Kiedy myślisz, że gorzej już być nie może, scenarzysta udowadnia ci, że się mylisz. Od początku "Głębia" była dla mnie ciekawym pomysłem, pogrzebanym pod stosem głupot, braku logiki oraz mniejszych lub większych pseudo-naukowych absurdów. Nic jednak nie przygotowało mnie na to, co ma miejsce w czwartym albumie. Gdy w końcu finał poprzedniego tomu wprowadził nową postać, dał jakiś ciekawy impuls do działania i rozwinął relację pomiędzy siostrami, które nie widziały się 10 lat, to... scenarzysta postanowił nagle wszystko urwać. Tak, dobrze czytacie. Remender po prostu uciął lwią część wątków, skrócił do długości jednego zdania co się stało ze Stel Caine i jej kompanem, jednocześnie kompletnie olewając inne wydarzenia. W tym tomie pierwsze skrzypce gra Tajo Caine, a jej siostra Della odpłynęła gdzieś i tyle. Na dokładkę mamy kolejną nową postać, a ta jest... powiedzmy, ze mnie kompletnie nie przekonała. Jednak prawdziwy koszmarek dopiero miał się dla mnie zacząć.
UWAGA - będzie trochę spoilerów.
UWAGA - będzie trochę spoilerów.



