15 października 2018

Most nad Sundem, sezon 1 (The Bridge)

Za ten serial zabrałem się, gdyż namówili mnie na niego teściowie. Nie żałuję ich rady, bo to kawał porządnego kina kryminalnego, którego próżno szukać w polskiej telewizji. Przynajmniej o takim kalibrze. Szkoda tylko, że tłumacze przerobili tytuł z "The Bridge" na "Most nad Sundem". Rozumiem czemu tak uczynili, ale mogli zastosować ten sam zabieg co w przypadku "The Crown" - nie przekładać na jeżyk polski. Akurat słowo "Most" jest tutaj w wielu miejscach ważne, ponieważ łączy z sobą nie tylko poszczególne wydarzenia, ale także wiele postaci. O czym jednak traktuje pierwszy sezon "The Brige", który został pierwotnie wyemitowany w 2011 roku? Cóż, mamy tu na starcie ciekawą oraz dość makabryczną sprawę. Na tytułowym moście, łączącym Kopenhagę z Malmo, zostają odnalezione zwłoki. Nie byle jakie, bo przepołowione, a każda z części należy do innej kobiety. Górna do szwedzkiej polityk, zaś dolna do duńskiej prostytutki. Departamenty policji obu krajów łączą siły, aby dorwać psychopatę, ale ten kilka godzin później ujawnia się w sieci, oświadczając, że da lekcję społeczeństwu na pięć prawd, o których nie chce się głośno mówić. Zaczyna się prawdziwy koszmar dla mieszkańców Kopenhagi i Malmo.

Ogromną zaletą serialu jest dobór aktorów. Duńczycy grają Duńczyków, a Szwedzi Szwedów, co ma piekielnie istotne znaczenie dla całej historii. Obie nacje należą do ludów skandynawskich, ale języki którymi się posługują mocno się różnią. Jest to nawet zaznaczone w pierwszym odcinku tego sezonu i potem wiąże się z kilkoma innymi, ważnymi dla śledztwa, kwestiami. Najlepiej to jednak widać na głównej parze bohaterów. On, inspektor duńskiej policji, z sporym stażem i dość spokojnym obyciem. Ona, dość specyficzna kobieta, dobra policjantka z świetnymi wynikami. Szczerze powiedziawszy duet policyjny, jaki tworzą na ekranie Kim Bodnia, wcielający się w Martina Rohde, i Sofia Helin, grająca Sagę Noren, jest mocno unikalny. W pozytywnym tego słowa znaczeniu.


Saga jest wyjątkowo specyficzna, nieraz przywodząca mi na myśl postacie z rasy Wolkan, gdyż tak jak oni na swój sposób "tłumi" emocje. Jest totalnie bezpośrednia, nie potrafi zbytnio prowadzić luźnej konwersacji i do na dokładkę, nie umie kłamać. Zawsze mówi prawdę, nie za bardzo zdając sobie sprawy z konsekwencji takiego działania. Czasami wydaje się być wręcz dziecinna w zachowaniu, ale to pozory. Po prostu jest boleśnie bezpośrednia. W zdarzeniu z klasycznym, spokojnym i metodycznym gliną, jakim jest Martin, na ekranie nieraz dochodzi do gagów sytuacyjnych, które bardziej przypominają czarny humor. Nie niszczy to atmosfery niepokoju czy wyczekiwania na kolejny ruch tajemniczego mordercy, którego prasa szybko okrzyknęła Terrorystą Prawdy. Wręcz pasuje do zaistniałych na ekranie sytuacji i pozwala na chwilę złapać oddech. Szczególnie, że każdy odcinek, a jest ich pięć, trwa niemal dwie godziny. Uwierzcie mi jednak na słowo - czas przy tym serialu leci bardzo szybko.

Sama sprawa jest naprawdę zawiłą i z czasem wplątują się nowe postacie, które w większości poznajemy w pierwszym docinku. Nie umiemy jednak ich odpowiednio połączyć ze sprawą morderstwa na moście, zaś im dalej w last, tym trudniej nam wskazać winnego. Scenariusz nie traktuje na tym polu widza jak skończonego kretyna. Gdy sami dojdziemy do jakiegoś punktu tej układanki, kilka sekund później na to samo wpadają Martin i Saga. Innymi słowy - widz i filmowi policjanci wiedzą w zasadzie to samo i razem rozwiązują tą mocno zawiłą zagadkę. Finał natomiast jest naprawdę mocny i trochę nietypowy. Nie będę już nic więcej jednak o tym pisać, aby niczego wam nie zdradzić.


Z postaci drugoplanowych dla tego sezonu, kluczowymi są dwie. Dziennikarz i pracownik pomocy społecznej. Specjalnie w tym materiale pominę ich nazwiska, aby nie zepsuć wam zabawy. Obu poznamy w pierwszym odcinku i będziemy mieli nieco zagwozdki, jak przypisać do tej sprawy drugiego z bohaterów. Nasz pracownik opieki społecznej skrywa bowiem wiele tajemnic, czasami zachowuje się dziwnie i kilka kwestii z nim związanych nie została do końca ujawnionych. Obstawiam ze w przyszłych sezonach może jeszcze wypłynąć, szczególnie, że sporo dołożył do całej fabuły pierwszego sezonu. Z dziennikarzem sprawa jest prostsza, choć jego postać też wiele wnosi do samej akcji i ciekawie śledzi się jego losy.

Od strony technicznej serial jest wyśmienity. Przecudne zdjęcia, co widać szczególnie w przerywnikach ukazujących oba miasta oraz tytułowy most nocą, zaludniona scenografia, dobrze dobrana muzyka budująca atmosferę oraz naprawdę porządne oświetlenie i montaż. To wszystko przekłada się na klimat rasowego kryminału, takiego wyjętego z skandynawskich książek kryminalnych z wyższej półki. Większość seriali "kryminalnych" z plakietką "Made in USA" może się przy "The Bridge" po prostu schować.


Obecnie serial ma już cztery sezony, a trzy z nich są dostępne na Netflix. Niestety próżno szukać polskich wydań tego serialu na DVD czy tym bardziej Blue-Ray. Szkoda, bo bym kupił. Na pewno jednak z chęcią obejrzę kolejne sezony i liczę, że najnowszy szybko pojawi się na platformie, a zapowiedziany sezon piąty też powstanie w miarę sprawnie. "The Bridge" jest kolejnym dowodem na to, że platformy internetowe pokroju Netflix mają do zaoferowania znacznie więcej niż klasyczna telewizja. Tam można dostać co najwyżej "Trudne sprawy", czy bubel w postaci "Korony królów". Po prostu nie mają serii czy filmów, które naprawdę są wartę poświęconego im czasu. Tymczasem internet oferuje coś naprawdę porządnego i mam nadzieję, że takie seriale będą zasilać Netflixa i jemu podobne strony, w coraz większej liczbie.