć ich role obsadzono bardzo porządnie. Jedynie dwoje z nich - Alexis Cruz i Erick Avari - odegrali swoje postacie, które widzowie pamiętali z pierwowzoru. Nie przeszkodziło to jednak odnieść sukcesu serialowi, ale nie o nim będę tu pisał. No nie o całym serialu, a skupię się jedynie na pilocie oraz zmianach jakie poczyniono względem pierwszego filmu. Zapraszam zatem do świata, pełnego dziwów.

Filmowy Piątek: Gwiezdne wrota

Roland Emmerich od lat przestał mnie bawić swoimi produkcjami. Nie jestem chyba osamotniony w tym twierdzeniu, bo produkcje takie jak "2012", "10.000 B.C." czy "Dzień Niepodległości: Odrodzenie", spotkały się z miażdżącą krytyką. Co prawda w miarę wyszedł mu "Świat w płomieniach", ale filmowi nadal daleko do produkcji tego reżysera z lat 90-tych XX wieku. Kiedy spojrzymy na "Księżyc 44", pierwszy "Dzień Niepodległości", "Uniwersalnego żołnierza", czy nawet mocno skrytykowany przez fanów, ale nadal lubianą "Godzillę" (albo też Zillę, jak przyjęło się w żargonie), to obecny spadek formy tego reżysera jest aż nazbyt widoczny. Pomijam tu celowo fenomenalnego "Patriotę" oraz udane "Pojutrze", gdyż te filmy powstały już w XXI wieku. Jednak w całym natłoku tych wspomnień jest produkcja Emmericha, która odcisnęła bardzo istotny znak w karierze Kurta Russella. Mowa oczywiście o "Gwiezdnych wrotach" z 1994 roku, które w 1997 doczekały się naprawdę udanego serialu. O nim jednak napisze później, natomiast w tym materiale skupmy się na filmie, który zrodził legendę Gwiezdnych wrót.