W podstawówce i liceum byłem jedyną osobą w mojej klasie, która przeczytała prawie wszystkie lektury szkolne. Poległem na dwóch - "Opowieści o pilocie Pirxie" oraz "Ani z Zielonego Wzgórza". W tym drugim wypadku dotarłem do rozdziału o kroplach walerianowych i powiedziałem: "Dość". Wtedy po raz pierwszy, tak brzmi to absurdalnie, sięgnąłem po opracowane streszczenie, które koledzy i koleżanki ze szkoły kupowali nagminnie w księgarniach. Pamiętam, że obejrzałem też ekranizację z 1985 roku, z genialną rolą Megan Follows w roli tytułowej Ani. Aktorka stała się dla mnie ucieleśnieniem literackiej Anny Shirley. Nie zmieniło to jednak mojego podejścia do książki. Gdy zobaczyłem na Netflix serial "Ania, nie Anna", to nie miałem za wielu oczekiwań. Wiecie, od lat nie oglądam większości trailerów, bo po prostu zdradzają za dużo. Dlatego nie miałem pojęcia po co tak naprawdę sięgam i... bardzo się z tego cieszę. Poziom zaskoczenia, jaki mnie czekał, okazał się ogromny, a do tego wyjątkowo pozytywny. Na tyle, że oba sezony serialu wręcz pochłonąłem. Dziś przedstawię wrażenia z pierwszego sezonu, a mam o czym pisać :)
Strony
- Strona główna
- Unboxingi
- Book & Comics Report
- TOP 12
- Gry planszowe
- Elektroniczne gry planszowe
- Gry PC
- Dlaczego nadal gram w...
- Obejrzane w kinie
- Filmy i Seriale
- Komiksy i mangi
- Książki
- The Elder Scrolls: Legends
- Spoiler Alert
- Męskim okiem
- Pajęczym okiem
- Kuźnia Pomysłów
- Wydane książki
- Komiksowa baza danych
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania nie Anna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ania nie Anna. Pokaż wszystkie posty
Subskrybuj:
Posty (Atom)
